Miłość ślepa, płomienna i zmienna
Mody na określony sposób noszenia się lub zachowań mogą wynikać z oddolnych inspiracji ale najczęściej stanowią pochodną wpływu kapitału i jego trąby czyli mediów. Być modnym oznacza marnowanie sił i środków na nietypowy sposób zachowań, co może wynikać z indywidualnej potrzeby lub chęci naganiania szmalu. Tym tendencjom poddają się także nasi zabawni politycy przechodzący coraz bardziej na pozycje trefnisiów narodowych. Ponieważ nie stać ich na to by mogli pozyskiwać mir w społeczeństwie drogą eksponowania swego rozsądku i umiaru, więc coraz częściej i barwniej błaznują. Dotyczy to w równym stopniu polityków jak i czwartej władzy czyli jej równie niepoważnych nadmuchiwaczy i utrwalaczy.
Szczególnie intensywne nauki piaru ze strony pijaru zauważamy wśród bogobojnych polityków spod solidarnego korzenia. Bardzo intensywne nauki w tym przedmiocie odebrali specjaliści od platformy obywatelskiej, do tego stopnia , że jak kłamią to z uśmiechem na ustach. A jak rozkradali Polskę to z rechotem zadowolenia na twarzy. Niestety ich oponenci nie dorośli im do gatek, kochając z głębi solidarnego serca i nienawidząc bezinteresownie wszystko co ludowe i komunistyczne.Ta pryncypialność zapóźniła ich w globalistycznym szale przekształceń własnościowych.
Niewiele już tego dobra po babuleńce komunie pozostało ale zawszeć coś jeszcze uszczknąć się da. Dla tej szlachetnej misji jest koniecznym wykreowanie pięknego image na steranych twarzach komunistycznej opozycji i walki z bolszewickim pijaństwem. Oni naprawdę musieli to niszczyć, nie było innego wyjścia, esbecy morderczo zmuszali ich do tego. W rezultacie zastosowanego piaru wielu z nich wyprało się już z wehrmachtowskich pomówień i złodziejskich posądzeń. Niektórzy wręcz wyjechali do Londynu i Brukseli by chwycić na swe azjatyckie gęby trochę europejskiego szlifu. Nie będziemy elegancko wspominać tych, którym w imię miłości do Polski nie powiodło się a niektórzy nawet tragicznie skończyli i mimo wielomiesięcznych pełnych poświęcenia wysiłków organów ścigania nie udało się odkryć przyczyn tych nieoczekiwanych dramatów jak wielu zresztą innych bulwersujących zagadek.
Wypada jedynie bardzo ogólnie i niemniej enigmatycznie powiedzieć, że tam gdzie bolszewickie drwa rąbią, tam solidarne wióry lecą. Przypomnijmy jedynie pamięć o ludziach, którzy gwałtowną śmiercią odeszli z solidarnego świata znaków pokoju i miłości braterskiej. W tych mrocznych annałach świetlistego ruchu zapisały się nazwiska: Jaroszewicza, Sekuły, Dębskiego, Papały, Blidy.To tylko niektórzy ludzie najwyższego garnituru z pierwszej półki politycznej. Gdyby nie fakt, że wielu z nich było czerwonej proweniencji to można by próbować te mordercze skłonności zrzucić na czerwonych. A ponieważ za morderczego PRL-u bolszewicy w ogóle nie znali tej bandyckiej maniery, więc trudno przypuszczać by za demokracji zaczęli ją stosować wobec swoich. Bardzo znamiennym tutaj przykładem jest poszukiwanie przez wiodącą instytucję nowego systemu, rosyjskiego śladu w trakcie ekshumacji Sikorskiego. Za cholerę nie udało się w trumnie znaleźć koktajlu Mołotowa. Taki wstyd. I co teraz powiemy naszemu ukochanemu narodowi, że się rozbił,kiedy gładko wylądował?
Dawniej takie matactwa nazywano po imieniu propagandą lub czarną propagandą,dzisiaj byle świństwo odziewa się w białe rękawiczki piaru i nazywa salonem. Bardzo to interesujące i szlachetne.Dlatego o PRL-u nie godzi się wspominać, a o III RP jak najbardziej.”O take” Polskę się bili nasi bohaterowie mili, z esbeckimi zapachami. Cóż się dziwić, kiedy szef Bolek, to pomagierzy musieli być Lolkami, a Tole solidarnymi Samarytankami.
Teraz fundują sobie szkolenia by pozbyć się trupiego odoru ubowskiego. Ten odór ma już jednak bardziej współczesny wymiar własny. Nie da się od niego uciec w Instytucie Medycyny Sądowej w prosektoriach wielu szpitali. Do tego dochodzi jeszcze specyficzny smaczek polegający na intencji handlowania tym wszystkim, co w oficjalnej nomenklaturze posiada górną nazwę Służby Zdrowia, znajdującej się zdecydowanie w dolnych rejonach ludzkiej godności, poczucia estetyki i szacunku wobec tych, którzy jeszcze żyją i tych, którym przyszło odejść.
