Jutro o godzinie 17.00 na Zamku Królewskim wygłoszę laudację na cześć tegorocznego laureata wybranego przez Kapitułę Nagrody imienia Jerzego Giedroycia. Wraca więc wspomnienie o Księciu-Redaktorze, twórcy Paryskiej Kultury, Instytutu Literackiego, wydawcy Gombrowicza i Miłosza, a przede wszystkim twórcy unikalnego ośrodka politycznego, którego myśl niepodległościowa promieniowała na Kraj i inspirowała nas w opozycji.
Myśl o Jerzym Giedroyciu wraca dziś do mnie nie tylko z powodu wręczanie nagrody jego imienia. Lata temu, przy pierwszych wyborach samorządowych Giedroyc widząc jak dalece niedoskonale jego wizja Rzeczpospolitej wcielana jest w życie i znając moje zmiłowanie do konkretnej pracy, przekonywał mnie, że powinienem zostać prezydentem Warszawy. Że będę drugim Starzyńskim. Oponowałem mówiąc, że nie chcę zależeć od partyjnych gier i przypadkowych koalicji radnych, że mógłbym być prezydentem Warszawy tylko mając mandat z bezpośrednich wyborów. Wówczas, w latach dziewięćdziesiątych prezydenci, burmistrzowie i wójtowie byli wybierani przez radnych. Od początku reformy samorządowej byłem przekonany, że trzeba tworzyć silne przywództwo z jednoosobową odpowiedzialnością za rządy lokalne. Jako członek rady do spraw samorządowych przy Prezydencie próbowałem przekonać ministra Falandysza, aby Wałęsa wystąpił z inicjatywą ustawodawczą w tej sprawie. Wałęsa nie był jednak tym zainteresowany.
I oto teraz, po dwudziestu latach, widząc marnotrawienie i bylejakość Warszawy postanowiłem, po raz pierwszy i ostatni, spróbować to zmienić. Jestem przekonany, że Warszawiacy tworząc tak żywą i pełną temperamentu społeczność są warci lepiej funkcjonującego, mniej chaotycznego i piękniejszego miasta. Że mając władzę z bezpośredniego wyboru będę mógł pokazać w centrum Polski inny styl rządzenia i zanim doczekamy się wymarzonego przyjaznego i sprawnego Państwa będziemy żyli w przyjaznej Stolicy ze sprawną władzą przyjazną mieszkańcom. Zatem chcę robić politykę, ale nie partyjną i trawestując Premiera Tuska, w jej wyniku zbuduję mosty, a nie tylko będę je obiecywał.
Oto dlaczego startuję w tych wyborach, żeby wygrać z Hanną Gronkiewicz-Waltz.
Czesław Bielecki


Komentarze
Pokaż komentarze (45)