Jedna z czołowych prac historycznych 4tej rp – można powiedzieć biblia ipeenu i ostoja teoretyczna grupy miejscowych doktorów: Kurtyki i Dudka - pośród wielu pikantnych szczegółów, zawiera określenie „obszczymurek”.
To naprawdę olbrzymi wkład w metodologię nauk historycznych. Przy udziale Uniwersytetu Jagiellońskiego. A przynajmniej niektórych jego profesorów czy innych jakichś pracowników. W biografiach i innych opracowaniach dotyczących wielkich postaci historycznych, do chwili obecnej pomijano szczegóły, takie jak epitety
i przezwiska. Przezwiska, przydomki i epitety, którymi te wielkie postacie określano, w różnych okresach ich życia. Począwszy od niemowlęctwa.
Co prawda nauka radziecka, już raz w ramach eksperymentu, próbowała umieszczać te elementy w swoich opracowaniach. Ale jeszcze przed NEP-em zarzucono tę praktykę i zaczęto umieszczać je wyłącznie w broszurach i tekstach propagandowych.
I oto teraz, dzięki magistrowi Zyzakowi i grupie bojowych doktorów UJ, a także dzięki, co najmniej jednemu profesorowi tej uczelni, ta śmiała i burząca naukowe konwenanse (w szczególności rodem ze zgniłego nierzymskokatolickiego Zachodu) koncepcja ta (na nowo!) znalazła ucieleśnienie w pracy, dzięki której rzeczony Zyzak uzyskał tytuł magistra.
I oto, w pracy firmowanej przez Uniwersytet Jagielloński znalazło się określenie Lecha Włęsy: „obszczymurek”. Jak słusznie przypuszczał profesor-promotor nie do przecenienia jest ładunek wiedzy, jaką niesie ten epitet dla potencjalnych badaczy życia wielkiego przywódcy Solidarności. Porównywalny jedynie z ładunkiem zawartym w określeniu „kołtun”, którym koledzy w szkole podstawowej przezywali Alberta Einsteina. Dodaję, ze z powodu czupryny, a nie poziomu intelektualnego podobnego do wyżej opisanych pracowników różnego rodzaju z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Może dzięki nim, znajdzie się wreszcie w następnej biografii/książce o Karolu Wojtyle, określenie „siusiumajtek” jakie powtarzała często jego ciocia w pierwszym roku jego życia.
No chyba, że papież nie podlega tym regułom.
Bo co do Einsteina to przecież Żyd!
A Wałęsa tworzył jakąś bliżej nieokreśloną i podejrzaną Solidarność. Konkurencyjną do piSolidarności, do której należeli i należą bracia bliźniacy (w tej liczbie prezydent i prezes), Kurtyka, Śniadek, junacy ipeenu i jeszcze inni.
A przecież dzięki piSolidarności Śniadek i wielu równie dobrych (uczciwych? inaczej?)ludzi może się realizować politycznie. I uczestniczyć w zjazdach partii. Tej jedynie słusznej.
Jak kiedyś realizowali się politycznie ludzie w Solidarności Wałęsy. Ale w tej niesłusznej.
W popularyzowaniu Nowej Historii, nie do przecenienia jest s24 z nadredaktorem na czele. I grupą czołowych piuszących. W nowej manierze oczywiście.




Komentarze
Pokaż komentarze