Jedzie taxi. Jedzie jeden pasażer. I zajmuje tyle samo miejsca co każdy inny samochód.
To jest ta wielka tajemnica, o której nikt nie chce mówić głośno: taksówka nie teleportuje się nad jezdnią. Nie składa się do walizki. Nie przewozi 40 osób. Nie ma magicznej właściwości „nieblokowania”.
Taxi to po prostu samochód osobowy, który jedzie z jednym pasażerem. Dokładnie tak samo jak prywatne auto. Tylko z kogutem na dachu.
A jednak — wjeżdża na buspas jak równy z równym, a czasem nawet jak ważniejszy.
„Dopełnienie transportu zbiorowego” — czyli jak zrobić autobus z sedana
Taksówkarze uwielbiają powtarzać, że są „ustawowym dopełnieniem transportu zbiorowego”. Piękne zdanie. Brzmi jak fragment strategii mobilności z 2050 roku.
Tylko że w praktyce oznacza to tyle: „Jesteśmy osobówką, ale chcemy przywilejów autobusu”.
Bo jeśli taxi jest dopełnieniem autobusu, to rowerzysta jest dopełnieniem Tour de France, kiedy jedzie rowerem po bułki.
Buspas miał służyć 100 osobom, a nie jednej
Idea buspasa jest banalnie prosta:
• jeden autobus = 80–120 pasażerów,
• jeden samochód = 1–2 osoby,
• więc autobus dostaje priorytet, bo przewozi więcej ludzi.
To nie jest filozofia. To matematyka z podstawówki.
A teraz wyobraźmy sobie, że na buspasie stoi 15 taksówek, każda z jednym pasażerem. I za nimi autobus, który wiezie 100 osób. I stoi. Bo „dopełnienia transportu zbiorowego” mają pierwszeństwo.
To jest właśnie moment, w którym logika transportowa umiera.
„Dyskryminacja pasażerów taxi!” — czyli jak odwrócić role
Argument taksówkarzy, że zakaz wjazdu na buspas „dyskryminuje pasażerów taxi”, jest piękny w swojej przewrotności. Bo przecież nikt nie dyskryminuje pasażerów taxi. Oni po prostu… jadą samochodem.
Tak jak wszyscy inni kierowcy, którzy stoją w korku. A autobus ma jechać szybciej, bo przewozi więcej ludzi. To nie dyskryminacja. To priorytetyzacja — fundament transportu publicznego.
Jeśli taxi ma mieć takie same prawa jak autobus, to może niech zacznie wozić 100 osób naraz.
Buspas to nie pas dla „ważnych” — to pas dla „efektywnych”
I tu jest sedno: Buspas nie jest nagrodą za zawód. Nie jest przywilejem za koguta na dachu. Nie jest prezentem od miasta.
Buspas jest narzędziem, które ma zwiększyć przepustowość ulic. A taxi tej przepustowości nie zwiększa. Taxi ją zmniejsza.
Czy buspas to taxipas?
Nie. Ale jeśli pozwolimy, żeby każdy indywidualny przewóz udawał komunikację zbiorową, to za chwilę:
• kurierzy będą chcieli wjeżdżać, bo „dostarczają ważne przesyłki”,
• lekarze, bo „jadą ratować życie”,
• prawnicy, bo „jadą ratować sprawę”,
• influencerzy, bo „jadą ratować zasięgi”.
A autobus? Autobus będzie stał. Z setką ludzi, którzy mieli nadzieję, że buspas jest dla nich, którzy właśnie dlatego zostawili samochody w domu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)