Ukraiński właściciel, nie tylko odbudowuje produkcję, ale też wprowadza nowe modele ciągników o mocy od 60 do 150 KM – dokładnie w tym segmencie, który powinien być domeną polskich rodzinnych gospodarstw. Co zrobił Ursus w polskich rękach? Ledwie zipał, sprzedawał za bezcen, gubił rynki i marki. A teraz ktoś z zewnątrz przychodzi i pokazuje, że można inaczej.
Nie sposób nie zadać pytania: gdzie byli polscy menedżerowie i urzędnicy odpowiedzialni za narodowy majątek? Kto odpowie za lata nieudolności, decyzje sprzedające polskie srebra za grosze i pozwalające, by legendarna marka trafiła w obce ręce? To nie jest już tylko kwestia biznesu – to kwestia narodowej odpowiedzialności. Kto ma czuwać nad tym, by polski przemysł nie był tylko kolejną historią do żałoby i artykułów w gazetach?
Dziś, patrząc na nowoczesne linie montażowe, proces homologacji i nowe modele ciągników, pozostaje gorzka satysfakcja – że wreszcie ktoś to zrobił dobrze, nawet jeśli nie są to Polacy. Czy nauczy nas to czegokolwiek? Może tak, może nie. Ale jedno jest pewne: Ursus wraca, a lekcja o tym, jak traci się narodowe dobra, pozostaje.
Bo w tej historii nie chodzi tylko o ciągniki. Chodzi o odpowiedzialność, o rozliczenie ludzi, którzy doprowadzili do upadku polskiej marki i sprzedali ją za bezcen. Kiedy wreszcie ktoś za to odpowie, a polski przemysł przestanie być tylko obiektem cudzych sukcesów?
A „ура, ура” w tytule? To po prostu ukraińskie „hurra”. Pasuje do sytuacji aż za dobrze.
Tekst jest komentarzem publicystycznym. Zawarte w nim oceny dotyczą zjawisk i procesów gospodarczych, a nie konkretnych osób.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)