UWAGI:
-Tekst nie jest jeszcze do końca opracowany, błędy jak i wszelkie opinie możesz zgłaszać w komentarzach albo na forum
-Tekst jest luźny, ale mowa tu o wszystkim na poważnie, mimo użycia kolokwializmów.
-Tekst zaznaczony kolorem czerwonym to przyszłe linki do artykułów które nie są jeszcze wrzucone.
-TO NIE JEST STRONA ANTYEDUKACYJNA I NIE MA TU MOWY O LIKWIDACJI SZKOŁY. Ten tekst ma na celu:
-zwrócić uwagę na kretyński system edukacji i program nauczania, na to co należy zmienić
-propagowanie samonauki i samorozwoju, alternatywnych metod nauki niż standardowe uczenie w szkole
-zebranie w jednym miejscu ludzi o takich samych poglądach wobec szkoły (zobacz forum)
-Oczywiście nie musisz zgadzać się ze wszystkim, pewne rzeczy możesz uznać za przesadzone, nieprawdziwe, ale chyba nie zmienia to wymowy artykułu
CAŁA PRAWDA O SZKOLE
Zapodajmy po prostu 2 demoty


Jeśli to jest wystarczająco wymowne, nie popierasz takiej postaci szkoły jaka jest teraz zapisz się na nasze forum
Albo powiedzmy jeszcze coś więcej:
=====================================================================================
Słowem wstępu
„Kto otwiera szkoły, zamyka więzienia”, przeczytałem taki aforyzm. A dla mnie nie tyle co więzienia, ale obozy nudnej, trudnej, pochłaniającej (połowę życia, odejmując sen!) i cholernie nieefektywnej nauki.
Omówmy sobie wszystkie przedmioty.
Matematyka:
Na przykładzie geometrii:
a*h/2-trójkąt, (a+b)*h/2 trapez, a*h równoległobok, e*f romb i może 2-3 inne+skumać symbole-
jakby być w miarę pojętnym i się sprężyć to wzorów geometrycznych dałoby się wyuczyć w... godzinkę razem z jakimiś ćwiczeniami na utrwalenie? Nie więcej.
Jeśli potrafisz zapamiętać jakąś prostą listę zakupów, to takie wzory tym bardziej.
Natomiast w szkole zajęłoby to... co najmniej 15 godzin+zadania domowe+sprawdziany.
I tak samo ze wszystkim, funkcjami, ułamkami, potęgami, logarytmami, algebrą itd. Tego wszystkiego, co nas uczą przez lata, w takim stopniu żeby ogólnie to rozumieć, dałoby się nauczyć... tak w 20-30 godzin
Pewnego amerykańskiego ucznia, który normalnie miał problemy w nauce, przyuczono technik szybkiego czytania i zapamiętywania, i wówczas całego materiału, uczonego przez rok nauczył się w 2 dni.
A co dopiero sama matematyka.
Każdy z nas może się tych technik nauczyć, tylko oczywiście nie w szkole.
Bo do każdego wzoru trzeba zrobić osobny temat, osobne omówienie, zrobić notatki, i wyklepać dziesiątki zadanek.Wygląda to mniej więcej tak:
Wacek, zrób to zadanie (robi robi)
Grzesiek, zrób to zadanie (robi robi)
Zosia, zrób to zadanie (robi robi)
Ci co rozumieją to już rozumieją, klepanie n-tego zadanka na tablicy mało co im pomoże, ich mózgi się nudzą, a tym co nie rozumieją to i tak nic im to nie da bo muszą od nowa przestudiować temat albo... po prostu mają to w dupie (to drugie jest dużo bardziej prawdopodobne).
Uczymy się też matematyki głównie dlatego, że na dalszych etapach nauki... też się jej uczymy.
Sam słyszałem np. że na lekcji tłumaczyli kilka godzin co to jest pierwiastek, a kolega tylko na to looknął i już zrozumiał o co chodzi. Ja sam w gimnazjum pamiętam że mogłem ogarnąć temat z notatek w ciągu kilku minut, ale musiałem tracić czas na ich wypisywanie siedząc na tych lekcjach. Pamiętam jak całą godzinę wałkowaliśmy co to jest trójkąt prostokątny, można by było jechać dalej z materiałem ale trzeba było jechać z całą klasą.
Bo czy w praktyce przyda nam się to warunek prostopadłości linii funkcji? Przydadzą nam się rozkład wielomianu na czynniki, ciągi monotoniczne, przekształcanie wykresu funkcji wykładniczej, dodawanie i odejmowanie wyrażeń wymiernych?
Nawet jeśli uczy się czegoś w miarę przydatnego, to za bardzo się to wałkuje, zbyt skomplikowane, abstrakcyjne zadania się do tego robi. Np. gdzieś mogą nam się przydać funkcje, ale na pewno nie będziemy w praktyce rozwiązywać zadań w stylu "podaj zbiór i dziedzinę funkcji y= V(x) opisującej objętość prosopadłościanu o bokach x, x+4, x-1. Dla jakiej wartości x objętość prostopadłościanu jest równa 12?"
Można mówić że to uczy "analitycznego myślenia"-ale tego możemy się stokroć przyjemniej i efektywniej uczyć np. przy nauce programowania, tutaj faktycznie stosujemy myślenie analityczne, a nijak się to ma do rozwiązywania takich śmiesznych zadanek (nie wspominając o tym że zdobywamy przy tym przydatną umiejętność). Nawet granie w szachy z taką świadomością że chcemy rozwijać analityczne myślenie będzie dużo efektywniejsze niż wałkowanie na siłę tych zadanek. Gdyby nam od początku wpajano że dzięki temu mamy to analityczne myślenie rozwinąć no to jeszcze.
Przejrzyjmy sobie ile tematów w podręczniku przerobi się w ciągu całego roku, czyli co najmniej 200 godzin nauki. W moim jest 5 działów-czyli rachunek prawdopodobieństwa, statystyka, funkcje wykładnicze, stereometria i... powtórzenie wiadomości. A nawet tego co jest w podręczniku często się nie przerobi w ciągu całego roku i trzeba to nadrabiać w następnym.
J. Polski
Niestety na języku polskim nie nauczą nas jak wyrazić swoje bardzo negatywne opinie /adekwatnie opisać takie gówno jakim jest ten przedmiot bez używania wulgaryzmów. Dlatego użyłem słowa „gówno”.
Powiedzmy sobie na co przepierdzielamy te 5 godzin tygodniowo, ok 240 godzin rocznie:
-Deliberowanie nad (nieraz głupimi i bezwartościowymi) wierszami i lekturami- „o co poecie tu chodziło” (który pewnie był na haju pisząc takie bzdury), jakie są twoje odczucia wobec tego wiersza, cechy charakteru i motywy działań bohaterów (a kiego grzyba mnie to obchodzi czemu wymysł pisarza tak akurat zrobił, żeby to było coś o realnych postaciach no to jeszcze), „motywy literackie zawarte w utworze”, „cechy miejsca akcji”, „czas akcji” i wszelkie inne debilizmy.
I o tym wszystkich pieprzymy godzinami i robimy do tego notatki. CO, niby CO to deliberowanie nad książką i to co ona ma w sobie ma mi dać? Jak będę fanem jakiejś naprawdę ciekawej to wtedy będę mógł sobie pójść przykładowo na klub jej miłośników i se pogadamy o tym.
Ale niech nikt mnie nie zmusza do gadania o książce której nie lubię.
Zobacz przegląd lektur szkolnych
Nawet jeśli utwór nie jest taki zły to stokroć lepiej przeczytać więcej takich utworów niż deliberować nad jednym.
Oczywiście warto tak z samego faktu znać polską, zagraniczną literaturę, kojarzyć epoki literackie, tyle że szkoła nas tylko do tych pięknych utworów zraża, zniechęca nas ogólnie do czytania, bo kojarzy się tylko z nieprzyjemnym szkolnym obowiązkiem. Po tylu latach nauki większość i tak nie potrafi wymienić np. 2 utworów Asnyka, Gomulickiego, Kasprowicza czy Herberta wymienić 3-4 słynnych polskich dramatów, jakoś choć trochę barwnie opisać historię polskiej literatury.
W ogóle robi się to tak na męke, na wkuwanie -"jakie są cechy dramatu", "jakie są cechy liryki" blabla. Przypomina mi się film "Szkoła umarłych poetów"-to właśnie była NAUKA, poznawanie literatury, a nie to co odwalamy teraz na lekcjach języka polskiego.
-nauka gramatyki-czyli coś takiego-”poszłem sobie do domu żeby gapić się w telewizor”-zdanie żłożone podrzędnie okolicznościowe miejsca z dwoma członami, gdzie to i to jest podrzędne, to i to jest nadrzędne, jest tu orzeczenie bierne i orzeczenie czynne, i jeszcze coś tam i jeszcze coś tam i narysować do tego graf.
-pisanie wypracowań i rozprawek wg wzoru„wstęp, rozwinięcie, zakończenie” i wg z góry określonych reguł, do których się stosując gówno bym napisał.
Wyglądałoby to mniej więcej tak.
„Czy szkoła daje nam efektywne metody nauczania? Odpowiem na to pytanie przecząco. Aby potwierdzić moje stanowisko posłużę się podanymi przykładami z literatury...”
(bo wszystko musi być poparte przykładami z literatury, nawet jeśli tym przykładem ma być jakaś totalna fikcja literacka nie mająca nic z życia).
„Pierwszym argumentem potwierdzającym moją tezę będzie to iż bla bla bla"
"Drugim argumentem potwierdzającym moją tezę bla bla"
"Mam nadzieję, że przekonałem was, iż szkołą nie daje efektywnych metod nauczania" (i trochę jeszcze lania wody na koniec, bo podsumowanie musi byś odpowiednio długie, jak nie to ocenka niżej)”.
Gdybym nie oderwał się od szkoły i nie nauczył się myśleć niezależnie od tego co zaserwują tam na tacy (czy inaczej: nie dałbym sobie zatruć głowy tym tymi schematami) w ogóle bym tego artykułu tak nie napisał, w ogóle nie wiedziałbym jak się za takie coś zabrać, nie wpadłbym na to żeby opisać tak każdy przedmiot, żeby zorganizować tak to w punktach, zwięźle w myślnikach pisać itd.]
-analiza i interpretacja tekstów literackich, czyli jak najwięcej wybełkotać o bełkocie pseudopoetyckim. Kto wybełkota dużo ten ma [dobrą ocene], a kto nie wybełkota ten ma pałę. Coś co można opisać 3 zdaniami opisać na 50 zdań.
Po tych 12 latach nauki i tak niczego porządnie nie napiszesz.
Spróbuj na przykład napisać jakiś ciekawy artykuł, na dowolny temat.
O! Wyzwanie-jeśli uważasz że ten artykuł to kretyństwo, nieobiektywizm itd., jeśli popierasz szkołę i takie oblicze języka polskiego to napisz lepszy.Resztę odsyłam do konkluzji „nie, po tych 12 latach nauki nie potrafię napisać czegoś ciekawego ani skutecznie wyrażać swoich argumentów, a jak już to na pewno nie nauczyłem się tego w szkole”.
EDITTu jest o tyle ciekawie że jest to forum publicystów, ale w kazdym bądź razie-w szkole nie uczymy się ciekawie, mądrze pisać-uczymy się pieprzyć o niczym i lać wodę według wzoru.
A czego się powinniśmy nauczyć, ale się nie nauczymy przez to 10 i więcej lat?
-szukanie ciekawego tematu do opisywania-bardzo przydatne dla dziennikarzy, czy dla każdego który chce wziąć kartkę i długopis do ręki, po prostu rozwijające-tu uczymy się pisać wg wzoru pod ściśle określony z góry temat
-ciekawe oryginalne pisanie a nie tylko standardowo wg schematu
-argumentowanie, popieranie swojego stanowiska-co najwyżej jakieś kretyńskie „czy twoim zdaniem bohater postąpił dobrze”-i z góry nakazane jest żeby napisać że zrobił dobrze, wcale to nie jest twoje stanowisko.
-PRZEMAWIANIE, konkretne, skuteczne mówienie-bardzo ważne w życiu i w wielu zawodach (szczególnie tych „garniakowych”, marketing, zarządzanie). Raz na pół roku najwyżej ma się przygotować opis jakiegoś dzieła sztuki, jak już umiesz dobrze się wypowiedzieć to umiesz, jak nie umiesz dobrze się wypowiadać to dwója i tylko się człowiek zrazi.
Kretynizmy różne wałkujemy całymi godzinami bo „ojej, ktoś to może nie zrozumieć” a temu co naprawdę ważne poświęci się jedną lekcję, podczas gdy potrzeba długiego treningu.
Chemia, Fizyka, Biologia
Dla mnie to jeszcze nie jest aż takie złe, bo interesuję się nauką i wynalazczością. Inna sprawa, że akurat to co tam mają mało mnie interesuje, nic ciekawego nie wymyślę, nauczę się klepać zadanka ze wzorów.
Natomiast gdybym nie interesował się nauką TO BYM TOOO TAAAK CENTRAAALNIE OLAAAAAAAAAAAAAAAŁ.
Powiedzcie mi po kiego grzyba, no PO KIEGO zwykłemu człowiekowi i śmiertelnikowi ustalanie równań reakcji? Tworzenie wzorów strukturalnych? Ustalanie prędkości kosmicznych? Rodzaje, właściwości i budowa każdego rodzaju komórek?
Na chemii nie nauczysz się nawet właściwości podstawowych substancji które nas otaczają, jak się je otrzymuje, nie wyjaśni się prostych zjawisk chemicznych będących wokół nas.. Po 9 latach nauki przeciętny uczeń nie będzie wiedział jak się otrzymuje plastik (ja bynajmniej czegoś takiego nie miałem). Po 9 latach nauki nadal nie będziesz kumał co widnieje w składzie produktów spożywczych. Ja nie dowiedziałem się nawet co to jest emulgator (mimo że mam rozszerzoną chemię), a tkwi on na etykietce niemal każdego produktu spożywczego.. Co więcej-było to podręczniku, jednak na lekcji obowiązkowe jest tylko klepanie zadanek.
Ewentualnie coś się pogada np. o tworzywach sztucznych, ale tylko pogada, nie ma tego nigdzie na sprawdzian żeby coś konkretnie się z tego się nauczyć (natomiast inne kretyństwa wałkuje się tak że pisze się z tego całe prace klasowe).
Na co zwykłemu śmiertelnikowi hybrydyzacja orbitali atomowych? Rozmieszczenie orbitali w atomie i cząsteczce? Rodzaje wiązań atomowych? Polaryzacja światła? Wzory rzutowe Fischera? Prawdopodobieństwo napotkania elektronów w cząsteczce?
Na fizyce nie będzie nic o otaczającym nas świecie (jedynie w kuriozalnych przypadkach), o zjawiskach fizycznych wokół nas (napomknie się co najwyżej o błyskawicy), nie będzie nic o tym jak działają maszyny wokół nas. Po 6 latach nauki nie będziesz wiedział z skąd się bierze dźwięk w głośnikach, obraz z telewizora, ciepło z mikrofali, jak działa silnik samochodowy. Widziałem tylko niezrozumiały schemat w podręczniku a na lekcji nic o tym nie było, czy coś napomknięte było że magnesy się wykorzystuje w głośnikach.
Na co zwykłemu śmiertelnikowi siła Lorentza, wektor indukcji magnetycznej, prędkości kosmiczne, energia relatywistyczna?
Na biologii nie będzie nic o chorobach ludzkich, przy pasożytach będzie tylko badziewna regułka, a dalej nie będziesz wiedział które zagrażają ludziom (jedynie nad tasiemcem się deliberuje godzinami),. po 9 latach nauki nadal nie będziesz rozpoznawał podstawowej polskiej fauny i flory
Na co mi model budowy komórki eukariotycznej i prokariotycznej,funkcje poszczególnych organelli w komórce, cykl mocznikowy, beta-oksydacja kwasów tłuszczowych? ]
Oto niektóre inteligentne teksty wzięte żywcem z podręcznika:
"Karboksylacja polega na przyłączeniu CO2 do pięciowęglowego organicznego akceptora CO2 (jest nim rybulozo-1,5-bisofroran-RuBP). Reakcję tę kataluzuje enzym-karboksylaza ryboluzobifosforanowa. Powstająca cząsteczka sześciowęglowa natychmiast rozpada się na dwie cząsteczki trójwęglowe (kwas 3-fosforoglicerynowy (fosfoglicerynian, PGA). Następnie, w etapie redukcji, PGA ulega aktywacji, a potem redukcji do aldehudu 3-fosfoglicerynowego (PGAL). Źródłem wodoru jest NADPH. Cząsteczki PGAL są pierwszymi dość trwałymi produktami fotosyntezy. Podczas fotosyntezy pięć szóstych powstających cząsteczek PGAL zużywanych jest w etapie regeneracji do odtworzenia akceptora CO2. Jedną szóstą cząsteczek PGAL możemy potraktować jako zysk netto fotosyntezy."
"Ze względu na rodzaj wywoływanego efektu synsapsy te można dalej podzielić na pobudzające i hamujące. W tych pierwszych wydzielana neuroprzekaźniki wywołują w błonie następujące komórki postsynaptyczne potencjały pobudzające (EPSP). Są to niewielkie zaburzenia polaryzacji spoczynkowej (różniaca potencjałów nieco się zmniejsza). W ten sposób błona ta staje się jedynie bardziej wrażliwa, nie zawsze powiem pobudzenie synapsy powoduje pobudzenie następnej komórki. Takie właściwości wykazuje błona dendrytów i ciała komórki nerwowej. Daje to bardzo ważną korzyść-można sumować pobudzenia w czasie i przestrzeni (inaczej niż w pojedynyczm neurycie). Jeśli ilość wyładowań (w jednostce czasu) w komórce będzie zwiększanie wydzielania mediatora EPSP różnych impulsów będą się sumowały, aż osiągną krytyczny potencjał depolaryzacyjby. Jeśli do danej synapsy dochodzi kilka zakończeń, to efekt ich wyładowań także będzie się sumował. Daje to możliwość zbierania impulsów o różnej częstotliwość i/lub z różnych kierunków."
Angielski
Owszem, angielski się przydaje, tu materiał jest dobry, ale tragiczna jest efektywność.
Po sześciu latach (od podstawówki do końca gimnazjum) nadal nie nauczysz się wielu czasów i konstrukcji gramatycznych, mimo że je wszystkie można pojąć tak w 10-15 godzin.(spójrzcie tylko na to zestawienie czasów), nadal nie poprowadzisz luźnej rozmowy z Anglikiem, nie zna się wielu podstawowych słówek, takie jak turn out-okazało się, occur, occurence-zdarzyć się, zdarzenie, okoliczność, effort-wysiłek, pace-tempo, suspense-niepewność, rezygnować-resign, force, cease, exteel-wymuszać, cope with-zmagać się z czymś-ja bynajmniej tego na lekcjach nie miałem i dowiedziałem się tego samemu.
Angielski jest idealny do uczenia się samemu.Zwykle w podręcznikach z tyłu są opisane czasy, ich tworzenie i zastosowanie i wypisane są słówka.
W ciągu jednej godziny możesz się nauczyć nawet 200 słówek (po nauczeniu się technik pamięciowych), w szkole będzie to max 10-20, i to tylko wypisanie ich na tablicy, wykuć je musisz gdzieś na przerwie przed kartkówką.
To czekanie na resztę klasy i sprawdzanie zadań przy angielskim najbardziej daje się we znaki. Zrobisz zadanie, czekasz czekasz czekasz aż reszta zrobi, a potem jeszcze sprawdzanie. (Grzesiek, dlaczego w punkcie a jest tak? Zosia, dlaczego w punkcie b jest tak? Itd.). Wiesz, że masz dobrze, wiesz dlaczego w danym przykładzie trzeba ten czas, taką konstrukcję gramatyczną etc. zastosować, mógłbyś ćwiczyć dalej ale musisz czekać aż cała klasa to zadanie zrobi, i cała klasa to zadanie sprawdzi
Niepotrzebnie długo i dokładnie wszystko się tłumaczy i powtarza, jak debilom, ucząc się samemu mógłbyś to opanować dużo szybciej.
Przeciętnie zdolny człowiek może na podstawie podręcznika opanować temat w 10-15 minut, klasie która robi to w takim tempie zajmie to nawet kilka lekcji.
Osobiście właśnie przez samonaukę szybko, sprawnie nauczyłem się z podręcznika podczas gdy „cała klasa” nie przerobiła nawet połowy podręcznika. A umiałem dobrze, miałem czwórki, piątki. Tak jak oni cały rok nawet jednego podręcznika często nie przerobię, samemu można przerobić kilka takich podręczników. Taka jest różnica w efektywności normalnej, niezaleznej samonauki i nauki szkolnej. I nie jestem wcale jakiś szczególnie zdolny, sam spróbuj i zacznij normalnie się uczyć.
Niemiecki
Zamiast porządnie przyuczyć międzynarodowego angielskiego będą męczyć drugim językiem. Jeśli ktoś potrzebuje niemieckiego to sam może się uczyć, są też różne zajęcia dodatkowe. I tak lepiej z Niemcami porozumiemy się po angielsku, bo tak samo się jego uczą a angielskiego zawsze znamy więcej. Poza tym, niemiecki wymaga 2-3 razy więcej nauki, gramatyka jest dużo trudniejsza, do każdego słówka trzeba znać rodzajnik etc. (kolejny argument że lepiej poduczyć się angielskiego).
Informatyka
Podobnie jak z angielskim, materiał dobry, ale efektywność jeszcze tragiczniejsza, wygląda to mniej więcej tak:
-kliknijcie tutaj i tutaj (ty pewnie już to dawno umiesz, ale klikasz. I czekasz, czekasz, czekasz, aż wszyscy klikną)
-wszyscy kliknęli? No to teraz kliknijcie tutaj.
I tak mijają całe godziny, choć samemu np. z poradnika mógłbyś to zrobić kilkakrotnie szybciej. W ciągu całego roku, 2 godziny tygodniowo przerobimy tylko proste rzeczy w wordzie.
To jest ten problem że szkoła narzuca nam od razu zachowanie większości-a wiadomo że więcej jest głupich niż mądrych, większość narzuca nam swoje zachowania. Jaka jest ta większość-przeczytajcie w całej prawdzie o młodzieży, ale w skrócie to wiadomo, picie, palenie, przeklinanie, pornografia-to jest codzienność nastolatków i naprawdę średnio ogarnięty człowiek to widzi. Mi się chce rzygać jak patrzę na tych gówniarzy gimnazjalnych i licealnych co myślą że są fajni bo sobie popili i zajarali na imprezie. Tragedia. Gdy człowiek normalnie spotyka kolegów, to jakoś to idzie, nikt go nie wyzywa jeśli jest inny, natomiast kiedy idzie do szkoły to odurniona dzieciarnia go niszczy i taki człowiek dostosowuje się do reszty.
ZRESZTĄ CO TU SIĘ WIELCE ROZPISYWAĆ. Jak kogoś to jeszcze nie przekonuje że ten system wymaga jakichś zmian, że ten materiał nie jest zbyt przydatny-PRZECIEŻ I TAK WIĘKSZOŚĆ Z TEGO CO SIĘ UCZYMY NIE ZAPAMIĘTAMY. Przecież już w trzeciej klasie liceum już trzeba sobie dużo przypominać co było w pierwszej i drugiej, a co dopiero żeby pamiętać to na całe życie? Nie jest to wystarczająco wymowne?
Tak więc wymieńmy sobie, co czyni szkołę taką tragiczną:
1.Efektywność
-Czekanie na resztę klasy, aż ona CAŁA to zrozumie
Dobrze, że nie ma wyścigu szczurów, ale z punktu widzenia jednostki, czyli Ciebie, Ciebie, albo Ciebie to katastrofa.
Ty to już umiesz, mógłbyś w tym czasie nauczyć się czegoś innego, ale musisz czekać na resztę, musisz dalej słuchać n-tego wytłumaczenia-bo zawsze może się trafić ten kto nie rozumie.
Możesz też już góry się domyślić jak np. zrobić któreś zadanie, ale jednak na tablicy trzeba to wytłumaczyć, bo niektórzy mogą nie wiedzieć.
Zresztą, jak ktoś się przykłada to od razu umie, a tym którzy to olewają setne wytłumaczenie nic nie da, bo jak nie chcesz się nauczyć to nie chcesz. Tak więc to powtarzanie, tłumaczenie i robienie dziesiątek zadanek jest naprawdę zbędne.
-Czekanie na reszte klasy aż zrobi to, co Ty już dawno zrobiłeś.
Zamiast uczyć się tak: uczę się, zrozumiałem to, mogę zrobić jakieś ćwiczenie na utrwalenie, idę dalej-uczę się, zrozumiałem to itd.
to uczysz się tak: uczę się, zrozumiałem to, czekam na wytłumaczenie tego reszcie klasy, czekam aż zleci się zadania, robię zadania, czekam na resztę klasy i kolejne zadania, (w międzyczasie dostaję nudoty pospolitej), dostajesz zadania, robisz je, znowu czekasz umiesz to już na blachę ale dalej musisz robić zadania, bo wiadomo, wszyscy muszą to umieć.
W ten oto sposób: uczysz się tak ok. 200-400% mniej efektywnie, nudzi ci się, męczysz się już przy tym, a twój mózg się nudzi, bo gapisz się na tablicę jak rozwiązuje się zadanka albo w ogóle nic nie robisz tylko czekasz aż zleci się kolejne. I ty sam też się nudzisz, właściwie to wcale się nie uczysz tylko... nudzisz. Proste.
-czekanie na resztę klasy, aż sprawdzi zrobione zadania
Była mowa przy tym przy angielskim.
-Z skąd się bierze to śmiertelne poczucie nudoty w szkole? Z NICNIEROBIENIA.
Zauważ, że na sprawdzianach się nie nudzimy, do kiedy oczywiście skończysz ten sprawdzian pisać. BO wtedy mamy czym zająć swój umysł, robisz po kolei zadania i nawet nie masz czasu na myśl „o jene, ale nudy”.
(Jeśli coś na ten sprawdzian umiesz oczywiście i przyłożysz się do niego, bo tak też się będziesz nudzić bo się tymi zadaniami nie zajmiesz).
Taki experyment: spróbuj zająć czymś dodatkowo swój umysł gdy jesteś w szkole, np. afirmacjami, czyli powtarzasz sobie np. „nie siedź tyle przy komputerze i telewizorze tylko zajmij się czymś twórczym” (bo praktycznie wszyscy przepierdzielamy na te 2 rzeczy tak 2/3 wolnego życia).
Zmienisz swoje zachowania/życie na lepsze a jednocześnie będziesz 100 razy mniej się nudzić, bo mózg nie będzie się nudził i również ty sam.
Obserwacja: W szkole mamy cały czas „miejsce” na zajęcie czymś swojego umysłu.
Wniosek: w szkole "nicnierobimy", zajmujemy swoje życie bezczynnością umysłu.
2.Materiał-z tego co się uczymy to przyda nam się (tak na co dzień, w życiu) max 10-15%, i chyba wystarczająco dobrze było to omówione wyżej.
Ale dopiszmy sobie więcej takich ciekawostek:
-my w liceum uczymy się takich rzeczy których w zachodnich krajach nie ma nawet na studiach-a te zachodnie kraje sobie radzą i dobrze prosperują i ludzie nie mają żadnych problemów braku tych wiadomości
-po studiach i tak ledwo co umiesz i musisz się tego co przydatne sam douczyć.
Taki prawnik to przez cały rok uczy się historii prawa a potem nie wie jakie mamy teraz prawo.
-jak człowiek skończył studia, pracuje powiedzmy przez 10 lat to z tych studiów już prawie nic pamięta. Popytajcie się takiej 40-letniej pielęgniarki łacińskich nazw leków.
-na maturę już większość materiału zapominamy, a co dopiero żeby faktycznie zapamiętać to na dorosłe życie. I tak to wszystko zapomnimy bo nie stosujemy tego nigdzie w praktyce, zakuć, zdać, zapomnieć-oto idea szkoły.
3.Inne rzeczy, na które przepierdziela się czas a ty nic nie robisz.
Takie jak:
-pytania do odpowiedzi: jedni są pytani, a reszta się gapi.
-notowanie czegoś w dzienniku przez nauczyciela
-dyktowanie zadań (normalnie to powinno się robić gotowe z podręcznika, kiedy uczysz się czegoś samemu to nigdy nie czekasz aż ktoś ci coś podyktuje), dosyć często tak się zdarza
- pytania do klasy „no, jak to jest?? No jak? Nieee, nie tak. No to jak? (dobra chwila potem), no TAK to właśnie jest” zamiast od razu udzielić potrzebnych informacji
-różne drobne, ale razem wzięte zabierają sporo czasu-pisanie tematu, nauczyciel się o coś pyta, sprawdzanie listy obecności, sprawdzanie zadań domowych i tłumaczenie „czemu tego nie zrobiłeś”, przerwy (normalnie to robisz przerwy kiedy ich potrzebujesz a tak nieraz bardziej się na nich nudzisz niż na lekcjach), itd.
4.Zauważ, że sam proces nauki, wrzucania do głowy, wykuwania odbywa się poza szkołą!
W szkole tylko przyrządzasz notatki i tak ogólnie se gadasz, omawiasz temat natomiast samo wrzucanie do głowy odbywa się w domu czy na przerwie przed sprawdzianem.
Zanim te notatki się sporządzi i przepisze do zeszytu mógłbyś już mieć te wiadomości dawno wkute i zapamiętane.
Taka ciekawostka: gdzie się nauczyłeś najwięcej geografii? Nie, wcale nie na lekcji geografii. Zrobiłeś to ucząc się w domu/na przerwie przed sprawdzianem ucząc się z atlasu.
Zamiast godzinami pisać i przepisywać notatki mogliby zapodać gotowe informacje, materiał do nauki, byśmy to wkuli i nie byłoby specjalnej różnicy. Tej tylko, że oszczędzilibyśmy to 7 godzin dziennie na gadanie i sporządzanie notatek. No, coś tam się z tych lekcji zapamięta, ale i tak trzeba jeszcze dużo się uczyć.
5.Przewaga tekstu pisanego nad tekstem mówionym.
Jeśli nauczysz się szybkiego czytania(a co za tym idzie szybkiego rozumienia tekstu) możesz uczyć się tak 3-4 razy efektywniej niż przy słuchaniu. Dlaczego? Bo wykorzystujemy wtedy całkowicie swój mózg. Poza tym-nie ma żadnego problemu z nadążaniem, bo jeśli czegoś nie zrozumiesz możesz przeczytać jeszcze raz, i jeszcze raz aż zrozumiesz, tekst ci nie ucieknie. Nauczyciel musi mówić wolno i powtarzać, żeby wszyscy nadążyli, ale przy tym mózg się nudzi, bo to idzie za wolno, za mało ma do przetwarzania, słyszy po raz wtóry to co już rozumie. Natomiast gdyby mówił szybko mógłbyś z czymś nie nadążyć i wtedy wszystko się pieprzy.
Jednocześnie-przy takiej samonauce uczysz się się szybkości myślenia i rozumienia, bo starasz się to jak najszybciej zrozumieć, przy powolnym słuchaniu jest to niemożliwe.
Wszystko to co może powiedzieć nauczyciel może być napisane w podręczniku, jeśli czegoś nie wiadomo to jest to tylko wina podręcznika, np. nie ma odpowiednich przykładów do zadań.
Taki typowy temat z matematyki z podręcznika można przejechać i opanować w kilka minut
Na przykład-przesuwanie wykresu funkcji-patrzymy do podręcznika i pisze, że żeby przesunąć pionowo wystarczy dodać/odjąć poza ułamkiem, np. y=a/x+c, żeby przesunąć poziomo trzeba dodać/odjąć w mianowniku, przy czym dodajemy aby przesunąć w lewo, odejmujemy żeby w prawo-np. y=a/x-1 +warto przerobić jakieś ćwiczenia.
I tu opanowaliśmy już 2 tematy, bo w szkole to przesuwanie pionowo i poziomo trzeba osobno pokazać i omówić, mimo że można to od razu zajarzyć to jednym haustem, trzeba jeszcze to przepisać to z podręcznika, nauczyciel musi wykres narysować i pokazać etc.
A co trzeba w szkole zmienić? Powinno być po prostu tak że:
-powinno być jak najwięcej wolności, sami wybieramy sobie czego chcemy się uczyć. Takie nam państwo postawiło wymóg, że mamy się uczyć niepotrzebnych gówien przykuci do tych pieprzonych ławek, i miliardy na to idą z naszych podatków. A większość i tak ma to gdzieś*, ale my musimy za tą „edukację” takich uczniów płacić.
*no bo zresztą ma prawo, to nie tylko o to chodzi że nieuk jakiś i śmierdzący leń. Ktoś powiedzmy chce iść na mechanika (bo go to po prostu interesuje, nie że jest żulem bez ambicji) to po kiego grzyba mu cała ta nauka w szkole jak nawet do matury wcale nie jest przymuszony? Jeśli kogoś się "uczy" czegoś, czego on nie chce się uczyć to trudno się dziwić że taka jest postawa wśród uczniów (i kolejny argument, że szkoła gówno uczy, bo oni po prostu... mają to gdzieś, to się tego nie uczą. Proste).
I nie mowa tu że jak ktoś nie chce to się nie uczy to nic nie robi, mowa tu o możliwości wyboru materiału którego chcemy się uczyć.
A jeśli państwo już zmusza nas do określonego materiału, to niech umożliwi uczenie się tego wszystkiego na własną rękę i zdawanie tylko samych egzaminów. Ciekawostka-coś takiego istnieje w Ameryce, poczytaj o GED
-program powinno się wzbogacić o rzeczy praktyczne, przydatne w życiu, takie, które każdy powinien wiedzieć a niepotrzebne kretynizmy wywalić. Powinniśmy się uczyć KREATYWNOŚCI, niezależnego myślenia, a nie wkuwania regułek.
-nauka jest całkowicie możliwa samemu z podręcznika, powinny tam być wszystkie wzory, materiały, PRZYKŁADY do zadań, język powinien być zwięzły i łatwy do zrozumienia, nie „profesjonalne” (czytaj: trudne do zrozumienia) lanie wody-tak, aby można było całkowicie SAMEMU się z tego nauczyć
Ale taki podręcznik ci wszystkiego nie powie/Tak, ale tu potrzebna jest pomoc nauczyciela!
A NAUCZYCIEL CI AKURAT ZAWSZE WSZYSTKIE POWIE??? Przecież chyba każdy z nas czegoś nie umiał, nie wiedział, bo nauczyciel nie powiedział. WAS TO NIE RAZI, że większość siedzi i nic nie robi, traci czas, bo nie wie o co chodzi, nie ogarnia tego tak jak w szkole się tego uczy??? Macie problem że w takim wypadku ktoś może nie zrozumieć (choć gdyby podręcznik był dobry, i uczylibyśmy się według własnej woli to byłoby max 1/100 osób), a nie macie żadnych pretensji do takiego systemu nauki jaki jest teraz.
Ja nieraz pomagałem innym z matmy, z chemii, bo właśnie na lekcjach tego nie ogarnęli. Wielu ma słabe oceny, idzie na korepetycję, właśnie dlatego że ŹLE SIĘ UCZY.
Wszyscy z tymi nauczycielami się uczą i piątek wcale nie mają, niemal żadnej wiedzy w ogóle wynoszą, ale jak ktoś zaproponuje inne rozwiązanie to od razu wszyscy planują najgorsze scenariusze.
Tylko wtedy, kiedy podręcznik jest zły, nie mówi o czymś, nie ma odpowiednich przykładów etc., bo wszystko to co może powiedzieć nauczyciel może być utrwalone w tekście pisanym, tak, że możesz na własną rękę tego się nauczyć. Choć oczywiście wiadomo że nie wszystkiego można nauczyć się z książki, ale to co tam przerabiamy to właśnie typowa, książkowa wiedza.
To nie tylko książki, ale i inne materiały-takiego wykładowcę, nauczyciela zawsze można też zawsze nagrać i dać jako film do internetu i każdy sobie z tego korzysta jak mu pasuje-dużo lepsze niż siedzenie w szkole i wykłady na studiach. Mogą też być takie zajęcia szkolne-ale podstawą wiedzy powinien być odpowiedni podręcznik, a nie wola/brak dobrej woli/wiedza/niewiedza nauczyciela i zdanie się na jego łaskę.
Ważne, żeby nauka była zależna tylko od ciebie, a nie jakiś głupi nauczyciel ci się trafi to już się niczego nie nauczysz.
