W Indiach — kraju liczącym ponad miliard ludzi, z ruchem drogowym przypominającym choreografię improwizowaną — niemal każdy samochód jest ozdobiony kolorowymi malowidłami, wisiorkami i lampkami. Kierowcy uśmiechnięci, klaksony grają, chaos jakoś działa. A w Polsce? U nas nawet święta są na poważnie. Bez koloru, bez migania, bo zaraz będzie mandat.
Przekonał się o tym kierowca z Poznania, który ośmielił się przyozdobić swoje BMW lampkami świątecznymi. Policja szybko wyjaśniła, że tak wyposażone auto nie ma prawa wyjechać na drogę publiczną. Powód? Lampki mogą rozpraszać innych kierowców, utrudniać ocenę odległości i prędkości, a w skrajnym przypadku… spowodować zagrożenie.
Zgodnie z przepisami, funkcjonariusze mają obowiązek ukarać kierowcę mandatem nawet 3000 zł za „zły stan techniczny pojazdu”. Jeśli dojdzie do realnego zagrożenia — kara może wzrosnąć do 4000 zł i 10 punktów karnych. Święta świętami, ale Prawo o Ruchu Drogowym nie zna litości.
Stróże prawa doradzają, by samochody udekorowane lampkami pozostały na prywatnych posesjach lub parkingach. Radość — owszem, ale najlepiej statyczna. Najlepiej na postoju. Najlepiej bez świadków.
I trudno nie odnieść wrażenia, że w Polsce problemem nie są same lampki, lecz fakt, że ktoś się wyróżnia, świeci, cieszy. Bo u nas nawet choinka na kółkach musi spełniać normy techniczne. W końcu bezpieczeństwo przede wszystkim — zwłaszcza przed nadmiarem świątecznego nastroju.
W kraju, w którym dziura w asfalcie jest „nieznanym sprawcą”, a chaos na drogach normą, największym zagrożeniem okazują się świąteczne lampki na samochodzie. Bo w Polsce można jeździć byle jak — byle nie za wesoło, luzu i wspólnego świętowania.
#PolskaNaPoważnie #ŚwiątecznaRadośćZakazana #LampkiGrozy #PrawoDrogowe #MandatZaUśmiech #UrzędniczaGorliwość #PolicjaCzuwa #TeatrAbsurd #ŚwiętaPoPolsku #PaństwoParagrafów


Komentarze
Pokaż komentarze (4)