Równie nie najlepiej pachnącymi decyzjami solidarnych władz jest odebranie Polakom unijnego Pakietu Praw Podstawowych. Blokowanie demokratycznego instrumentu referendum w kwestiach węzłowych dla przyszłości bezpieczeństwa Polski. Zagrożeniem dla polskiego pluralizmu jest tworzenie fundamentów państwa wyznaniowego. Źle jest odbierane przez Polaków przestawianie polskiej armii z charakteru obronnego na agresywny. Nie znajduje też akceptacji w społeczeństwie wywoływanie awantur politycznych na międzynarodowej scenie politycznej i wewnątrz kraju.
W związku z powyższym można by przypuszczać, że do sterowania państwem powołani zostali sami nieudacznicy. Ale przecież tak być nie może. Dowodzi tego statystyka matematyczna. Dochodzimy do wniosku, że w tym biednym państwie rządzonym przez bogatych inaczej być nie może. Dyktuje o tym interes burżuazji, która czerpie wartość dodatkową i zyski z pracy poszczególnego obywatela. Bez pracy szarych ludzi nie mogłoby być ich rażąco niesprawiedliwego bogactwa usankcjonowanego prawem, akceptującym wyzysk przy pomocy aparatu przemocy i ucisku.
W tym świadomie i celowo wywoływanym kociokwiku politycznym zajmują swoje stałe i zasłużone pozycje poszczególne media. Są one politycznie podzielone i przypisane do określonych opcji sympatyzując z nimi lub walcząc do ostatniej kropli krwi. Mediów nie interesują z zasady rozwiązania globalne, bowiem są one z natury neoliberalne i uderzające w interesy podstawowych grup społecznych, co powodowałoby spadek zainteresowania zakupem prasy. Dlatego jest w jej profilu epatowanie potencjalnych kupujących krwawymi bzdetami na poziomie postrzegania absolwenta szkoły podstawowej.
Przytacza się przykład walki politycznej w trójkącie; Komorowski-Kaczyński-Niesiołowski, gdzie dwóch peowiaków obrabia jednego pisowca. Zarozumiały hrabiowski bufon połączył siły ze sprawdzonym pieniaczem i awanturnikiem od motyli atakując Prezesa Kaczyńskiego za polityczne pociągnięcia jego braciszka Prezydenta. Właściwie to mógłbym powiedzieć a niech się pozagryzają. Moja chata z kraju. Mimo wszystko, acz ułomna, ale jest to także moja Ojczyzna, nie państwo, rozumiane jako aparat ucisku i przymusu. Dlatego nosi mnie kiedy kilku cwaniaczków żre się między sobą w walce o polityczne wpływy i i takież koryto, w walce która dla mnie nie ma żadnego znaczenia, ponieważ nie przyniesie zmiany mojej doli, podobnie jak i milionów Polaków.
Wypada jednak oddać rację Komorowskiemu, który bardzo celnie i jędrnie ujął istotę wizyty Kaczyńskiego w Gruzji słowami; ”Jaka wizyta taki zamach”. Coraz więcej danych europejskich zaczyna zaświadczać przeciw postawie Gruzji w osetyńskim konflikcie.Nie wykluczone ,że nadejdzie czas kiedy Pan Prezydent będzie musiał się publicznie wypowiedzieć ze swoich gruzińskich zachowań. Nie oznacza to jednak, że przy całym pechu jego dalekowschodnich wojaży, można nim pomiatać jak małym chłopcem do bicia. To jest, jakby nie oceniać, zmasowany atak uderzający nie tyle osobiście w Kaczyńskiego ile także w instytucję Prezydenta. Podobnie rzecz ma sie z tragicznym ladowaniem w Smoleńsku. Rozgrywając partykularne interesy opcji politycznych uwłacza się również Polsce, burżuazyjnej bo burżuazyjnej ale na Boga waszej. Nie macie drodzy panowie szacunku dla nikogo ani niczego. Zero nigdy nie będzie miało świadomości wartości jedynki.
Nie wiem dlaczego Pan Fassent ma pełne spodenki i tak gorąco oraz płomiennie odcina się od słów Komorowskiego, które ja w całej rozciągłości popieram,czyżby chciał integrować PO i PiS, a może zamierza dokonać wolty w kierunku skrajnej prawicy? Tak czy inaczej żabka nie powinna się zarzekać błotka, tym bardziej na poziomie ich ekscelencji, gdzie dyplomacja tak pięknie eleganckim nieróbstwem pachnie. W każdym bądź razie jeżeli ktoś się tak bardzo boi jak Niesiołowski, to nie powinien się angażować w politykę, gdzie istnieje ogromne prawdopodobieństwo otarcia się o kanalizację.
Sytuacja zaprezentowana w Sejmie przez trzech solidarnych prominentów jest zawstydzającą. Obrazuje ona bowiem tak typową eskalację osobistej agresji, gdzie łajno się guanem podpiera prezentując nieładnie pachnące zbuki. Adekwatnym w tym miejscu wydaje się pytanie zgłoszone do Putina, czy podtrzymuje on nadal, że Saakaszwilego należy powiesić w jednym miejscu? Na co Putin odpowiada, a dlaczego w jednym miejscu?
Przerzucają się te demokratyczne orły, z wróbli uczynione, ubowskimi kwitami, rosyjskimi sympatiami, pomówieniami o zdradę i przykładami ewidentnej głupoty.
Jakby nutki współczucia pobrzmiewają wobec tego, co to „nie sioł i nie oroł” a w więzieniu siedział i gdzie wokół spojrzał tam jego demokratyczne zboże. Potem następuje między szlachtą chodaczkową przerzucanie się osiągnięciami kryminalnych życiorysów. I tutaj gwałtownie i z wyraźnym obrzydzeniem włącza się nasz przesympatyczny Gospodarz, co mnie zaskoczyło i wzruszyło niejako. Bowiem z pełnym zaangażowaniem i oddaniem rzucił się przez morze głupoty i hołoty by ratować motylkowatego hrabiego Niesioła.
Jakżeż mylili się ci wszyscy, którzy posądzali Fassenta o lewicowość i małostkowość, chcąc go pognębić i sponiewierać. Onże, cichy i ukryty bohater prawicowy, nie tylko małżonkę wychował na rewolucyjną dziewicę „Solidarności”, czym chlubi się niepomiernie. Sam również dawał przykład osobistej odwagi, za co był wzywanym na czerwony dywanik Sekretarzy KC i maltretowany oraz gnębiony za oddanie się wolności, pluralizmowi i demokracji. I co najciekawsze najbardziej mu dokuczał jego osobisty przyjaciel i mentor I-szy Sekretarz KC PZPR. A to ci łajdaki i łobuzy. Potem w ramach mordowania i maltretowania intelektualisty wysłali go na dyplomatyczną mękę do kraju pewnego faszysty.Niebywała sprawa, gdzie już wówczas zaczął spiskować z pewnym gołowąsem Sikorskim zwanym, pewnie dla niepoznaki.
W zasadzie jest mi najzupełniej obojętnym komu Pan Fassent oddaje się intelektualnie w sposób bezgraniczny,ślepy i pełen fascynacji. W końcu każdy ma prawo do swojej osobistej intymności. Jeżeli jednak te głębokie przeżycia emocjonalne eksponuje się na użytek publiczny, wówczas jest sprawą zrozumiałą, że wystawia się je do oceny i licytacji. Ja jednak ten towar nisko wyceniam i nie kupię go. Dla mnie kryminalna przeszłość, nawet z pobudek politycznych, nie uszlachetnia jej. Tym bardziej kiedy jej istotą, jak życie dowiodło, było puszczenie narodu w skarpetkach. Natomiast czynienie z tego powodu, że ktoś nigdy nie przekroczył progu więzienia, zarzutu i dyskredytowanie go jest, że użyję zaskakujących i niechętnie stosowanych przeze mnie słów, jakich zechciał się dopuścić Pan Fassent uważając je za chamstwo i łajdactwo ,oceniam jako wysoce nieeleganckie nie mające nie tylko nic wspólnego z intelektualizmem ale i zwykłą inteligencją. Zeszkapiały i zeszły na psy te warszawskie salony solidarne.
Chciałoby się zapytać Pana Fassenta a ileż to lat odsiedział acan w komunistycznych więzieniach za swoją niezwykle ważką działaność publicystyczną? I jakież to postępowe treści był Pan łaskaw upowszechniać? Bardzo się o Pana obawiam, bo jak sądzę nie ma Pan kryminalnego cenzusu. Dla mnie jest coś obrzydliwego w rzucaniu się na komunę i gloryfikowaniu ludzi, którzy przeszli przez jej kryminały. Przez jej kryminały przechodzili ludzie, którzy wysadzali aule i pomniki, niszczyli flagi, sabotowali zarządzenia władz.Takich dzisiaj również się sadza do mamra. I jeżeli rządzą nami kryminaliści to nie dziwmy się piekłu jakie oni nam urządzają, na wzór swoich doświadczeń.
Tfu,Panie Fassent, dziwię się, że występując w telewizji nie masz Pan jeszcze zawieszonego u szyi długopisu stosownej wielkości z wiadomym ryngrafem.



Komentarze
Pokaż komentarze