W zasadzie nikogo to nie obchodzi. Zwłaszcza w UK. Tym, między innymi, różnimy się od Wielkiej Brytanii. A ściślej, od całej Europy Zachodniej.
I owszem, w Wielkiej Brytanii, jak i w innych krajach zachodu, zachowany jest religijny charakter niektórych uroczystości państwowych, ale wynika to głównie z poszanowania tradycji i historii. A także z uznania roli religii w historii. Ale i w życiu współczesnym, czyli, przywiązania do religii części społeczeństwa. Nieodmiennie, mają takie uroczystości, charakter celebracji, nienachalnej i nie naruszającej sfery prywatności i przekonań tych, którzy nie czuja związku z tą, wyróżnioną w ten sposób, czy też jakąkolwiek, inną religią.
To praktyka, dokładnie odwrotna do stosowanej w naszym kraju. Jesteśmy na najlepszej drodze, do wprowadzenia zasad, dość obcych współczesnej kulturze europejskiej, a przypominających kraje, w których zwyciężyła rewolucja islamska lub wszystkie inne, w których prawdom objawianym przez kapłanów, teologów i innych specjalistów od chwytania w lot intencji Najwyższego, próbuje się nadać i nadaje się wymiar obowiązującego prawa. Najwyraźniej należymy do innej, unikalnej Europy. Ale... może powinniśmy się cieszyć, że szariat u nas nie ma szans, nie mamy obowiązku chodzenia w burkach czy kapeluszach lub nie musimy nosić przepisowej brody i np.... nie musimy na klęczkach oglądać meczu siatkarzy z Brazylią w dopiero co poświęconej hali w Gdańsku. Zresztą w tym wypadku, sam święcący kultywuje raczej niezobowiązującą i dość luźną obyczajowo formę religijności. Ale, nie zapominajmy jednak, że chociaż podobną do tej, przeciwko której występował już Św. Franciszek z Asyżu, to stanowczo rygorystyczną i fundamentalną.
Pozostawmy jednak, kwestię religijności, wiary oraz sposobów jej celebrowania i interpretacji politykom. Zachowajmy siły, na sprostanie wymogom i poradzenie sobie z niewczesnymi przykładami ich kreatywności w tej dziedzinie. Wszak politycy to nasza emanacja. Skoro są tacy, to znaczy, ze ta unikalna Europa jest naszym przeznaczeniem.
Jak wiele zależy od interpretacji, pokazuje stronach S24, w jednej ze swoich ostatnich, wstrząsających notek, nadredaktor p.I.Janke. Nie dość, że postuluje w niej zastąpienie polskich polityków nie-Polakiem Cameronem, to dość zgrabnie przemilcza fakt, że ten, tworzy, udany i wystarczająco kreatywny dla swoich obywateli (co najmniej na razie) rząd, w koalicji z liberałami, czyli, wg polskich standardów, fundamentalnym i podstawowym obok lewicy (nie tylko postkomunistów!) zagrożeniem dla integralności i czystości duszy polskiej. Dla mnie to prawdziwa rewolucja w ideologii polskoprawicowej. Szkoda tylko, że dokonuje się w oparciu o fałszywe przesłanki. To nie wróży najlepiej, temu zwiastunowi nowego i powiewowi świeżości w Polsce.
Błąd podstawowy (żeby nie powiedzieć grzech pierworodny) jest taki, że oto, p.I.Janke, swoją wiedzę o UK zaczerpnął z artykułu w Rzeczpospolitej. Gazeta ta, mimo widocznych przejawów odwilży ideologicznej (dobre i to, wreszcie odnowa! polskim zwyczajem) w dalszym ciągu stosuje ideologię polskoprawicową do interpretacji wszelkich przejawów świata nas otaczającego. Rezultatem są kardynalne błędy i fałszywy obraz Zjednoczonego Królestwa, jaki powstaje w oczach niezorientowanego czytelnika.
Pan I Janke, przypisuje np.D.Cameronowi, chęć pozbawienia zasiłków, Polaków, którzy poszukując lepszego (znośnego?) dla siebie i swoich dzieci, miejsca do życia wybrali, jako swoją drugą ojczyznę, UK właśnie. Nic bardziej mylnego. Powodowane ideologią (polskoprawicową?), pozbawienie jakiejkolwiek grupy etnicznej, praw w UK jest, póki co nie do pomyślenia. A kontredans BNP, pokazuje, że ta sytuacja raczej nieprędko się nie zmieni. Pozostaje więc, pobożnym(nomen omen) życzeniem nadredaktora Jankego, sytuacja, w której Wielka Brytania wypnie się na swoich potrzebujących i słabszych obywateli oraz rezydentów (sic! tak, tak, to nie pomyłka). Że porzuci np. program pomocy, pozwalający niepełnosprawnym(w tym mentalnie) kończyć college, pracować i prowadzić mniej więcej normalne życie. Chociażby wymagało to, do jego kresu, pomocy asystenta, finansowanego w całości lub częściowo przez państwo. Jakże to inne zjawisko od np. stanowiska , proroka polskiej prawicy JKM, który swego czasu, z otwarta przyłbicą, wystąpił przeciwko klasom i oddziałom integracyjnym. Zapewne w duchu naszej narodowej solidarności. Czy może już piSolidarności?
Mniejsza o to. Ważne, że solidaryzm brytyjski, którym przesiąknięty jest ten kraj, stymuluje państwo, czyli wszystkich jego urzędników i innych przedstawicieli do 'ciągnięcia za uszy' przez życie wszystkich, którzy tego potrzebują. W tym niedostosowanych społecznie Zresztą zwrot 'ciągnięcie za uszy' nie oddaje sensu tego działania, ale użyłem go świadomie, by trafił do czytelnika osadzonego w polskich realiach. Jeśli jednak w dalszym ciągu miałby on problem, ze zrozumieniem, o co mi chodzi, odsyłam do tekstu w ostatnim numerze Polityki, poświęconego niepełnosprawnemu Michałowi, którego rodzice w Danii znaleźli dla niego ojczyznę.
Pomijam, już fakt, że rząd, naader często przywoływanej jako wyrocznia, w ideologicznych elaboratach polskiej prawicy, M.Thatcher, miał program działań socjalnych, daleko wybiegający poza to co może się tej prawicy (polskiej) przyśnić, ale najważniejsze jest to, że żadna licząca się siła na scenie politycznej UK nie kwestionuje powyższej zasady solidaryzmu.
W życiu codziennym, przyjmuje ona kształt państwa przyjaznego. Niedoskonałego i czasem sformalizowanego ponad miarę, jednak zawsze pełnego pracy własnych funkcjonariuszy dla usatysfakcjonowania swoich obywateli. Wszystkich. Również niewierzących i odmiennych w inny sposób.
Takie jest również i będzie państwo D.Camerona, bo – załóżmy taką nieprawdopodobną hipotetyczną możliwość - niechby tylko przestało być! Takie sprzeciwienie się filozofii istnienia krańcowo różnorodnego, tęczowego społeczeństwa zorganizowanego w państwo, zostałoby potraktowane jako zamach na jego podstawy i zakończyłoby się niechybnie przedterminowymi wyborami. A działania, z pobudek ideologicznych, przyjmowanego jako pewnik przez p.I Janke (i całą polską prawicę), nie wybaczyliby wyborcy nikomu, nie tylko D.Cameronowi, do końca jego dni.
To równie oczywiste w kulturze europejskiej jak trudne do zrozumienia dla kogoś, kto o Europie Zachodniej, wie tylko z trzeciej ręki. Zwłaszcza z Reczpospolitej. (która oby stała się, obszarem chociażby ideologicznej odwilży - naprawdę serdecznie jej tego życzę).
Tak więc D.Cameron, nie spełniłby zapewne, pokładanych w nim, nie tylko przez nadredaktora, nadziei.
Ale niech nadredaktor wierzy w niego. Będę trzymał kciuki za tę wiarę.
Bo, zapewne Cameron, jak optymalizuje i racjonalizuje z powodów pragmatycznych i oszczędnościowych, wydatki socjalne, w rządzonym przez niego UK, tak przez myśl mu nie przejdzie skorzystanie z ideologicznego donosu (I.Janke lub kogokolwiek innego), na Polaków i nie zmieni zasad działania państwa, na wynikające w z jakiejkolwiek ideologii, w ogóle. W tym, na typową(?) polską zasadę, że najważniejszy nie jest człowiek-obywatel, tylko Polska, ojczyzna, kraj.
Na koniec, nie mogę nie zwrócić uwagi p.I.Janke, że D.Cameron, jest znacznie (stokroć?!) bliżej mitologizowanego w Polsce, jako straszak i antychrysta nr1, Zapatero, niż polskoprawicowych, skrajnie ideologicznych modeli państwa, społeczeństwa i praw człowieka (np.wg receptury Romaszewskich).
Nawet, w kwestii odmiennych od hetero, orientacji seksualnych! (już współczuję, prawicowemu po polsku, czytelnikowi...)




Komentarze
Pokaż komentarze (6)