Bo czym jest pożar wobec dobrze zaplanowanego wesela? Ogień ogniem, strzecha strzechą, ale DJ miał jeszcze wolne kawałki na playliście, a rosół nie zdążył wystygnąć w drugiej sali. Strażacy chwalą personel – i słusznie. Mało kto potrafi w tak krótkim czasie przejść od „ewakuować ludzi” do „kontynuować zabawę taneczną”. Logistyka godna NATO, tylko zamiast czołgów – tort weselny.
Świadkowie mówią o ogromnych płomieniach. Ogień był tak wielki, że mógłby ogrzać pół powiatu, ale na szczęście ogrzał tylko atmosferę. Goście, zamiast spanikować, potraktowali sytuację jak atrakcję dodatkową. W końcu kto dziś może powiedzieć: „Byłem na weselu, które spłonęło w trakcie”? Zdjęcia na Instagramie same się nie zrobią.
Najbardziej wzruszające jest jednak to współczucie dla młodej pary: „Bardzo mi ich żal… ale tańczyli do białego rana”. To mniej więcej jak powiedzieć: „Stracił dom w powodzi, ale grill się udał”. Tragedia tragedią, ale parkiet musi się zgadzać.
W planach było ognisko – los tylko trochę pomylił skalę. Zamiast nastrojowych płomyków była apokalipsa w wersji XXL. Ale skoro już się pali, to porządnie. Polska myśl eventowa nie uznaje półśrodków.
I tak oto pożar stał się jedynie drobną niedogodnością – czymś pomiędzy brakiem lodu do drinków a za głośnym disco polo. Restauracja spłonęła doszczętnie, ludzie trafili do szpitala, a pierwszego tańca nikt już dokładnie nie pamiętał: czy był przed, w trakcie, czy po akcji gaśniczej?
Mimo wszystko goście wyszli cali, szczęśliwi i lekko osmaleni – bo w końcu, co to za wesele bez odrobiny dramatyzmu i… przypieczonych pośladków.
171
BLOG
Udane wesele – tylko w d.. parzyło
W sercu Beskidu Małego wybuchł pożar na weselu. Normalny człowiek w takiej sytuacji rzuciłby się do ucieczki. Goście? Oni mieli ważniejsze priorytety: parkiet, DJ i wódeczka. Ogień? Tylko dekoracja. Wydarzenie idealnie streszcza polską szkołę zarządzania kryzysowego: najpierw się pali, potem się tańczy. Osiem osób rannych, trzy w szpitalu, restauracja spalona do fundamentów – ale impreza uratowana. I to jest sukces, jak mawiają fachowcy: „Nie ma to jak w straży, słońca nie ma – w d… parzy.”


Komentarze
Pokaż komentarze (7)