Mój oponent
Mój bliski blogowy oponent zmusił mnie do skreślenia kilku refleksji dotyczących jego pozycji na tym blogu oraz przedkładanych żalów i goryczy. Otóż ja wychodzę z prostego założenia, że każdy jest kowalem swego losu najogólniej rzecz ujmując. Nikogo też nie staram się przymuszać do uczestnictwa w aktywności na tym blogu. Nikomu też z zasady nie mogę zabrornić bywania na tym blogu. Zatem każdy internauta uczestniczy w formowaniu moich opinii i refleksji w sposób charakterystyczny dla siebie. Jedni wyłącznie czytają proponowane teksty a inni także je komentują biorąc udział w polemikach. Podejmowane dyskusje muszą nosić charakter wymiany poglądów a nie przymuszania do swoich własnych przekonań.
Dlatego wskutek ostrych słów mego interlokutora, które z jego strony padły na tym blogu pod moim adresem zmuszony jestem wyrazić moją opinię w tej kwestii. Chcę zauważyć, że ja uważam sę za zwolennika pluralizmu politycznego. Stąd też staję po stronie rzeczowej krytyki stosunków społecznych wdrażanych przez rządzące elity. Ja czynię to bezinteresownie i pro publico bono, oni natomiast w interesie swojej wąskiej partyjki będąc suto wynagradzanymi za prezentowane i wdrażane przez siebie koncepcje nie zawsze zgodne z potrzebami suwerena.
Wobec powyższego musi istnieć dość zasadnicza różnica poglądów między wolontariuszem i zetatyzowanym urzędnikiem systemu politycznego, który ma obowiązek bronić służbowych koncepcji rządowych, jak Wanda swego dziewictwa przed germańskim naporem. Ponieważ wiemy, że dziewictwo jest wartością zmienną, więc doświadczamy a priori, że każdy urzędnik stoi na skazanych pozycjach. A w ostatnim okresie solidarnym ta rotacyjność elit rządzących jest wyjatkowo cz ęsta i bolesna. Rodzi to więc naturalną potrzebę stania na bardziej stabilnych fundamentach opozycji pozaparlamentarnej. Daje to nam poczucie nie uwikłania się w mafijne powiązania, co czynimy z pozycji ludzi uczciwych, sprawiedliwych i rozumnych. A tak zwane samozwańcze elity niech sobie czynią co chcą na własny rachunek, za co wcześniej niż później przyjdzie Dzień Sądu Ostatecznego ze strony suwerena a potem także Pana Najwyższego, bowiem żaden osioł i wielbłąd nie może się prześlizgnąć przez ucho igielne do Królewstwa Niebieskiego.
Pozwalam więc sobie zauważyć, że ja podejmuję z zasady krytykę merytoryczną istniejących stosunków społecznych, gdzie musimy się borykać z biedą, bezrobociem, emigracją,bezdomnością i wieloma innymi negatywnymi zjawiskami charakterystycznymi dla istniejącego konfliktu między pracą i kapitałem. Z drugie zaś strony występują apologeci nierówności i niesprawiedliwości społecznej, którzy żywią się dyskryminacyjnymi dla większości rozwiązaniami. I wiadomo jest , że uczynią oni wszystko dla posiadania mercedesa, a biedota niech sobie jeździ na niemieckim złomie ze szrotu lub na polskich hulajnogach.
Są mi zatem zupełnie obojętne osobiste poglądy polityczne ludzi z panteonu liberalnej władzy nasycone negatywnymi emocjami i personalnymi atakami skierowanymi w stronę dominującej większości polskiego społeczeństwa. Ich rajcuje likwidacja szpitali, szkół, cukrowni,,polskich stoczni i narodowego górnictwa oraz likwidacja becikowego i zasiłku pogrzebowego. Bowiem na tym wszystkim można zarobić,co prowadzi do naturalnego odruchu zwrotnego. Rzecz na tym jednak polega, że zarabiają na tych podłościach nieliczni a tracą liczni, co właściwie nie ma już nic wspólnego z demokracją.
