Najczęściej kiedy pojawia się dyskusja o kontrowersjach w nowej ustawie mówi się o zmianach stypendialnych dla studentów, o płatności za studiowanie na drugim kierunku oraz o niesprawiedliwym zakazie wieloetatowości czy prowadzenia działalności gospodarczej przez kadrę naukową. Niezbyt wiele mówi się o być, albo nie być czyli o zatrudnieniu adiunktów.
Nowa ustawa drastycznie skraca do 8 lat czas na zdobycie habilitacji. Dodatkowo nie wprowadza się żadnego okresu przejściowego a do tego czasu wlicza okres przed wprowadzeniem ustawy (a podobno prawo nie działa wstecz).
Dotychczas średni czas „robienia” stopnia doktora habilitowanego trwał około 12 lat. Zgodnie z gospodarką planową jeśli ktoś przewiduje na swoje badania, tworzenie dorobku i pisanie 9 lat plus ewentualnie 3 lata nie ma szansy skończyć tego procesu przez narzucone przez ustawę 8 lat. Co w takim razie z adiunktami, którzy nie zmieszczą się w tych 8 latach?? Okazuje się, że najłatwiej na zieloną trawkę. Pewno zapytacie dlaczego nie etat starszego wykładowcy? Nie bo nie uczelnia postanawia wygaszać etaty asystentów, wykładowców i starszych wykładowców. Ciekawe dlaczego zależy uczelni na pozbyciu się adiunktów na ostatniej prostej, tego do prawdy nie wiem (domyślam się, że chodzi o pieniądze). Wielu adiunktów jest zaskoczonych takimi warunkami. W końcu nie chodzi o zerowanie czasu, ale o zachowanie poprzedniej umowy na mocy której większość adiunktów była zatrudniana czyli 9 lat plus na tym samym stanowisku coś dla spóźnialskich. Wcale większości adiunktów nie zależy na przejściu na stałe na stanowisko starszego wykładowcy, ale Pani Minister jest zbyt podejrzliwa. Tak dla wiedzy blogowiczów Pani minister zdobyła stopień habilitowanej po 12 latach od przejścia na adiunkturę (sick!).


Komentarze
Pokaż komentarze (6)