Kampania wyborcza powinna służyć poznaniu kandydatów i porównaniu ich programów tak, by mieć WYBÓR, bo o to przecież chodzi. Poznać kandydatów lepiej lub gorzej, zależnie od ich aktywności, warszawiacy mogą. Gorzej z porównaniem - szczególnie trudno porównać program obecnej Prezydent z moim, Wojciecha Olejniczaka czy innych kandydatów, bo Hanna Gronkiewicz-Waltz nie daje na to, nawet nie tyle nam, ile warszawiakom, szansy. Przyjęła i bardzo konsekwentnie realizuje wygodny dla niej, ale niedobry dla wyborców sposób na kampanię - urzęduje. To znaczy w tym wypadku - otwiera, przecina wstęgi, inauguruje i bywa na oficjalnych imprezach, gdzie spotkać można media. Nie rozmawia, nie debatuje, nie poddaje swojego programu i planów weryfikacji w publicznej rozmowie z kontrkandydatami i warszawiakami. Jeśli już mowa jest o programie, to w formie podobnej do sprawozdania finansowego - jak choćby notki na Salonie 24. Zamieszcza więc gdzieś opasły wydruk z miejskich materiałów propagandowych, wypełniony liczbami jak sprawozdanie księgowe i nawet gdy padają kontrargumenty weryfikujące te liczby - milczy. A z słupem ogłoszeniowym - jak słusznie napisał jeden z blogerów - dyskutuje się trudno...
Przez cztery lata doskonale udawało się Hannie Gronkiewicz-Waltz administrować miastem przez swoich zastępców. Teraz wszystko robi osobiście. To znaczy zjawia się osobiście i przecina wstęgę.
Ktoś powie - to normalne zachowanie w kampanii wyborczej. Każdy by tak robił w tej sytuacji. No, może. Choć akurat bliska dziś współpracownica Hanny Gronkiewicz-Waltz, Małgorzata Kidawa-Błońska, żądała 4 lata temu, by Kazimierz Marcinkiewicz, wówczas urzędujący warszawski komisarz, wziął urlop na czas kampanii wyborczej... Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jak mawiają Polacy.
Pani Prezydent konsekwentnie unika spotkań ze swoimi wyborczymi przeciwnikami, a nawet wtedy, gdy najpierw zapowiadała obecność - nie zjawia się. Tak było podczas debaty na Uniwersytecie. Czuję, że będzie tak i podczas kolejnych publicznych debat a spotkamy się dopiero 18 listopada w studiu TVN, miejscu ze wszech miar bezpiecznym dla urzędującej Prezydent... A może i tam nie?
Ja w każdym razie ponawiam apel - rozmawiajmy, ścierajmy się w dyskusji na argumenty i kontrargumenty. Walczmy w kampanii fair, fair nie tylko wobec siebie ale przede wszystkim wobec wyborców. Miejmy odwagę stanąć obok siebie i dać im szanse porównania. Nie dyskutujmy pośrednio, poprzez media, tylko w bezpośredniej rozmowie, której przysłuchiwać się będą mogli wyborcy. I niech oni wybiorą.
Czesław Bielecki


Komentarze
Pokaż komentarze (14)