czeQfli czeQfli
164
BLOG

„Tylko świnie siedzą w kinie” - film poznano, zanim ktokolwiek go obejrzał

czeQfli czeQfli Kultura Obserwuj notkę 2
Gdy wydawało się, że medialna gra o uwagę to domena celebrytów, do rozgrywki wkroczyła reżyserka ze światowym dorobkiem i prezydent z krajowym mandatem. Film „Zielona granica” — ma być mocny, polityczny, emocjonalny. Ale prawdziwy rozgłos przyniosła nie premiera, lecz komentarz Prezydenta, który w mediach stwierdził, że nie dziwi się użyciu przez Straż Graniczną hasła „tylko świnie siedzą w kinie” wobec widzów filmu. Filmu nie widział, ale skomentował. Wypowiedź wywołała burzę, pozew, debatę — i…. lawinę publikacji, promocji oraz reklamy.

Niesamowite, jaki przypadek!
Czy to zbieg okoliczności, że kontrowersja wybuchła tuż przed premierą? Czy to spontaniczna reakcja, czy część większej strategii? W świecie, gdzie prowokacja działa lepiej niż trailer, nawet prezydencka wypowiedź może stać się narzędziem promocji — niezależnie od intencji.

Akt I: Narodziny bohatera
Nie ma nic bardziej samotnego niż film bez widza. Może być poruszający, odważny, artystyczny — ale jeśli nikt nie kliknie „play”, to tak, jakby nie istniał. Dlatego nasz bohater, film, postanowił nie czekać na recenzje. Zamiast tego ruszył w trasę promocyjną, której nie powstydziłby się żaden celebryta. Nie potrzebował billboardów. Wystarczyło jedno zdanie — wypowiedziane przez byłego prezydenta.

Akt II: Wypowiedź, której nie było w scenariuszu
„Tylko świnie siedzą w kinie” — powiedział Prezydent, komentując film, którego nie widział. I choć nie był reżyserem, producentem ani widzem, jego słowa stały się trailerem, który obiegł całą Polskę. Film zyskał rozgłos, którego nie dałaby mu żadna kampania. Reżyserka mogła tylko rozłożyć ręce — albo złożyć pozew. Ale czy naprawdę była zaskoczona?

Akt III: Reżyserka w cieniu, film na afiszu
Twórczyni, zeszła na drugi plan. To film grał pierwsze skrzypce. Stał się symbolem, pretekstem, narzędziem. Był cytowany, broniony, atakowany — zanim ktokolwiek zdążył go obejrzeć. W kinach pojawili się ci, którzy chcieli zobaczyć, o co tyle hałasu. I ci, którzy przyszli tylko po to, by móc się oburzyć. Film nie pytał o motywacje. Liczył wejścia.

Akt IV: Rozgłos jako waluta
Bo o to właśnie chodziło. Nie o sztukę, nie o przesłanie, nie o debatę. Chodziło o rozgłos. Film wiedział, że w dzisiejszym świecie to on decyduje o tym, czy ktoś kliknie, obejrzy, udostępni. I że czasem lepiej być kontrowersyjnym niż dobrym. Lepiej być głośnym niż głębokim. Lepiej być cytowanym niż rozumianym.

Kontrowersja jako strategia marketingowa. 
Darmowa, szeroka, skuteczna. Bo w epoce, w której uwaga jest walutą, a kliknięcia przekładają się na kontrakty — jedno zdanie potrafi przynieść więcej niż cała płyta, książka czy kampania społeczna.


Uwaga: Tekst ma charakter satyryczny i zawiera elementy ironii, sarkazmu oraz stylizacji literackiej. Zestawienia postaci i cytatów są celowo przerysowane i nie stanowią oceny prawnej ani faktograficznej. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób i zdarzeń jest zamierzone, ale przypadkowe — jak to w promocji bywa.

czeQfli
O mnie czeQfli

Piszę z pogranicza idei i faktów. Interesuje mnie to, co polityczne, zanim stanie się decyzją — i to, co filozoficzne, zanim zostanie nazwane. Eseje, komentarze, refleksje — czasem z nutą ironii, czasem z powagą. Nie szukam odpowiedzi, lecz lepszych pytań.  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura