By urzad prezydencki zostal w rodzinie na nastepne cztery lata, bracia kaczynscy gotowi sa zrewidowac priorytety polityki zagranicznej 4tej rp.
Nie wszystkie oczywiscie. Niezmienna i nieograniczona jest milosc braci kaczynskich oraz ich plugawo oslawionych pomgierow do konserwatywnych, bialych wiesniakow z Ameryki. Raz za razem (jak szczyglo) skladaja im wiernopoddancze deklaracje i przebierajac nozynami daja dowody fascynacji przasna zapyzialoscia grupy, ktora stanowila twarde jadro koalicji przegranej w ostatnich wyborach w USA.
Wiekszy klopot maja z innymi naturalnymi sojusznikami obozu perejro-kaczynskich, ktorych moznaby sprobowac okreslic wspolnym mianem 'beduini z okolic Azji srodkowej'.
Przez minione, z gora cztery lata nasz prezydent 'a rebours' nie ustawal w wysilkach by zasluzyc sobie na zaszczytny tytul 'prezydenta wszystkich Gruzinow' (oprocz prezydenta swojego brata oraz pisu), dokladal naprawde niebagatelnych staran by zbudowac wzorcowe relacje z Kazachstanem, Tadzykistanem, Azerbejdzanem i zdaje sie Moldawianami. Podobno, z inicjatywy braci wyslano nawet Kowala jako emisariusza do nawiazania scislych i przyjacielskich konatktow z niektorymi rzadkimi plemionami zamieszkujacymi delte Dunaju. I teraz, nagle, wydaje sie ze medal nadany Stepanowi Banderze wniwecz obrocil wszystki te wysilki i wielkomocarstwowe plany.
Wyglada na to, ze nici z cieplych ambasadorskich posadek dla co bardziej zasluzonych piewcow rewolucji. Ciemniakow.
Pozostaje tylko Fotyga.
Jak zwykle prozna.
No i jeszcze ciekawa kwestia kontaktow z Ronem Asmusem!




Komentarze
Pokaż komentarze (3)