Choć oczywiście taka nauka tylko samemu siedziąc w domu i patrząc w książke tej nie jest taka dobra, . Dlatego ten artykuł nie mówi tylko o tym "żebyście uczyli się samemu z podręczników", ale to jest taki manifest żeby tworzyć porządne podręczniki, szczególnie tu jest pokazane jest tu na przykładach jak efektywniej można się uczyć gdy takowe się posiada.
-ponadto, mowa tu o JEDNYM takim samym dla wszystkich podręczniku, z takim samym materiałem zaprojektowanym tak, że jeśli przerobisz zawarte w nim zadania, to na pewno już będziesz umiał na egzaminach, a nie że w jednym podręczniku jedna abstrakcja, w drugim inna abstrakcja, nauczyciel jeszcze ma inną abstrakcję a na maturze jeszcze inne abstrakcja, i choć niby materiał ten sam to ktoś kto wszystko zadane mu przerobił może oblać bo zadania mogą być całkowicie inne.
ŻEBY BYŁO CHOCIAŻ TAK JAK JEST ZA GRANICĄ
Tam w gimnazjum uczysz się już jakiejś specjalizacji, wybierasz konkretne przedmioty do uczenia których potrzebujesz.Po gimnazjum, gdy masz 16 lat możesz jesteś już nauczony jakiegoś zawodu, możesz podjąć pracę. W collegach masz do wyboru KONKRETNE kursy, które uczą danej specjalizacji-w Polsce uczysz się 9 lat gówien tobie nieprzydatnych których sam sobie nie wybierałeś, po gimnazjum bez dalszego zdobywania kwitów możesz co najwyżej zdechnąć pod mostem, bo gówno wiesz i gówno umiesz. Musisz iść do liceum* gdzie wybierasz tylko te kretyńskie profile, czyli wybierasz z jakich przedmiotów masz się uczyć ogólnych teoretycznych gówien które nie będą potrzebne w twojej specjalizacji. Po liceum wraca do podobnej sytuacji jak w gimnazjum, ma tylko ten pieprzony papier, a nie wiedzę czy kwalifkacje. No i wtedy przymuszony taką beznadziejną sytuację idzie na studia-jakieś ogólne kierunki masz tylko do wyboru które uczą ogólnych teoretyzmów a i tak gówno umiesz w swojej specjalizacji w praktyce (zobacz przegląd studiów).
I człowiek ma wybór-inżynieria nie bo to trzeba uzdolnionym do projektowania być, medycyna za trudne, marketing i zarządzanie to przeładowane, prawo tak samo, to wybiera jakieś kretyństwo jak psychologia czy hotelarstwo albo europeistyka. To każdy z nas ma być hotelarzem i zarządzać hotelem albo psycholożką szkolną za 900 zl albo europeistykiem? Nie, bo pełno jest osób, które na jeden kierunek studiów szły, a w zupełnie innym zawodzie pracują. W sumie to chodzi tylko o to że trzeba mieć te pieprzone kwity o wyższe wykształcenie. Taka przeszkadzajka, trzeba to mieć, no bo co, inaczej w Polsce się nie da.
*możesz też iść do zawodówy na spitego robola podczas gdy tam kształci się FACHOWCÓW do danej dziedziny, tam nie ma czegoś takiego że jak ktoś jest zainteresowany pracą fizyczną to jest "głupkiem co się nie chciał uczyć to teraz robi przy łopacie".
Najczęstsze kompleksy:
Ale to tak musi być że nauczyciel to tłumaczy wolno żeby ci słabi zrozumieli. Ale jak ktoś w ogóle się nie chce uczyć to jak go zmuszą to chociaż czegoś tam się nauczy.
No oczywistość, przecież wiadomo że bez tego rodzic by swoje dziecko olał, by nie zwracał uwagi na to żeby się czegoś w życiu nauczył, a dzieciaki siedziały by całe życie oglądając "kartun netłork" albo RedTube. Jakże by mogło być inaczej?
Przecież wiadomo że wówczas rodzic też zleci mu jakąś naukę, ale wybierze mu coś mądrego, nie zleci mu debilizmów których nie będzie w życiu potrzebował. Wolny człowiek też będzie miał taką świadomość że nie może całe życie nic nie robić i też znajdzie sobie coś do nauki. Ale czytaj jeszcze dalej.
1.Po pierwsze nie słabi ale ci co mają to W DUPIE. Praktycznie każdy mógłby to ogarnąć gdyby się po prostu za to wziął, ale siedzimy tam setkami godzin żeby nauczyć się tego holernie małego materiału bo na siłę się tłumaczy tym co to w dupie mają. Gdyby tylko daną im jakąś niezależność i dali im możliwość nauki tego czego potrzebują to na pewno nabrałby chęci do nauki i byłaby ona nieporównywalnie efektywniejsza niż przy tym zmuszanym wymęczanym uczeniu się głupot.
*tak jest, przepraszam za te wulgarne słowa, ale to jest najbardziej adekwatne określenie do tej postawy wobec nauki jaką wyrabia w nas szkoła
2.I TO JEST WŁAŚNIE TEN PROBLEM że tłumaczy się na poziomie debilnym żeby każdy zrozumiał, podczas gdy ktoś kto lepiej ogarnia mógłby to zrobić nieporównywalnie szybciej, ale jednak musi siedzieć w tej szkole po 7 godzin dziennie.
3.JUŻ NAWET NIE TRZEBA TYLE KOMBINOWAĆ, bo to naszych polityków niestety przerasta, ZAPODAJCIE CHOCIAŻ TYLKO TE WSPOMNIANE PORZĄDNE TAKIE SAME DLA WSZYSTKICH PODRĘCZNIKI (i inne materiały, np. filmiki internetowe) Z KTÓRYCH MOŻNA SAMEMU SIĘ NAUCZYĆ +MOŻLIWOŚĆ SAMODZIELNEGO UCZENIA SIĘ Z NICH, a nie że jest zmuszony do siedzenia w szkole. To już da OGROMNY postęp dla edukacji.
Ci co mają to w dupie, i ci co faktycznie nie rozumieją, gdyby wzięli się za to porządnie na własną rękę, według tempa indywidualnego to teżdużo lepiej i efektywniej by się tego nauczyli. Ten który nie chce się uczyć miałby motywację do tego że jak już się tego nauczy to będzie miał z tym spokój, a ten kto chce się nauczyć ale nie rozumie nic z tablicy to weźmie się za to samemu, przeczyta raz, drugi, tak długo aż ogarnie, nie będzie tak że np. na chwilę się zagapił i czegoś nie zrozumiał i siedzi jak kołek. A ktoś kto lepiej kuma to nauczy się tego dużo szybciej, a ktoś kto jest naprawdę zdolny (nie tylko z natury, po prostu ma więcej ambicji, można się nauczyć szybkiego czytania, trików pamięciowych, efektywnego rozumienia) to raz dwa SAMEMU się tego nauczy, zda egzaminy i będzie WOLNY. I będzie się uczył TEGO CZEGO CHCE. Z racji tego, że w takim trybie to co uczymy się 3 lata będzie można ogarnąć w bardzo krótkim czasie będziemy mogli się DUŻO więcej nauczyć, i tutaj szkoła też powinna dać odpowiednie możliwości, tworzyć wszelkiego rodzaju koła, zajęcia aby można było się dalej rozwijać i kształcić.
Nie będzie też przy tym tak, że jak ktoś nie chce się uczyć bo jest leniem i nie chce nic robić to nie będzie miał obowiązku szkoły.Po prostu, ten kto chce ten się może uczyć na tym przedszkolnym poziomie. A inteligentny, z ambicjami, to te wybierane z góry rzeczy już przeboleje, ale stokroć szybciej samemu się tego nauczy. Będzie to dowód na to że właśnie takim leniem nie jest, tylko chce się uczyć tego czego chce i czego potrzebuje.
Ale jak taki sześciolatek ma wiedzieć na kogo chce się kształcić?
Nie mówię że sześciolatek ma wiedzieć czy będzie robotnikiem, marketingowcem czy fizykiem jądrowym, i nie mówię że tak ma szkoła kształcić że od razu wybieramy sobie zawód, mówię żeby szkoła dawała jak najwięcej możliwości ROZWIJANIA ZAINTERESOWAŃ i UCZENIA SIĘ WEDŁUG NICH. A do tego najlepszy i najprostszy jest powyższy sposób. Poza tym już od małego dzieci powinny się uczyć tego szukania zainteresowań i szkoła powinna dawać do wyboru naukę rożnych przedmiotów, umiejętności, wśród których uczeń i jego rodzice mogą wybierać, tak żeby nauka była pożyteczna i przyjemna, a nie wymuszone wykonywanie tego co ci z góry nakażą. Oczywiście pewne rzeczy muszą być wymuszone. Gdzieś czytałem że pewien profesor powiedział tak-"szkoła powinna uczyć pisania, czytania, liczenia i szukania informacji", tak żeby od najmłodszych lat już znajdował to co go interesuje i tego się uczył. ZRESZTĄ już nie mówię że ma być jakiś wielki wybór, może być tak jak opisane powyżej, i ten materiał powinien być jakiś praktyczniejszy, mądrzejszy, taki, który przyda się każdemu w życiu, jak już była mowa tyle że większość i tak nie dochodzi do żadnych wniosków.
Ale masz do wyboru profile w liceum
Tja, czyli wybierasz sobie których debilizmów masz się więcej uczyć a i tak jesteś do wielu przedmiotów zmuszony których nawet nie będziesz miał na maturze. Nie jesteś po tym przyuczony do jakiegoś konkretnego zawodu, nie masz prawie żadnych praktycznych umiejętności.
Możesz też iść do szkoły zawodowej albo technikum
Osobiście to chętnie bym poszedł do takiej zawodówy, bo po tym mam jakiś konkretny zawód, uczysz się czegoś praktycznego, ale oświata taki wspaniały wybór mi oferuje że już musiałem iść do jakiegoś "lepszego" liceum bo tam to by mnie ****ali zanim bym z stamtąd wyszedł."Lepszego"-takiego gdzie nie ma aż takiego niskiego poziomu i agresji jak w tych zawodówach. A w technikum są jakieś konkretne techniczne rzeczy, ale i tak trzeba się jeszcze męczyć z "przedmiotami maturalnymi", bo państwo nie da papieru na średnie wykształcenie jeśli nie będziesz się tych debilizmów maturalnych uczył.
Ale w szkole możesz spotykać kolegów
1.Tja, a jakbyś do szkoły nie chodził to byś żył całe życie w odizolowaniu i samotności, bo nie ma innych sposobów na poznawanie innych ludzi.
2.Tja faktycznie zarombistych kolegów, z którymi możesz głównie przeklinać, pić i jarać fajki, bo takie mniej więcej super środowisko oferuje mi ta szkoła. To właśnie przez szkołę wielu nie ma kolegów i musi się odizolować, bo nie chce się zniżyć do poziomu reszty.
Szkoła jest potrzebna, bo bez niej nie zdobędziesz pracy
Właśnie to jest to że nie jest potrzebna do zdobycia tej pracy, bo żadnej przydatnej wiedzy którą będziemy w swoim zawodzie wykonywać nas nie nauczy, tyle że ta szkoła stawia nam ten SZTUCZNY WYMÓG, że bez uczenia się tych niepotrzebnych gówien nie będziesz mógł pracy dostać i dostać się na studia, trzeba mieć papierek.
Jeśli w szkole obowiązkowe by było wsadzanie sobie kija w dupe to też by było to potrzebne, konieczne i przydatne? No co, byłoby to konieczne do zdania matury i wtedy też nie mógłbyś zdobyć pracy jakbyś wsadzania sobie tego kija odmówił.
Ale coś tam mi się przyda z tego co w szkole uczą, np. taka matematyka przydaje się w programistyce.
1.To wypisz sobie to, co wśród całego programu przyda ci się w programowaniu. Co to będzie?
-Trygonometria
-System dwójkowy
-Pola brył i figur
-potrzebne dopisz
2.I teraz naucz się tego,masz książki, internet-ogromne źródło informacji wpisujesz w google i już masz.
3.Ile ci to zajmie? Takie funkcje trygonometryczne to nie więcej jak 15 minut.
Spójrz na ten obrazek:

a to przyprostokątna naprzeciw kąta alfa, b przylegająca do kąta alfa . Sin-sinus, cos-cosinus, tg-tangens ctg-cotangens. Tak więc sinus to stosunek przyprostokątnej na przeciw kąta do przeciwprostokątnej, cosinus stosunek przyprostokątnej przylegającej do kąta alfa do przeciwprostokątnej. Tangensy już chyba sam wyczytasz z rysunku.
Teraz zadanie:
Bok naprzeciw kąta alfa (na rysunku a) ma długość 8 cm, przeciwprostokątna ma długość 10 cm. Ile wynosi sinus? Brawo, 8 na dziesięć to 0,8.
Tak więc znasz już tak podstawowo funkcje trygonometryczne, jak będzie gdzieś sinus czy tangens to wiesz o co chodzi i wiesz jak to obliczać. Zauważ, że klasycznie na matematyce w tym czasie byś ich nawet nie przepisał do zeszytu.
-Pola brył i figur-jakie to jest łatwe była mowa przy matematyce. Kilka godzinek.
-System dwójkowy-wpisz w google, to nie jest trudne.
-Tak samo z całą resztą co ci się przyda nie będzie trudno. Masz też inne pomoce,masz internet, wszystko tam pisze, możesz popytać się na różnych forach jak czegoś nie rozumiesz, albo nawet i spytać nauczyciela. Proszę bardzo.
Tak więc ile razem ci to zajmie? Nie więcej jak 15-20 godzin.
I w ten oto sposób oszczędziłeś tak z 1500 godzin czasu rocznie na szkołę, w której miałeś się tych przydatnych tobie rzeczy nauczyć. Brawo.
Trochę pewnie tu przesadziłem z tą dywagacją, ale trzeba zauważyć jak efektywniejsza jest ta nauka kiedy wybieramy konkretne rzeczy których potrzebujemy do danej rzeczy, dziedziny, a nie "ogólnie matematyka" i robimy to samemu, a nie debilnie w szkole z całą klasą.
Ale chemia się przyda chemikowi, fizyka fizykowi itd.
I TO JEST WŁAŚNIE TEN PROBLEM, że chemia się przyda TYLKO chemikowi, fizyka TYLKO fizykowi itd., i w praktyce wygląda to tak że przyda nam się max 10-15% materiału, bo uczymy się innych gówien przydatnych TYLKO dla innego zawodu.
Taka dywagacja z gąbką
Weź sobie gąbkę i urwij z niej mały kawałek. Tak właśnie ten kawałek ma się do całej gąbki, jak to co uczymy się w gimnazjum i liceum ma się do tego co będziemy mieli na studiach.
Na przykładzie chemii-to co będzie te 2 godziny tygodniowo w szkole, to na studiach taki materiał się przerobi w ciągu jeden-dwóch tygodnii, bo wiadomo, tam cały czas się uczysz chemii.
I nawet jeśli idziesz na chemika, to co ten mały kawałek gąbki ci daje, co to za wielka różnica czy będziesz miał z tego dwóję czy piątkę, wszak to tylko malutka część tego co jest na studiach (oczywiście tak w PRAKTYCE, nie według tego szkolnego systemu gdzie na podstawie tego kawałka możesz się dostać na studia albo nie).
I taka uwaga: jeśli uczy się wszystkich wszystkiego to uczy się tyle co nic, bo daje się tylko ten kawałek gąbki z każdej dziedziny, który nic nie stanowi. Zresztą to nie jest uczenie "wszystkiego" jest to tylko uczenie z wielu różnych dziedzin z której każdemu max 2-3 w jakiś sposób się przydadzą. To tak jak uczyć sportowca biegacza skoku w dal i rzutu kulą, a skoczka biegu i też rzutu kulą.
Jak ty chcesz się rozwijać? Chcesz być totalnym głąbem i nic nie wiedzieć o świecie do końca życia?!
TO (też) JEST WŁAŚNIE TEN PROBLEM że takim głąbem jesteś po 14 latach tej śmiesznej „edukacji” (bo ten program chyba był już wystarczająco omówiony wyżej). Poza tym-nawet tych przydatnych rzeczy, które każdy raczej powinien znać i które są programie szkoła nas nie nauczy-bo tak nas do tej nauki zachęca że większość ma to totalnie w dupie. Jak była mowa.
Jeśli chcesz faktycznie coś się dowiedzieć o świecie, o otoczeniu, być zdolnym-musisz ruszyć dupę i nie, nie wkuwać na zasraną kartkówkę, ale zacząć samemu czytać, oglądać ciekawe filmy, rozwijać się, masz INTERNET-morze wszelkich materiałów, informacji etc.-i wtedy faktycznie czegoś mądrego się w życiu dowiesz i coś w życiu osiągniesz.
Szkoła jest potrzebna, bo bez niej nie zdobędziesz pracy
Właśnie to jest to że nie jest potrzebna do zdobycia tej pracy, bo żadnej przydatnej wiedzy którą będziemy w swoim zawodzie wykonywać nas nie nauczy, tyle że ta szkoła stawia nam ten SZTUCZNY WYMÓG, że bez uczenia się tych niepotrzebnych gówien nie będziesz mógł pracy dostać i dostać się na studia, trzeba mieć papierek.
Jeśli w szkole obowiązkowe by było wsadzanie sobie kija w dupe to też by było to potrzebne, konieczne i przydatne? No co, byłoby to konieczne do zdania matury i wtedy też nie mógłbyś zdobyć pracy jakbyś wsadzania sobie tego kija odmówił. Niezbyt wyszukane porównanie, ale warto zrozumieć różnicę między przydatnym, koniecznym a nakazanym, tego co się sztucznie wymaga.
A pisać to gdzie się nauczyłeś? A czytać to gdzie się nauczyłeś?
Była tu gdzieś mowa, że NIC nam się z tego nie przyda? Nie, tak 90-80%. I to pisanie i czytanie zalicza się do tych dziesięciu. Poza tym artykuł tyczy się tego co jest od czwartej klasy wzwyż, a domyślam się że nie czytają tego zerówkowicze i przedszkolaki.
Zresztą z powyższym jest dokładnie tak samo-to co ci się przyda w programistyce też nie będzie zawierało więcej niż 10-15% materiału.
Ale co ty byś robił gdyby nie było szkoły?
1.Baardzo wiele, jest tyle przydatnych rzeczy których możemy się nauczyć, dowiedzieć, zainteresowań do odkrycia, przydatnych umiejętności które mogę przynieść i satysfakcję, a może i nawet pieniądze
Zacznijcie myśleć-czytać książki, tyle w necie jest informacji, artykułów, ebooków, robić coś na kompie, np. grafika, programowanie, pisać, może warto zrobić sobie stronę internetową, rozwijać się SZUKAĆ też wszelkich zainteresowań, rozwjać wiedzę-ogólnie o świecie, krajach, światowej ekonomii, przeglądać wiadomości,
NAUCZ SIĘ TYLKO chociaż szybkiego czytania:
www.szybkie-czytanie.com/
Naprawdę fajna sprawa, zastosuj tylko sam wskaźnik, frajda i satysfakcja-a co najważniejsze, bardzo przydatna życiowa umiejętność
Nie wspominając o metodach szybkiej nauki, technik pamięciowych, mapach myśli, rozwijaniu wyobraźni, kreatywności.
I czytaj tutaj-
Tyle że szkoła od początku tak rozwala nasze umysły że nie potrafimy niczego niezależnie się uczyć, potrafimy tylko być przymuszani i siedzieć przy tej tablicy.
Ta strona nie ma na celu żebyś olał szkołę, ale właśnie żebyście zaczęli myśleć, uwolnić się od tego zamknięcia umysłów jakie funduje nam szkoła.
2.NIE MOWA TO O LIKWIDACJI SZKOŁY JAKO TAKIEJ, ani nie ma mowy żebyśmy całkowicie olali naukę w szkole i strzelali kible, jak ktoś nie chce się uczyć to może całe żyć nic nie robić. Jaki był cel artykułu była mowa na początku, była też mowa co powinno być w tym wszystkim zmienione i jak to powinna wyglądać.
ZRESZTĄ CO TU WIELE PIEPRZYĆ??? Chyba można dojść do takiego wniosku że ten system wymaga jakichś zmian, nie musisz się zgadzać ze wszystkim, ale przyznasz chyba że ta nauka nie jest zbyt mądra i efektywna . Chyba każdy z was się kiedyś nudził na lekcjach , a było tłumaczone z czego ta nuda się bierze, gdybyśmy się uczyli mądrych, przydatnych rzeczy, takich jakich nas interesują to nauka stałaby się PRZYJEMNOŚCIĄ, tak to kojarzy się z czymś nudnym i to się odbija na całym życiu, bo zapominamy że człowiek uczy się przez całe życie, tak mamy w świadomości zapisane że wiedzę zdobywamy tylko w szkole i na studiach, mimo że tyle ciekawych rzeczy można się nauczyć bez niej.
Po 12 latach całej tej nauki dla większości problemem jest przeczytanie takiego artykułu, zapewne gdzież z 5-10% tutaj "dotrwało", bo tak nas szkoła zachęca do czytania, po niej czytanie jest jakąś męką bo kojarzy się tylko z nieprzyjemnym szkolnym obowiązkiem, przeciętny Polak czyta 1/4 książki na rok. Zresztą... nie wiem co mam mówić dalej, mógłbym jeszcze dopisać z 20 stron, ale i tak większość przerasta myśl o tym że coś tu może jest nie tak...Trochę się namęczyłem z tym artykułem, chyba z pół roku zbierałem te wszystkie myśli... Ale co z tego jak i tak 90% tego nie ogarnia... Trudno. Ja chciałem się jakoś temu kretyńskiemu systemowi przeciwstawić, tą maturę zdam, bo co, do tego państwo nas zmusza, inaczej się w Polsce nie da, a jak ktoś zaproponuje zniesienie tego przymusu papierkowego to będą mieli go za dziwaka.
Jeśli nie lubisz szkoły, zgadzasz się z tym że COŚ trzeba w tym wszystkim zmienić-już niekoniecznie wg tego scenariusza jak tutaj) to zapraszam na nasze forum.
P.S Mój nick bierze się z oświecenia wobec polityki, czyli tego artykułu http://oswiecenie.cba.pl/
Inne tematy w dziale Technologie