Do pewnego stopnia obrona ewidentnego Zła może być zabawną, ponieważ jednak w ostatnim wpisie mój zaoceaniczny interlokutor swoimi pomówieniami przekroczył granice dobrego smaku i naraził na szwank moje dobra osobiste czuję się dotknięty tego rodzaju sposobem prowadzenia polemiki sprowadzającej się do dyktatu intelektualnego drogą zastraszania i szkalowania mego dobrego imienia. Tego rodzaju politykę artyści z CIA mogą sobie prowadzić w Libii lub innych krajach trzeciego świata. Polska zaś przy ich pomocy wyrwała się już do drugiego garnituru krajów zmierzających do kapitalistycznego Eldorado naznaczonego Koreą, Wietnamem, Irakiem, Afganistanem i całą plejadą innych kolorowych ludów.
Ten sposób prowadzenia rozmowy z pozyvcji jedynie słusznej imperialnej polityki dalece wykracza poza granice dobrego tonu i smaku, a także logiki wolności, pluralizmu i demokracji, które są mi obce z uwagi na ich ewidentne zafałszowanie klasowym interesem.
Na innych blogach mój znakomisty Polemista prowadzi także werbalne bijatyki w typowy dla siebie sposób, widząc we wszystkich oponentów, niemiłej mu lewicy.
Ostatnio, jak mnie „Żyd” informuje, na En passant warcholi się onże Obrońca Imperialnego Kapitalizmu z niejakim „Menthorem” przypisując mi ukryte autorstwo w tej całej sprawie.
Odpowiadam więc raz jeszcze, że nic mnie łączy ze skrajnie prawicowymi awanturami politycznymi na innych blogach, bowiem napawają mnie niesmakiem tego typu dysputy.
Nie pozwolę sobie jednak przenosić na mój blog typowej dla zmarginalizowanej prawicy nonszalancji, arogancji i złości polskich uciekinierów z wyboru, którzy nie potrafili na obczyźnie znaleźć swojego miejsca na ziemi. Jest mi bardzo przykro i współczuję im z tego powodu.
Ja, Drodzy Panowie jestem obywatelem Polski i nie sprzedałem swojej Ojczyzny za gorzki status emigranta, z czym bardzo dobrze się czuję, czego i Acanom życzę z całego serca.
W swej tolerancji i pluralizmie nie zamierzam też nikogo nawracać na Ojczyzny łono.
Nie mniej bardzo proszę nie kwestionować mych wyborów i nieskrępowanego postrzegania świata.
Nie kwapię się również by dokonywać ocen, obcych mi sobiepańskich zachowań i postaw ludzi nawracających Polskę do II RP.
Stąd też usilnie namawiam do wzajemnej tolerancji i porzucenia instrumentów intelektualnego gwałtu i przymusu. Polska jest jedna, taka czy siaka, i żyć w niej musimy wszyscy przy zachowaniu całego kolorytu i palety poglądów politycznych. Niemniej zaoceaniczne "szepty i krzyki" nie są nam potrzebne. A rzadko kiedy interesy wasala i Imperium są zbieżnymi o czym warto pamiętać. Dlatego dobrze jest akcentować występujące różnice i sporządzać protokół rozbieżności w kontekście rozwoju i umacniania demokracji, w klasycznym ujęciu i takimże rozumieniu.
Poza tym, nie bardzo rozumiem obaw przed utratą atrakcyjności amerykańskiej demokracji. Przecież amerykańska demokracja jest tak śliczna i ukochana przez wszystkie narody świata, więc dlaczego grono profanów made in USA tak ją deprecjonuje i wstyd przynosi swymi nieprzemyślanymi i pełnymi ostracyzmu wpisami.
Zgodnie z zasadą zwalczania cenzury nie mogę zabronić nikomu pisywania na moim blogu, niemniej zgodnie z prawem gospodarza blogu mam pełne prawo wyproszenia z niego osoby nie liczącej się z Dekalogiem a jednocześnie tylną furtką wprowadzającej zasady Kodeksu Hammurabiego.
Demokracja demokracją,drogi oponencie a porządek musi być jak mawiali nasi dziadowie w matriarchacie.



Komentarze
Pokaż komentarze