To listy do blogowiczki ( z innego bloga), różniącej się poglądami ze mną, ale z którą dialog, daje przyjemność z gatunku intelektualnych przygód.
Droga Pani,
Dzięki za komentarz.
Pisząc o ciemniakach, generalizuję cokolwiek.
Ale, będę się upierał, że z punktu widzenia metody nie ma w tym błędu.
Uogólnienie (od słowa 'ogólny', w żadnym wypadku, nie od znanego 'wogle') nie jest złem samym w sobie, dopóki stosowane z umiarem.
Nieraz już pisałem, że zapożyczyłem tych 'ciemniaków' od od Stefana Kisielewskiego (a nie jak też czasem, mylnie podaję Szpota-Szpotańskiego), który 'dyktaturą ciemniaków' nazwał rządy Gomułki.
Cechy tej ekipy, rządzącej wówczas peerelem, a szczególnie ciasnota umysłowa, zapyziałość i analfabetyzm kulturalny, a przede wszystkim jawnie i często deklarowana niechęć do twórców, ludzi kultury, niezależnych intelektualistów czyli 'inteligencji' przypomina bardzo, nieskomplikowane konstrukcje teoretyczne pisu i Kaczyńskich, zwieńczone neologizmami-potworkami i nowymi znaczeniami słów, jak 'układ', 'łże-elity' etc.
W istocie, nie uważam, by pis, zarówno w masie, jak i w jakiejkolwiek, dowolnej próbie statystycznej odbiegał intelektualnie i kulturowo od ekipy napiętnowanej przez Kisielewskiego. Zatem jest to główna przyczyna, dla której stosuję to określenie.
Ale nie jedyna.
Chodzi mi również o to, by udowodnić totalną ignorancję, wszystkim walczącym z peerelem dzisiaj. Takich pełno na tym blogu.
Pomijając bowiem absurdalność motywów walki dzisiaj z formą państwowości, która zakończyła swój byt najpóźniej w 1989 roku (21 lat temu!), za każdym razem, kiedy piszę 'ciemniaki', przywołuję tamte lata, w których jednym z ważniejszych 'frontów' walki, na którym zaangażowana była władza (czyli rzeczony peerel), był front walki z inteligencją, a twórcami w szczególności.
Nie idzie o zasługi lub nawet przynależność do formalnych i nieformalnych związków kombatanckich.
Ale totalni ignoranci i dyletanci z rewolucji pisu (wliczając w to niedokształconych historycznie, za to bojowych junaków z ipeenu) nie mają pojęcia, że w tych potyczkach: wykształcenia ze skrzętnie ukrywanym analfabetyzmem, mądrości z głupotą, inteligencji z ciemniakami, uczestniczyła - oczywiście po stronie inteligencji – np. Polityka z naczelnym M.F.Rakowskim i chociażby z D.Passentem, na którego blogu p i s u j ę (fe!...jak to paskudnie dzisiaj brzmi!).
Dla mnie etos tej walki (zapewne trochę przesadzam z tymi określeniami) jest równie ważny co etos, który jest udziałem rzeczywistych uczestników opozycji demokratycznej.
Co więcej, okazuje się, że dziś, twórcy, nawet ci najwyższej próby, jak chociażby W.Gombrowicz, C.Miłosz, W.Szymborska, A.Wajda, K.Kutz, podobnie jak za tamtych czasów, stają się obiektem nagonek większych i mniejszych, organizowanych przez takich samych troglodytów. Tyle tylko, że o innym zwrocie. Z pisu oczywiście. Lub co najmniej zwolenników ichniej 4tej rp.
Niespecjalnie mnie te nagonki dziwią. Wszak najważniejsze dla elit 4tej rp, jest ćwiczenie odwagi, w walce z nieistniejącym od 21 lat peerelem. No i odwagi im starcza. Teraz.
Na wiedzę i awans kulturalny przyjdzie czas, (być może?) dla pokoleń po zwycięstwie rewolucji.
Dla osobowości z tamtych kręgów, do pełni człowieczeństwa wystarczy zoologiczna polska, aktualna (czyli odpowiadająca europejskiej dziewiętnastowiecznej) prawicowość i równie zoologiczny antykomunizm. Prawa człowieka, co już pisałem, zaczynają się i kończą dla nich na prawie do sprzeciwu wobec peerelu czy lewicowości w ogóle (nie wogle!).
No i jeszcze może – co ciekawe! - do wprowadzenia obowiązku kultywowania najbardziej prymitywnego wzorca Polaka-katolika.
Ale dla kondycji państwa i jego obywateli (jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało) wolność i niezależność bez żadnych ograniczeń, (prócz tych wynikających z zasady tolerancji wobec bliźniego) w tym dla twórców, czyli np. reżyserów, pisarzy, dziennikarzy i intelektualistów tworzących naszą kulturalną tożsamość, wytyczających drogi i ciągnących nas bliżej czoła tego świata, jest bezcenna.
Dla mnie, w każdym razie, możliwość czytania tekstów np.Polityki, Studenta czy Politechnika była wczasach peerelu nie do zastąpienia. Niezależnie od tego co jeszcze czytałem.
Nieprzypadkowo jednak, M.F.Rakowski, który jako jedyny prominentny (być może, to jest fakt obciążający? ) funkcjonariusz państwa zwanego peerelem, pamiętnej zimy 1981/82, pojechał do obywateli(do stoczni) nie zamknięty w czołgu i nie rozmawiał z nimi, używając do wzmocnienia swych argumentów, wycelowanych w tych obywateli karabinów, za swą inteligencka skłonność do załatwiania spraw w dyskusji i w walce na argumenty, był w badaniach opinii społecznej, znacznie gorzej oceniany od generała Jaruzelskiego.
Zapewne dlatego zresztą, że był intelektualistą, przedstawicielem inteligencji. I to na nieszczęście lewicowej.
A przypominam, że zanim rewolucja ciemniaków zwyciężyła w walce o rząd dusz, jeszcze przez kilka co najmniej lat po 1989 roku, opinia społeczna (ta sama?) w większości, uważała stan wojenny i juntę Jaruzelskiego za rozwiązanie uzasadnione okolicznościami.
Tak więc, gdy na co dzień mam do czynienia z filipikami niedokształconych troglodytów, niewiele wiedzących i jeszcze mniej rozumiejących z otaczającego ich świata i przypominających jako żywo funkcjonariuszy Gomułki czy też najpewniejszy proletariacki aktyw, zawsze gotów do złapania za gaz-rurkę by pogonić kota intelektualistom, nie mogę się oprzeć by nie przywołać określenia ś.p. Stefana Kisielewskiego.
Dziś jemu też pogoniliby kota. Wszak był intelektualistą i człowiekiem kulturalnym. Tylko zamiast gaz-rurek użyliby krzyży. Wydaje się, że dla chcącego, można nimi spuścić niezły łomot.
Czego dowodem najświeższe 'bojówki krzyża' pod pałacem.
Pozdrawiam serdecznie,
List 2.
Droga Pani,
Przede wszystkim, pragnę Panią zapewnić, że nie mam nic przeciwko państwowemu mecenatowi sztuki. Szczególnie mądremu mecenatowi. Ale dobry jest każdy. Dopóki wolny od politycznych nacisków i oczekiwań.
Tego ostatniego warunku, bez wątpienia nie spełniał mecenat z czasów Gomułki.
To prawda, że w tym mecenacie sztuka kwitła i powstawały dzieła, kreacje, teksty ponadczasowe, ale działo się to poniekąd wbrew systemowi.
Być może, zresztą, jednym z najważniejszych, pozytywnych efektów (z góry zgadzam się z Pani tezą, że niejedynym) systemu komunizmu/socjalizmu w jego stalinowskiej, wschodnioeuropejskiej wersji, było stymulowanie: poprzez sprzeciw wobec niego lub z zastosowaniem go jako 'straszaka' (jak chociażby w wypadku procesów zwiększenia praw pracowniczych i humanizacji pracy).
Trzeba przecież pamiętać, że za nie spełnienie oczekiwań politycznych lub sprzeciw wobec nich, Gomułka, po prostu, wsadzał pisarzy do więzienia.
Pewno sporo racji ma profesor Walicki - któremu poświęca swój najnowszy felieton, D.Passent - kiedy twierdzi, że totalitaryzm w Polsce skończył się w 1956 roku, ale, moim zdaniem, w niektórych działaniach państwo polskie, aż do schyłku peerelu, korzystało z instrumentów totalitarnych.
Wracając jednak do ciemniaków i ciemniactwa - czy naprawdę uważa Pani, że ważne jest, jakie poglądy polityczne ma głupota?
Ja uważam, że istotne w niej jest to, że jest głupia, obskurancka, zapyziała i niedokształcona. Że argumentuje przy pomocy półprawd wywodzących się z niewiedzy. Że logika jest jej obca.
Poglądy polityczne głupoty, zyskują znaczenie tylko wtedy, gdy dochodzi ona do władzy. Ale nawet w takim wypadku, żaden polityczny wybór, nie nobilituje jej. Co najwyżej stwarza powszechny problem.
Co do zdania Kałużyńskiego, to - mimo, że lubię(lubiłem) go i cenię(ceniłem), to jednak w wielu kwestiach, nie zgadzałem sie z nim. Tak jak z tezą przytoczoną przez Panią. Z czego pewno, On byłby zadowolony (wszak ‘Me oportet propter praeceptum te nocere’).
Zgadzam się z Panią w ocenie ustawy traktującej ‘en block’ wszystkich, których uznano(!) za pracowników służb specjalnych. Ale specjalnie mnie ona nie dziwi. Żyjemy wszak w kręgu kulturowym, w którym zawsze ważniejsze od człowieka i obywatela były (i są) państwa, ojczyzny, idee, symbole etc.
Interes jednostki, czy małej grupy nie miał(i nie ma) żadnego znaczenia w starciu z tego typu ‘racjami wyższymi’. Nawet jeśli jest to ważny lub 'życiowy' interes.
To sytuacja diametralnie odmienna od takiej np. Anglii, gdzie takie działania państwa, są po prostu nie do pomyślenia. Nie do wyobrażenia nawet, przez przeciętnego poddanego JKM. (ze względów oczywistych wyłączam z tej reguły działania w stanie prowadzenia, przez państwo wojny).
Na koniec, przyszedł jednak czas na szczególną opowiastkę. Jak każdy jestem człowiekiem wypełnionym słabościami i grzesznym.
I otóż, nie bez pewnej satysfakcji i przyjemności, myślę o skutkach tej ustawy dla pewnego, byłego majora B., byłej eSBe, który bodaj jeszcze w 1995 roku (sześć lat po peerelu!) zaśmiewał się do rozpuku, kiedy opowiadał ze szczegółami - przekonany, że jest w przychylnym mu gronie - o tym jaką histeryczną reakcję wywołał u młodej działaczki NSZZ Solidarność i jej paroletnich dzieci, gdy złożył jej tyleż niespodziewaną co niepożądaną wizytę późnym wieczorem 12-go grudnia 1981 roku.
Zabierając ją zresztą do więzienia. Bez dzieci.
Łączę ukłony i pozostaję z poważaniem,




Komentarze
Pokaż komentarze