0 obserwujących
20 notek
27k odsłon
  122   0

Subiektywny przegląd kampanii.

W systemie zero-jedynkowym, kampania wyborcza przebiegła bez większych niespodzianek. Wygrał Bronisław Komorowski, za nim uplasował się Jarosław Kaczyński, trzecie miejsce na Grzegorza Napieralskiego, tradycyjnie – słaby wynik lidera PSL. Jednak rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Cień katastrofy smoleńskiej przewartościował linie kampanii kandydatów – przede wszystkim prezesa PiSu. Ludwik Dorn i Tomasz Nałęcz, zrezygnowali z walki o prezydenturę. W maju Polacy zmierzyli się z powodzią, która pochłonęła setki domów, zniszczyła pola uprawne, nierzadko był to dorobek całego życia.

Te dwa wydarzenia zmieniły w dużym stopniu optykę opinii publicznej. Inaczej zaczęto oceniać Lecha Kaczyńskiego. Agresja, skierowana w jego stronę od momentu elekcji, spotkała się z kategorycznym sprzeciwem. Chamskie wystąpienia Kazimierza Kutza, Andrzeja Wajdy, Stefana Niesiołowskiego, Janusza Palikota nie przysparzały sympatyków Bronisławowi Komorowskiemu, a nawet wręcz przeciwnie, jego poparcie topniało. Media, które przez 5 lat były się polem jałowych i gorszących sporów, które przestały kontrolować zakres poruszanych tematów, zostały poddane solidnej krytyce. Temu, jak „IV władza” została sprowadzona do roli przekaźnika codziennych infantylnych „newsów”, „wrzutek”, trzebaby poświęcić osobny artykuł. Część odpowiedzi na to pytanie daje lektura „Anatomii władzy” Michała Karnowskiego i Eryka Mistewicza.

Oto mój subiektywny przegląd całej kampanii prezydenckiej A.D. 2010 – wydarzeń, słów, gestów – które, najbardziej zapadły mi w pamięć.

 

Zwycięstwo totalne

I chciałbym, żeby to zwycięstwo było ostateczne i warto dużo zrobić, żebyśmy mogli mówić, że wygrywamy w pierwszej turze i fundujemy Polakom wakacje.” mówił Grzegorz Schetyna. Podobnej retoryki chwytało się wielu polityków Platformy. Janusz Palikot mówił o „zmiażdżeniu” Jarosława Kaczyńskiego, tuż przed drugą turą o „wypatroszeniu” go. Choć na początku sondaże mogły dawać nadzieję Komorowskiemu na sukces w pierwszej turze, później takie słowa były aktem desperacji, który poparł nawet Donald Tusk.

„Wakacyjna” argumentacja, która w połączeniu z ostrymi wypowiedziami członków PO, skojarzyły mi się z fragmentem „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza:”Odsapnął. Okiem łypnął. Mówi: - Pokonamy, psia jego mać, już ja ci to mówię, a to ci mówię, żebyś nie mówił, że ja ci mówiłem, że nie Pokonamy, bo tyż, ci mówię, ze Pokonamy, Zwyciężymy, bo w proch zetrzemy dłonią mocarną najjaśniejszą naszą, w proch, pył rozstrzaskamy, rozbijemy, na Pałaszach, Lancach, rozniesiemy a zgnieciony i pod Sztandarem naszym a w Majestacie naszym o Jezus Maria, o, Jezus, o, Jezus, rozmiażdzemy, Zabijemy! O, zabijemy, rozniesiemy, zdruzgoczemy!”.

Pycha PO została być może ukarana w pierwszej turze, co socjologowie wiążą z dobrym wynikiem Grzegorza Napieralskiego. Bronisław Komorowski, wg badaczy, miał być kandydatem „drugiego wyboru”. Wyborcy chcieli dać ostrzeżenie rządowi, pokazać, że ich cierpliwość nie jest bezgraniczna i determinowana strachem przed powrotem IV RP.

 

Gra tragedią

O obawach zwiaząnych z wykorzystywaniem tragedii smoleńskiej w kampanii prezydenckiej przez Jarosława Kaczyńskiego, pisałem tutaj. Prezes PiS, jak mówił po ogłoszeniu sondaży 4 lipca, na czas walki o urząd prezydenta zawiesił ten temat. Emocje, których rąbek mogliśmy zobaczyć w filmie „Solidarni 2010”, generowały najróżniejsze teorie. Padały poważne oskarżenia pod adresem Donalda Tuska i jego rządu.

Zatem gdyby Jarosław Kaczyński komentował śledztwo, zachowując nawet daleko idącą wstrzemięźliwość od snucia kontrowersyjnych wniosków, samoczynnie stanąłby na czele tej grupy. I byłby łatwym celem dla swoich oponentów. Dlatego uważam, że była to dobra decyzja prezesa PiSu.

Milczenie Jarosława Kaczyńskiego nie oznaczało jednak, że posłowie PO, tak obawiający się awanturników największej partii opozycyjnej, uniknęli kpin i insynuacji, skierowanych w stronę zmarłych pod Smoleńskiem.

Zasiadająca w Sejmie z ramienia Platformy Renata Zaremba z wątpliwą wnikliwością zinterpretowała ciąg wydarzeń, które miały sugerować, że wybór Bronisława Komorowskiego uchroni Polskę przed kolejnymi klęskami:”Znak Trzeci - na wieść o że (pisownia oryginalna - przyp. red.) JK kandyduje wody zalały Polskę. Nie zignorujcie tego znaku, to już ostatni. Cierpliwość Opatrzności się wyczerpała.”

Najcięższe armaty, jak zwykle zresztą, wysunął Janusz Palikot, który poprzez, niewinne z pozoru, pytania dot. odszkodowania, jakie ma dostać Marta Kaczyńska z racji śmierci obojga rodziców, ordynarnie konfabulował. Później nawoływał, by część z nich przekazać na pomoc dla powodzian.

 

Napieralski z workiem jabłek

Wynik wyborczy kandydata lewicy można interpretować dwojako. Albo jako swoistą powtórkę sprzed trzech lat, kiedy to SLD w wyborach parlamentarnych, dostało ok. 13% głosów. Albo, jeśli weźmiemy pod uwagę przede wszystkim kapitał Grzegorza Napieralskiego z początku kampanii, który wynosił ok. 3-4% i traktujemy to jako „odrodzenie lewicy”.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale