Liberalna muzyka
Liberalna Liberalna muzyka koi ucho, a żołądek gra własną melodię
Tak bardzo to nie mamy co wydziwiać nad myślami przewodniczącego, jako iż wszyscy wiemy doskonale, że nie ma skutku bez przyczyny i dymu bez ognia. Nie ma też Pisu bez popisu i nie ma wolności bez solidarności.Także bez plattformy nie ma reformy, zamienianie ostatnio na męskie gacie Pana Premiera. W kapitalistycznych strukturach jest też prawidłowością, że konkurencyjne struktury podnoszą swą skuteczność i efektywność, by w końcu pożerać się wzajemnie.
Z tej przyczyny nie ma powodu by radować się nad miarę ani smucić niczym na pogrzebie. Owe, popisowe, zabawy w gruncie rzeczy niczego istotnego nie znaczą i nie wnoszą. Mają nam jedynie zasugerować jak to jest dobrze kiedy jesteśmy wolni od własności. Reszta się nie liczy, żadnych programów, koncepcji rozwojowych czy planów. Neoliberalny hurra optymizm, żywioł, ekonomiczna i polityczna granda nieuchronnie zmierzająca do krachu gospodarki światowej są nam znane.
Tak dalece są już negatywnie zaawansowane te procesy, że nawet w Davos międzynarodowe tuzy jedynie słusznej gospodarki miały nietęgie miny i nosy spuszczone na kwintę. Nieśmiało zaczynają się pojawiać myśli, że anglosaski model kapitalistycznej gospodarki uległ eksploatacji i deprecjacji, w rezultacie tych tendencji, w polityce pojawił sie surogat "terrorysty” mający napędzać polityczną linię wyzysku. Tym sposobem w gospodarce ma się pojawiać nowy towar w starym opakowaniu nazywany modelem niemieckim. A jakie on ma korzenie to większość europejczyków doskonale pamięta, może poza samą piękną panią Angelą i cudowną Eryką.
Dlatego zawężanie oceny roli i znaczenia wyłącznie do samego PiS-u w polskich relacjach politycznych jest dalece niepełne, by nie rzec, iż stanowi woluntarystyczne i celowe uproszczenie. Chce się wytworzyć przeświadczenie wśród Polaków, jak to byłoby znakomicie, gdyby ten niewychowany i niewydarzony PIS nie przeszkadzał platformie w rządzeniu. Dla utrzymania i pogłębiania takiego przekonania jest dobra każda okazja. Sprzyjają temu imieniny prezesa, zapalanie świeczek na niebywale polskim święcie Chanuki. Można w tym celu również doskonale zdyskontować kongres PIS-u. W końcu każda okazja jest dobra i należy ją do maksimum wykorzystać. Żeby jednak czynili sobie takie paskudztwa solidarny brat solidarnemu braciszkowi i takaż siostra takiejże siostrzyczce, to wręcz niepojęte.
Kongresy jak to kongresy rzecz statutowa i muszą się odbyć by okazać własną zwartość i postraszyć przeciwnika. Platforma także podobne organizuje i nikt z tego powodu harców nie wyczynia. Nie każdy Kongres musi być przełomowym lub twórczej kontynuacji. Mogą być kongresy zwykłe i nudne w swej nieustającej i uporczywej walce z przeciwnikiem politycznym. A wyjątkowo rzadko zdarzają sie kongresy zamykające działalność polityczną jak pełna altruizmu i naiwności PZPR. Na tak szlachetny gest platforma nie ma co liczyć, nie ta liga. Poza tym ze względu na konieczność funkcjonowania pluralizmu politycznego istnienie partii konkurencyjnej wobec platformy jest nieuchronne. Ktoś musi przyglądać się ciepłym i zwinnym paluszkom koalicyjnym.
W rezultacie, na wszelkich liberalnych forach tylko polski premier i izraelski prezydent wypowiadali się korzystnie o stosowanych przez siebie instrumentach i sztuczkach, pełni nadziei, optymizmu oraz przekonania , że ich bessa nie dotyczy.No wprost namaszczeni przywódcy wybranych narodów, które przy pomocy rządu USA próbują sobie ostatnie ochłapy z gardła wyrwać.
Nie można też mieć pretensji do pana prezesa o to, że wali pomówieniami w odpowiedzi na okrąglasy pana Przewodniczącego i Premiera. Tak to bowiem już bywa,że zazwyczaj poziom ogólności idzie w ogóle w parze z poziomem ogólnym. I jeśli coś nas boli przez "ó" zamknięte to nasze elity czynią to przez "u" otwarte a ich nadzieja ma zazwyczaj wymiar wyłącznie przez "j" długie.Ten stan rzeczy jednoznacznie podkreśla wyjątkowość solidarnych elit o zdecydowanym przeroście ambicji nad możliwościami.
Weźmy pod uwagę trzygodzinne wystąpienie inauguracyjne pana premiera , gdzie sadził takie duby smalone, że aż miło było słuchać. A potem szpitale chciał likwidować, polskich klasyków z programu szkolnego rugował. Podatki obniża o jeden procent biednym, a o dwadzieścia procent bogatym, co musi spowodować ogromną dziurę budżetową, która z kolei uzasadni kolejne szaleńcze cięcia. Jest to samonapędzający się mechanizm przewłaszczania społecznych pieniędzy. Z tego właśnie względu potrzebny jest autentycznie solidarny odcień polityczny, który chociażby werbalnie będzie się starał stanąć po stronie poszkodowanych w odróżnieniu od platformy solidaryzującej się z mało transparentnymi”inwestorami” lub też pijawami jak lud powiada.
Jeżeli nie odpowiada nam stwierdzenie, że człowiek się rodzi do życia we wspólnocie, to powiedzmy otwartym kodem, że człowiek się rodzi do walki ze wspólnotą. Z dwojga złego wolę pierwszą opcję, ponieważ jest ona bardziej humanitarna i humanistyczna, aniżeli brutalna koncepcja wdrożonej walki szczurów w polskim społeczeństwie. Także jakoweś zahamowania rodzi idea państwa silnego przeciwstawiana koncepcji słabego państwa wyrażanego w haśle; ”Im mniej państwa tym lepiej”.
Konsekwencją tej polityki jest rozbicie i osłabienie państwa poprzez wyprzedaż majątku narodowego, osłabienie struktur obronnych, porządkowych i administracyjnych poprzez rewolucyjną wymianę starych kadr na nowe solidarne i nieopierzone pisklęta, których jedynym celem była destrukcja wszystkiego co socjalistyczne. W efekcie na urzędach mamy samych 40 letnich wypasionych bubków solidarnych, stanowiących jakby ironiczne i wykoślawione odbicie hasła :”Mierni ale wierni”.
Równocześnie uwagę wzbudza rzucona myśl narodowego państwa demokratycznego, jakby w podtekście brzmi zawołanie, żadnego narodowego państwa , ono ma być ponadnarodowe, jak uświęcające neoliberałów hasło o konieczności przewłaszczania kapitału. Trudniej jest golić i dezintegrować obywateli mających poczucie patriotyzmu i swojej tożsamości narodowej. Taki naród potrafi walczyć o własne prawa. A w szczególności dotyczy to polskiego narodu z jego długą i chwalebną tradycją walki narodowo-wyzwoleńczej.
Najkorzystniej zatem jest wyprać naród z pozytywnie wyróżniających cech i urobić go w kosmopolityczną magmę światowych włóczęgów poszukujących dachu nad głową i chleba. Jest to tragicznie tania i kapitalistycznie mobilna siła przesuwana na najgorsze odcinki frontu robotniczego wyzysku. Pozbyła się ich własna Ojczyzna kierowana przez obłudnie solidarnych, a teraz zaczęły się polskie rugi w krajach domniemanego dobrobytu.
W sferze politycznej musimy zadać sobie pytanie czy chcemy w miarę zrównoważonych relacji organów konstytucyjnych państwa, czy oczekujemy zdecydowanego prymatu wybranych struktur? Mnie się wydaje, że na dzień dzisiejszy manipulowanie przy konstytucji jest bardzo niebezpiecznym zabiegiem, ponieważ odbywało by się ono w warunkach niezwykle ostrej walki politycznej i kruchej równowagi, co mogłoby w ostatecznym rozrachunku uderzyć w fundamenty zaledwie szczątkowo budowanego państwa obywatelskiego.
W języku politycznym ulepszanie systemu legislacji oznacza budowanie wpływów własnych partii i chęć osłabiania przeciwnika. Uznanie prymatu Prezydenta nad Premierem oznacza klęskę PiS-u i zdecydowane zwycistwo bratniej platformy wraz z całym smoleńskim bagażem,który na długo zawiśnie mieczem Demoklesa nad polityczną głową Donka. Prywatyzacja telewizji publicznej oznacza sukces Platformy. Wyhamowanie sprzedaży szpitali zalicza sobie na plus Prezydent.Generalnie wszystko jest na opak, co jedni uznają za sukces drudzy etykietują to jako klęskę.
W sumie nie można zapominać, że obie partie walczące tak ostro o władzę są partiami burżuazyjnymi i antykomunistycznymi.One w zasadzie nie walczą o zmiany programowe dla społeczeństwa, one walczą o końcową transformację czyli przełknięcie resztek z tego co po Polsce pozostało. Zauważmy jak kościoły kapitalizmu czyli obce banki przejęły za wdowi grosz polskie aktywa, a dzisiaj wycofując się z polskiej strefy z racji bessy w ich krajach ,żądają za przejęty przez siebie polski majątek krocie. Jest to tzw. podwójne golenie, raz przy zakupie a drugi raz przy sprzedaży.
Proszę zauważyć ileż to było krzyku i wrzawy wokół IV RP z Panem Ziobro na czele. Kiedy Ptaśki oddały władzę nastąpiła rozluźniająca cisza i spokój. Żyją bratnie solidaruszki nie robiąc sobie krzywdy wzajemnie. Kruk krukowi oka nie wykole . A pogadać i pobałakać coś przed kamerami trzeba, żeby sobie naród nie pomyślał, że wspaniałym elitom, poza korytem, to wszystko wisi niczym kilo kitu. W chwilach wolnych od ciężkiej i znojnej pracy, i tak pójdą wspólnie do restauracji sejmowej by tam sobie strzelić:”Zdrowie wasze w gardło nasze”.
W sumie to bardzo dobrze, że Pan Prezes wskoczył w europejski surducik i pokazuje gałązkę oliwną. Dość już tych ptasich swarów na górze i wojen także poza granicami Polski. Ponieważ obie partie liberalno-solidarne należy postrzegać łącznie, więc nie można mówić, że są to partie normalne. Normalne partie nie wykańczają konkurencji i samych siebie, że wspomnimy o Samoobronie i SLD. Są to partie rozbijania i destrukcji, nie posiadające predyspozycji kadrowych do budowania w okresie pokoju. Ich czas już minął zdecydowanie. Źle to także świadczy o potencjale intelektualnym KK, który nie potrafi wykreować twórczych kadr pracy i rozwoju, bazując ciągle na cudach cięć budżetowych. Jest to szalona polityka samoograniczania się i destrukcji. Nie może być rozwoju w zaciąganiu pętli na szyję.
Doskonale rozumiem że Pan Prezes przestał krzyczeć na wehrmachtowców,bo i nie wypada. Zawsze eleganccy, umyci i ogoleni a także wyperfumowani, a że przydarzyło im się parę milionów Żydów podesłać panu Bogu, no cóż, gdzie drwa rąbią tam wióry lecą. Niemniej z tak błachego powodu nie ma sensu narażać się na jakieś kartoflano- podobne impertynencje.
O ZOMO też już nie ma co wspominać, bo młode pokolenie nie wie o co chodzi, a stare nie chce już pamiętać, poza nielicznie nawiedzonymi. Ze swej strony mogę przypomnieć, że były to Zmechanizowane Oddziały Milicji Obywatelskiej, wyposażone w mocne argumenty prawne do zwalczania antykonstytucyjnej i antykomunistycznej czyli antyrobotniczej opozycji solidarnościowej.
ZOMO było uzbrojone głównie w długie pały szturmowe, kaski ochronne i tarcze obronne. Ich zadaniem było rozpraszanie zwartych oddziałów szturmowych solidarności uzbrojonych w kamienie, śruby, ławki, cegły i każdą inną broń jaka się pod ręką znalazła.Byli też zbrojni w ulotki i długie nogi. Ponieważ tych żenujących form walki nikt juź nie chce pamiętać, więc Pan Prezes był uprzejmym, zupełnie sensownie, zrezygnować z tego uwłaczającego passusu.
A o moralnej zgniliźnie uniwersytetów przyznających doktoraty honoris causa wtórnym analfabetom, nawet nie ma i co wspominać, by wstydu sobie na cały świat nie robić. Co zaś do wypuszczania gangsterów z więzień na wolność, to i tak czyni rząd tę łaskę bardzo ostrożnie, bowiem więzi ich się dwa razy tyle za demokracji, niźli za morderczej komuny.
I proszę mi tutaj nie imputować, że gangsterzy obcinają palce, bo ja sam doskonale wiem, że obcinają oni uszy.
Pewien znany mi Sekretarz miał zwyczaj mawiać:”Za mało o kobietach, a za dużo o chłopach”. Dlatego kiedy czytam zwrot:”Mało było układu i postkomuny” to robi mi się jakoś tak nijak, z uwagi na zakłamanie tego akapitu, ze względu na to, że układu mamy od cholery i z powrotem a postkomuny poza Olejniczakiem i Napieralskim nie ma już w ogóle. Chyba, że autor i mój interlokutor wspaniałomyślnie i w tajemnicy zapisuje się do nich.
Nie można też robić wytyków panu Prezesowi w zakresie fotografowania się na tle pięknie wystrojonej młodzieży. Ja także chętnie bym się zdjął na tle pięknej dziewczyny. A poza tym pijar to nie jest bolszewicka specjalność. Nie mniej teraz już nie jestem taki pewien czy solidaruszki nie ściągnęły przypadkiem czegoś w zakresie propagandy od znanego i niedokończonego popa i baćki, który miał tę samą skłonność. Kontynuował ją potem Bierut, Cyrankiewicz, Gierek, nasz sąsiad Honecker i pewnie paru innych demokratów znalazłoby się jeszcze również.
Co zaś się tyczy skromnego podbijania narodowego bębenka, to wolę grę na tym instrumencie aniżeli dudnienie w kosmopolityczne surmy złote, na zwycięstwo i ochotę, gdzie najdzielniej biją kapitaliści a najgęściej giną polscy ciecie i chłopy.
Na osłodę przytoczę sprawiedliwy dowcip kapitalistyczny. Dwóch biznesmenów siedzi w celi. Jeden nerwowo przemierza systematycznie celę z kąta w kąt. A ten drugi dopytuje się usłużnie: Rabe ty myślisz, że jak ty chodzisz, to ty nie siedzisz?
Z czego może wynikać morał, że przechwałki pana Prezydenta Izraela mogą być bardzo daleko odbiegającymi od rzeczywistości.
Nie ma to jak nasi rodzimi biznesmeni pod szczęśliwą gwiazdą urodzeni. Dzięki nim pod wodzą przewodniczących dostąpiliśmy wreszcie powszechnej szczęśliwości. Pracować nie musimy. Marne złote dostajemy, ale za to jak paniska żyjemy ,co to z przodu łata i z tyłu łata…a nam wszystko lata.
Gdzież to te czasy kiedy nasi wspaniali przodkowie prowadzali nas na Kowno, Moskwę, Kijów lub Berlin? Obecni wodzowie już tylko bajki potrafią nam opowiadać i po wskazówki do Brukseli lub Waszyngtonu jeździć.
Dobrze chcociaż, że po iracko-afgańskich wygłupach krwawych do Libii nie zamierzają się wybrać na ropodajną ekskursję.



Komentarze
Pokaż komentarze