Bo w tej wojnie każda strona ma swoją definicję realizmu. Dla Ukraińców realistyczne jest przetrwanie i odzyskanie ziem. Dla Zachodu — utrzymanie stabilności i niedopuszczenie do eskalacji. Dla Moskwy — wzięcie tyle, ile się da. A Fico? Fico patrzy na wojnę z perspektywy małego państwa, które wie, że wielkie mocarstwa rzadko pytają sąsiadów o zdanie. Z tej perspektywy jego realizm to po prostu chłodna kalkulacja: Europa nie może żyć wiecznie w stanie wyjątkowym, a wojna kiedyś musi się skończyć, nawet jeśli nikt nie będzie w pełni zadowolony.
Problem polega na tym, że dla Zełenskiego taki „realizm” wygląda jak polityczna ruletka. Jego mandat opiera się na obronie integralności terytorialnej Ukrainy — to fundament, z którego nie może zejść. Nawet gdyby uznał, że warto negocjować, musi pamiętać, że podpisałby się pod dokumentem, który połowa Ukrainy uznałaby za ratunek, a druga połowa — za zdradę. W polityce nie ma gorszej mieszanki niż straty terytorialne i emocje społeczeństwa, które zapłaciło najwyższą cenę za opór.
Fico jednak nie działa w próżni. Od lat mówi to samo: że Europa nie jest gotowa na długą wojnę, że sankcje mają swoją granicę, a wsparcie militarne państw UE nie jest nieskończone. Można się z nim nie zgadzać, można go krytykować — ale nie można mu odmówić konsekwencji. I co najciekawsze: to, co mówi Fico, jest w wielu krajach zachodnich realnym tematem za zamkniętymi drzwiami, choć publicznie nikt nie chce wyglądać na tego, kto pierwszy powie „czas na kompromis”.
Z perspektywy Polski i krajów bałtyckich sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dla naszego regionu każdy plan oddający Rosji terytorialne zdobycze brzmi jak jeszcze jeden rozdział książki, którą czytamy od stu lat — a jej tytuł to „Rosja bierze, gdy może”. To nie paranoja, lecz doświadczenie historyczne. Dlatego u nas pojęcie „realizmu” przyjmuje bardziej defensywny ton.
W całej tej układance najbardziej paradoksalne jest to, że propozycja Fico mogłaby zakończyć wojnę szybciej, niż wielu sądzi — ale jednocześnie zakończyć karierę Zełenskiego jeszcze szybciej. Nie dlatego, że Fico mu źle życzy, lecz dlatego, że polityczne mechanizmy mają swój rytm, a narody swoje emocje.
Można się spierać, czy Fico ma rację, czy nie. Ale jedno trzeba mu oddać: w czasach, gdy europejscy przywódcy boją się własnych sondaży bardziej niż wojny, on ma odwagę wypowiadać się wprost. I dlatego jedni widzą w nim cynika, drudzy realistę, a jeszcze inni — kogoś, kto po prostu mówi głośno to, o czym reszta nie chce mówić wcale.
Tekst jest felietonem publicystycznym. Zawarte w nim opinie i metafory mają charakter komentarza i nie stanowią stwierdzeń faktów ani oskarżeń wobec konkretnych osób czy instytucji.
#Fico #Ukraina #pokój #geopolityka #Europa #realizm #Trump #wojna #dyplomacja #Salon24 #polityka


Komentarze
Pokaż komentarze (3)