Cz-Bielecki Cz-Bielecki
2560
BLOG

Przezwyciężyć pęknięcie (Kłopotowskiemu)

Cz-Bielecki Cz-Bielecki Polityka Obserwuj notkę 45

Na skierowaną do mnie propozycję Krzysztofa Kłopotowskiego, wyrażoną w tekście „Rozluźnijmy szczękościsk" (Rzeczpospolita z 5 kwietnia br.), mogę odpowiedzieć tylko jedno: jestem gotów. Mogę rozmawiać z każdym, kto zgadza się, że dialog czy spór o racje nie jest wojną polsko-polską, lecz konfrontacją stanowisk. Bez takiej wymiany poglądów demokracja usypia i zamiera.

 

Zapomniano o racji stanu

 

Przecież pragnęliśmy wolności, żeby mieć wybór. Mogę i chcę rozmawiać z tymi, którzy gotowi są, dla wspólnego przemyślenia tragedii, jaka nas podzieliła, wyjść z okopów i nie chować się za murem wzajemnych uprzedzeń.

Smoleńsk – w najszerszym wymiarze – był pośrednim skutkiem głębokiego pęknięcia w naszym narodzie i w państwie. Skoro nawet w 70-lecie zbrodni katyńskiej i nawet podczas wizyty w Rosji dwaj najważniejsi ludzie w Polsce nie mogli się ze sobą spotkać, to w państwie stało się coś nienormalnego. Wśród sporów partyjnych zapomniano o racji stanu. To jest fakt. Katastrofa smoleńska jeszcze pogłębiła to pęknięcie. Dlatego przed rokiem opisałem projekt pomnika pamięci i przestrogi smoleńskiej, dla którego widzę przestrzeń pomiędzy pomnikiem Mickiewicza a Pałacem Prezydenckim. Oszczędny w formie, aby mógł unieść treść przesłania.

Trzeba pokonać w Polsce to pęknięcie, a nie pogłębiać je, uciekając w patos, w obelgi czy w agresję. Indywidualna nieodpowiedzialność, która doprowadziła nas i ciągle doprowadza do zbiorowej nieodpowiedzialności za państwo polskie, nie powinna zabliźnić się blizną podłości. Nie możemy pozostawić rodzin zmarłych w poczuciu bezsensu ofiary ich bliskich. Nikt ich przecież nie pytał, czy są gotowi ją złożyć na smoleńskim ołtarzu.

 

Dialog jak powietrze

 

Mogę rozmawiać z każdym, kto rozumie, że przestrzeń publiczną miasta kształtują ludzie i ich emocje. Tak było zawsze, szczególnie w stolicy, która umierała i odradzała się po hekatombie ofiar wojny, okupacji i powstań.

Jeśli jestem gotów służyć stronom w dialogu, który jest nam po tej smoleńskiej traumie potrzebny jak powietrze, to w przekonaniu, że upamiętnienie w Warszawie 10 kwietnia 2010 roku – tego miejsca i czasu – nie jest kwestią racji politycznej, lecz prawdy o nas jako narodzie i społeczeństwie. O tej prawdzie i o tych wartościach nie może decydować ani referendum, ani badania opinii publicznej, ani głosowanie wyborców. Nie o każdej racji decyduje większość. Nie wszystko co polskie jest polityczne i partyjne.

Artykuł ukazał się w "Rzeczpospolitej" z 7 kwietnia br.

 

*  *  *

Poniżej jeszcze przypomnienie mojego wyobrażenia jak powinien wyglądać pomnik poświęcony tragedii pod Smoleńskiem (publikacja z "Rzeczpospolitej" z 9 sierpnia ub. r.)

 

Ludzie mają prawo powiedzieć, że chcą utrwalenia pamięci tego miejsca i czasu tragedii smoleńskiej właśnie tu, przed Pałacem Prezydenckim. Rolą władz – poczynając od prezydenta Rzeczypospolitej, a kończąc na prezydencie Warszawy – jest znalezienie tu i teraz (a minęły już długie cztery miesiące od katastrofy) odpowiedzi na pytanie: co i jak powinno utrwalić ten dramatyczny moment. Przed Pałacem Prezydenckim oglądamy tymczasem rejteradę władzy, ucieczkę od wypełniania misji publicznej i standardów zachowań. To do tej roli wybieramy w demokratycznym państwie swoich przywódców. Widzę w tym kontynuację pęknięcia, które ujawniła katastrofa smoleńska. Nie ma odpowiedzialnych za każdy kolejny ruch. Pod koniec skumulowanie przypadków doprowadza do dramatu lub tragedii. Tym razem doprowadziło do gorszących scen ulicznych.

 

Ślad po ciosie

 

Gdzie powinien stanąć pomnik tego czasu i miejsca? Sprawdziłem to w naturze. Najpierw – czego nie robiłbym. Nie ustawiałbym pomnika na osi Pałacu Prezydenckiego. Ani przed pałacem, ani nawet po przeciwnej stronie Krakowskiego Przedmieścia. Niewielka kordegarda przed Ministerstwem Kultury słabo zniesie każdy pionowy element.

 

Jest natomiast świetne miejsce na granicy między placem przed kościołem Wniebowzięcia NMP, dawnym Karmelickim, a lewym skrzydłem Pałacu Prezydenckiego. Tam, gdzie do tego skrzydła przylega pałac tworzący pierzeję placu przed kościołem. Dokładnie na osi jego tympanonu i balkonu z kutą balustradą, możliwie blisko jezdni, tak aby piesi mogli zatrzymać się na chodniku. Pomnik zlokalizowany w tym miejscu byłby widoczny na przestrzeni ponad pół kilometra, zarówno od strony placu Zamkowego, jak i Uniwersytetu. Bowiem właśnie na tym odcinku jeden łagodny łuk Krakowskiego Przedmieścia przechodzi w drugi.

 

Myślę, że monument powinien być polerowanym blokiem czarnego granitu z wyrzeźbionym od góry pęknięciem, na tyle wyraźnym, że groźnym. Śladem po ciosie, który musimy znieść i podziale, który się dramatycznie zarysował. W tym pęknięciu powinien płonąć znicz – symbol pamięci o ludziach, którzy zginęli. Na tym prostopadłościennym bloku należy umieścić w reliefie tylko godło Polski – orła w koronie i napis Smoleńsk z datą 10 kwietnia 2010. Ten czarny blok z pęknięciem powinien mieć od czterech do pięciu metrów wysokości. Twarze i postaci zatrzymujących się przed pomnikiem będą się w nim odbijać. Obie strony pomnika powinny być takie same, na węższych, bocznych ścianach umieściłbym biało-czerwoną szachownicę z marmuru jako jedyne przypomnienie okoliczności tragedii.

 

I nic więcej. Żadnych nazwisk, opisów, krzyży. Musi nam wystarczyć pamięć wymiaru tragedii. To ma być miejsce refleksji o klęsce państwa polskiego na własne życzenie. Niech każdy z nas pozostanie ze swoimi myślami. Jak wtedy, gdy spotykaliśmy się wspólnie przed Pałacem Prezydenckim, nawet gdy różniliśmy się, i to bardzo. Niech każdy ogląda swoje odbicie w czerni granitu. I pamięta, że Polska jest nie tylko najważniejsza, ale jedna. Niepotrzebna tu jest ekspresja figuralna czy słowna. Wystarczy prostota, powściągliwość, szlachetność i trwałość materiału.

Cz-Bielecki
O mnie Cz-Bielecki

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Polityka