Okazuje się, że można. Można świętować dzień Wojska Polskiego normalnie.
Nie jak w poprzednich latach gdy świętowano 'przeciwko' i 'na złość'. Układowi, łże-elitom, rządowi, przeciwko tym, co nie z pisem ale przede wszystkim, przeciwko Tuskowi. Polskiemu premierowi.
I nominowano na stopnie wojskowe również przeciwko.
Przy okazji skutecznie wciągano żołnierzy w spory i działania polityczne.
To zresztą cecha polskiej młodej, prawicowej demokracji. Począwszy od oddania hołdu Pinochetowi (nb. ciekawe czy w Parlamencie Europejskim, w klubie zrzeszającym między innymi parlamentarzystów pisu, znany jest ten mały, aczkolwiek znaczący epizod wiceprzewodniczącego Kamińskiego? - chyba zapytam o to Camerona...), uznała ona, wzorem poprzedniego systemu chyba, że upolitycznić trzeba wszystko. Stąd np. ekscesy w mediach publicznych – począwszy od premiera Olszewskiego, który zastąpił pewnego wieczoru, wieczorynkę dla dzieci, aż po komisarzy Targalskiego i Czabańskiego oraz politruków Karnowskich, Ziemkiewicza i innych.
Uczciwie trzeba w tym miejscu przyznać, że media publiczne Kwiatkowskiego, również realizowały, bo systemowo miały to robić, interesy partyjne. A Czarzasty nie jest dla mnie nawet o cal lepszy od przywołanych powyżej komisarzy i politruków.
Ale wracając do dzisiejszego święta, symptomatyczne jest, że nawet Jaruzelski, będący kwintesencją i żywym dowodem wplątania żołdaków w politykę, po 1989 roku zdołał zachować dystans wojska od polityki. A właściwie, nie próbował – i słusznie – wyjść poza rolę nakreśloną mu wtedy przez państwo organizowane wg nowych zasad.
Dopiero podczas prezydentury Kaczyńskiego, udało się, na duża skalę wynieść na szczyty niemało żołdaków z ambicjami politycznymi (jeszcze od czasu do czasu dają głos) i bezpośrednio zaangażować ich w polityczne dysputy. Przy okazji zaś święta wojska, ważniejsze było, jakich ruskich, niemieckich czy kierowanych przez rząd Tuska szpiegów i zdrajców pominięto.
W ten sposób, udało się naruszyć jedną z fundamentalnych zasad współczesnych, rozwiniętych demokracji, w których rozdział armii od polityki jest prawem obowiązującym absolutnie, a każdy symptom angażowania żołdaka – niezależnie od rangi -się w politykę jest karany stanowczo, surowo i definitywnie.
Tu, znowu - dla oddania sprawiedliwości - trzeba zauważyć, że zdarzyło się iż zasadę tę naruszyli również przedstawiciele innych opcji politycznych, w tym lewicy demokratycznej związanej z GW., która użyczyła swego czasu łamów dla politycznych wypowiedzi, czynnego, wysokiego rangą żołnierza.
Było, i – żywię taką nadzieję bo wszak ciągle się uczymy, w tym oczywistych prawd demokracji – minęło.
Trudno jednak nie odczuć ulgi, kiedy obserwuje się spokojną uroczystość, pozbawioną elementów niesmacznego komizmu, a prezydent, w odróżnieniu od poprzedniego, mówi i czyta z sensem.
Generalnie umie czytać.
I to naprawdę duża odmiana.
I optymistyczny akcent.




Komentarze
Pokaż komentarze (23)