Generał w stanie spoczynku oraz uznany i mocno zmechanizowany rolnik na 300 z górą hektarach, a w wolnych chwilach arcybiskup, kazał był minionej niedzieli. Na dużym kacu.
Mówił o tym kacu, wyraźnie mu dokuczającym. Nazwał go neurozą i istotnie coś jest na rzeczy.
Nawet mu się nie dziwię, spokojnie sobie obrabiał to swoje (bo przecież nie Pana Boga) poletko, w przerwach popuszczał pasa za suto zastawionym stołem i tęgo pociągał z flaszki, a dobiegające
z Polski wieści wywołały neurozę.
Bo cóż to się kmiotkom wydaje?
Może wydaje im się, iż są w Europie?
Może zechcą jeszcze europejskich porządków? Religie ze szkoły, katechetów jak nie nauczycieli? Niedoczekanie ich!
Demokracji i sekularyzacji!
I żeby nie można było postawić krzyża tam gdzie się chce! Zepsucie i zboczenie!
Tak sobie myślał.
I kazał.
Bo śpieszno mu do swojego (bo przecież nie Pana Boga) poletka.
Do kuchni bogatej i smakowitej. Prawdziwie polskiej. Boć to patriota. Do piwniczki co niejeden zachodni arystokrata by mu pozazdrościł.
Może gdyby wcześniej klinika z tej piwniczki?.... Łagodniej byłoby?
Ale nie! W sprawach zasadniczych, zawsze zasadniczy. To wszak dla niego taka norma, jak dobra zakąska.
Ale, co za upadek obyczajów!
Ech... talibów na nich trzeba.
No i do piwniczki!




Komentarze
Pokaż komentarze (5)