13 obserwujących
51 notek
117k odsłon
  463   0

O pragmatyzmie

 

Rząd ma z reguły pierwsze 100 dni, aby z nowym mandatem wyborczym pokonać opór i bezwład materii (Milton Friedman nazywa to "tyranią status quo"). Tymczasem premier Tusk  niespiesznie zabiera się za rządzenie. Po 39 dniach od wyborów pokaże nowy rząd i wygłosi expose. I tak leniwie mija czas decyzji, choć wokół chwieje się strefa euro, Grecja i Włochy.

Zacznijmy od tego, co jest rodzajem skuteczności, który nie ma nic wspólnego z pragmatyzmem. W polskiej polityce wciąż mamy do czynienia z woltami poszczególnych aktorów. Od światopoglądowych poczynając, a kończąc na zaskakujących transferach międzypartyjnych. Miano skutecznych uzyskali ci, którzy dzięki najbardziej nawet koniunkturalnym ruchom przetrwali w parlamentarnych i rządowych układankach.

 

Gwiazda ostatniej kampanii wyborczej – Janusz Palikot, zaczynał jako katolicki intelektualista, który z pomocą „Żołądkowej Gorzkiej” stworzył tygodnik „Ozon” na fali ruchu JP 2. Potem harcował na lewym skrzydle Platformy Obywatelskiej. Był funkcjonalny z punktu widzenia gry premiera Tuska przeciw prezydentowi Kaczyńskiemu. W wersji JP 3 – wyszedł z Platformy. Stał się showmanem swobód obyczajowych i walki z krzyżem. Argumentem, który dla Palikota jest najważniejszy i wystarcza dla uzasadnienia jego politycznych meandrów to „Mam wyniki”. W tym względzie jest być może najzdolniejszym uczniem Piotra Tymochowicza. Nie on pierwszy i nie ostatni sięga po definicję skuteczności mierzoną słupkami poparcia społecznego. Wciąż liczy się czy ktoś zaszedł wysoko i jak długo tam siedzi, a nie co robi dla kraju.

 

Pora więc rozpocząć spór o pragmatyzm w polskiej polityce. Szczególnie, gdy w powszechnym odczuciu, gra o władzę dla władzy zastąpiła konkurowanie o zrealizowanie celów: gospodarczych, geopolitycznych, społecznych. Ci, którzy zdobyli ponownie prawo do rządzenia naszym krajem muszą teraz przewodzić paru trudnym zmianom, mieć odwagę je wprowadzić, przekonać do nich społeczeństwo. Tempo narastania kryzysu finansowego w Europie i na świecie nie pozwala już na grę na czas, na podlizywanie się społeczeństwu. Pragmatyzm to postawa polegająca na realistycznej ocenie rzeczywistości i podejmowanie jedynie takich działań, które gwarantują skuteczność i korzyść. Nasi politycy są skuteczni inaczej i sprawni inaczej. Pragmatykiem jest ten, któremu wystarcza skuteczność i korzyść ograniczona do jego partykularnego interesu – aktora, rzadziej reżysera wydarzeń. Nietrudno zauważyć, że interpretacje pragmatyzmu w polskiej polityce daleko odbiegła od greckiego słowa pragmatikos związanego z działaniem. Synonimu określeń: aktywny, energiczny, biegły w sprawach państwowych, oparty na faktach. Polski pragmatyk jest doświadczony w polityce przykrywania dużych problemów przez małe sensacje, unikanie odpowiedzialności – przez rozmydlanie kompetencji, zastępowania wymiernych działań ludzi i niekończącą się reorganizacją struktur.

Pragmatyzm tej ekipy nie jest umiejętnością prowadzenia politycznej akcji (greckiej pragma), co sprawnej medialnie reakcji na wydarzenia. To władza dla władzy, jak sztuka dla sztuki. Gdyby nie chodziło o nasz kraj, można by podziwiać doskonałość gry Tuska. Co chwilę „prawda pragmatyczna” zastępuje realne wyzwania, którym premier i jego drużyna nie umieją sprostać. Raz są to powszechne przedszkola i szkoła dla sześciolatków, kiedy indziej siły zbrojne, kibice czy upowszechnienie internetu. Mówiąc słowami jednej z gwiazd dzisiejszej fizyki, politycy wtłaczają przyszłość w ramy bieżących ograniczeń. Im zręczniej to robią, im sprawniej zamiatają problemy pod dywan, tym uchodzą za skuteczniejszych. Filozoficzny pragmatyzm z końca XIX wieku przyjmował użyteczność za kryterium prawdy, uzależniał prawdziwość stwierdzeń od ich praktycznych skutków. Skutki polityki Tuska są dobre dla Tuska. Jest on więc filozofem-pragmatykiem. Ale jeszcze nie pragmatycznym politykiem.

Być może jeszcze pół roku temu polski przywódca mógł iść dwa kroki za społeczeństwem, śledząc słupki poparcia. Dzisiaj taka inflacja odwagi cywilnej może nas kosztować więcej, niż chcemy sobie wyobrazić. Wszyscy czujemy, że kraj potrzebuje skutecznej polityki. Im bardziej słychać egoistyczny koncert mocarstw, im trudniej o solidarność Eurolandu, im bliżej do Unii Europejskiej dwóch prędkości, tym bardziej chcemy być pewni naszej samodzielności i skuteczności. A jeśli współzależności od polityki innych, to takiej, z którą się utożsamiamy, bo chroni nasz interes narodowy. Rząd musi bronić tych dwóch pracowitych dekad naszej niepodległości, gdy nadrabialiśmy czas stracony w PRL-u.

Premier Tusk nie może już dalej udawać przed sobą, swoją partią, koalicjantem i obywatelami. Trzeba powiedzieć jasno: dług publiczny musi być zmniejszony. Koniec życia na rachunek przyszłych pokoleń i konsumowania na kredyt: indywidualnie i zbiorowo. Każdy ruch inwestycyjny w sferze publicznej musi budować integralnie działający system. Tworzyć efekty mnożnikowe. Nakręcać słabnącą koniunkturę. Zatem koniec z chaotycznym wydawaniem publicznych pieniędzy na rozproszone inwestycje infrastrukturalne, które nie zwiększają sprawności: logistyki, bezpieczeństwa, wolności pod rządami prawa. Koniec opowieści o władzy, której obywatele zawdzięczają swobody produkcji i twórczości, jakby politycy dawali to Polakom z łaski. Jeśli rządzący nie zdobędą się na trzeźwy ogląd sytuacji i nadal będą chować się za podwładnymi, przepisami prawa i procedurami, nikt nie zwolni premiera i rządu z odpowiedzialności za nadciągającą katastrofę. Nie możemy nadal bić rekordów w ilości zwolnień lekarskich i wcześniejszych emerytur, wyłudzeniach z KRUS i ZUS. Musimy opanować zapaść demograficzną i zapewnić wsparcie potrzebującym - dzieciom, matkom i ojcom. Nie stać nas na tak wysokie bezrobocie ani na płacenie tym, którzy nie chcą pracować a mogliby być wykorzystani choćby do prac porządkowych w naszych zabałaganionych i wciąż zbyt zaśmieconych wsiach, miasteczkach i miastach. Nade wszystko nie stać nas na wszechwładną, bierną i mierną biurokrację, cywilną i wojskową, gospodarczą, oświatową i medyczną. Polska administracja publiczna żyje nie z tego, że rozwiązuje konflikty czy reguluje i rozstrzyga problemy, lecz z tego że sama je tworzy. Z satysfakcją proceduje ogólnopolską niemożność dojścia na czas do określonego wcześniej celu w ramach założonego budżetu.

Spór o pragmatyzm polskiej polityki trwa i trwać musi. Czas jest pieniądzem polityki. Dopóki nie wiemy kto, co, kiedy i za jaką cenę planuje i zrealizuje, obracamy się wśród narratorów własnych i cudzych opowieści. Współczesna Polska jest wielkim projektem, który czeka na skutecznych polityków. Skutecznych w działaniu na rzecz sukcesu Polski. Producent uszczelek czy proszku do prania może mierzyć swój sukces willą, w której mieszka czy jaguarem, którym jeździ. Ale skuteczności polityka nie można mierzyć tylko obecnością w świecie, na szczytach, zjazdach, przyjęciach i konferencjach, lecz pozycją jego kraju w świecie. Polska nie zawsze szczęśliwie lądowała, chociaż my żyjemy.

Całość ukazała się w dzienniku "Rzeczpospolita" z 8 listopada br. 

http://www.rp.pl/artykul/9133,748507-Donald-Tusk--pragmatyzm-i-skutecznosc---Bielecki.html

86.450

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale