6 obserwujących
186 notek
54k odsłony
  96   1

Jeśli nasza ziemia i nasz las znikną, co się stanie z moim ludem?

Nazywam się Tainaky Tenetehar i pochodzę z Terra Indigena Arariboia, rezerwy położonej w brazylijskim stanie Maranhão. Jestem jednym ze „Strażników Lasu” i dziś przesyłam Wam te słowa, ponieważ potrzebujemy pilnego wsparcia.

Na naszym terytorium żyje około 5000 rdzennych mieszkańców Tenetehar, znanych również jako Guajajara. Oprócz nas, Arariboia jest również domem dla naszych nieskontaktowanych krewniaków, ludu Awá (Awa Guaja). W sercu naszej ziemi mieszkają dziesiątki rdzennych mieszkańców, izolowanych Indian, którzy są najbardziej bezbronnymi ludźmi na naszej planecie. Bez lasu Awa Guaja zostaną zniszczeni.

Prowadząc operacje i patrole jako „Strażnicy Lasu” całymi dniami wędrujemy po lesie w poszukiwaniu nielegalnych drwali, którzy od dziesięcioleci napadają na chronione przez nas ziemie w poszukiwaniu drzew takich gatunków jak ipê, jatobá, copaíba, coumaru. Identyfikujemy najeźdźców, niszczymy ich obozy, wypędzamy ich z naszej ziemi. Drwale są jednak uzbrojeni. Ciągle otrzymujemy groźby śmierci od potężnej mafii drwali. Pięciu z nas zostało już zamordowanych. W 2019 roku zamordowali mojego kuzyna, Paulo Paulinho Guajajarę, próbowano także zabić mnie. Nadal mam kulę w plecach.


Nasza ziemia jest atakowana. Zdajemy sobie sprawę, że nasza kultura stopniowo zanika. Martwimy się o przyszłość naszych dzieci. Za 10, 15 lat, nasze dzieci i wnuki: co się stanie z tymi dziećmi, jeśli inwazja i niszczenie naszej ziemi będzie trwało nadal? Jeśli nasza ziemia I nasz las znikną, co stanie się z moim ludem i naszą kulturą? Jeśli nie będziemy mieli naszego lasu, nasi wojownicy odejdą. Skończy się wszystko, skończy się deszcz, skończy się czyste powietrze i zdrowie, bo nasza medycyna jest w lesie – w drzewach i owocach. Stąd czerpiemy zdrowie. Dla nas nasza ziemia jest święta. Dla nich nasz las jest brzydki, nic nie daje. „Indianin nie produkuje. Indianin jest leniwy. Indianin się nie rozwija” – mówią. Po co mamy się rozwijać, jeśli jesteśmy już rozwinięci na swój własny sposób?

Biali ludzie często mówią, że społeczeństwo brazylijskie musi się rozwijać, aby się doskonalić. Jak może stać się lepsze, skoro do dnia dzisiejszego nie zmieniło się? Rząd nie dba nawet o swoich bliskich. Jeden kraj bombarduje inny, innym krewnym pozwala umierać z głodu, umierać z pragnienia. Pozostawia własnych krewnych na ulicy, wyrzuca ich z domu, przez co jedzą śmieci i mieszkają pod mostami. Umierające dzieci bez jedzenia. Co to za rząd, który nie patrzy nawet na własnych krewnych?

I teraz chcą umieścić swój styl życia pośród nas. Nie akceptujemy tego. Każdy podąża drogą własnego narodu, swojego ludu. Nie będziemy zmuszać ich do zmiany ich własnej kultury. Dlaczego nie pozostawią nas samych, byśmy mogli żyć po swojemu? Tego właśnie chcemy, po prostu żyć w pokoju, bez wojny z nimi. Pragnę prosić czytających, cały świat, aby poruszyli kwestię naszego sposobu życia, bo jest to nasz sposób polowania, śpiewania, nasza kultura i nasz własny język. Mamy prawo do spokojnego życia, wolności i naszego lasu. Bez tego nie przetrwamy.

Nasza ziemia ma życie, dużo życia. Prosta mrówka, która chodzi po tej ziemi, wąż, jaszczurka, to jest nasze życie, wyrażają one równowagę naszego lasu. Każdy owad krzewowy spełnia własną funkcję, pełni rolę na tej ziemi.

Na naszej ziemi żyją również izolowani krewniacy, Awa Guaja. Nie chcą kontaktu z „nieindiańskim” Karaiwami, ani z nami. Kontakt przynosi im chorobę. Zwykła grypa, lekkie przeziębienie dla nich to bardzo poważna choroba, na której nie posiadają odporności [i która może ich wyniszczyć]. Nie chcemy, aby tak się stało.

Z uwagi na troskę, w imieniu obrony naszej ziemi, zaczęliśmy się zastanawiać, co możemy zrobić aby zmniejszyć oddziaływanie na nasze ziemie. Wtedy wodzowie zdecydowali się na utworzenie organizacji Strażników. Byliśmy już zmęczeniu czekaniem na brazylijski rząd, który od tak dawna nie wypełnia obowiązku ochrony i inspekcji ziemi i środowiska.

Rządy często myślą, że używamy naszej ziemi tylko dla siebie. Tak nie jest. Tak naprawdę to płuca świata, nie tylko Brazylii. To płuco jest tutaj poplamione, już boli, na płucu jest już ślad rany. Nie chcemy, aby ta choroba postępowała. Dla nas to rak niszczący las. Martwimy się, że inwazja będzie się nasilała, że nadejdzie bydło i soja. Rząd mówi tylko o agrobiznesie. Agro to, agro tamto. Agro to rozwój, agro to dla nich wszystko. Ale nie dla nas. Dla nas „nasza farma” to nasza zwierzyna, nasz las. Zawsze mówię, że nasze bogactwo jest tutaj na ziemi. To jest „nasza farma”. Nasze świeże powietrze, nasz deszcz. Bez tego jesteśmy biedni. Biedniejsi niż wszyscy.

Dla rządu bogactwem jest soja, trzcina cukrowa i bydło. Biali tak myślą, ale my nie. Według nas pieniądze nie kupią niczyjego życia. Nie kupią życia krewnego, nie kupią życia dziecka. Nasze ziemie otaczają gminy Karaiwów (białych). Są burmistrzowie, jest policja, są liderzy osadników, są radni. Myślę jednak, że nawet wraz ze wszystkimi tymi politykami nie zdają sobie oni sprawy, że istniejemy, że jesteśmy ludźmi, że mamy własne życie. Dlatego tak ważna jest praca „Strażników Lasu”. Monitorujemy, kontrolujemy, rozmawiamy z najeźdźcami, aby nie wkraczali na naszą ziemię. Oni jednak nas nie szanują. Ta ziemia jest nasza, ta ziemia ma właściciela.

Kiedy Rdzenny Mieszkaniec wypędza drwala, myśliwego lub najeźdźcę, który sadzi plony na naszej ziemi, ten następnie potępi to w mieście, a sąd przyjmie ich prośbę i wyśle nakaz aresztowania Indianina. Bronimy tego, co nasze, wewnątrz naszego domu, a jesteśmy postrzegani jak bandyci i przestępcy. Bronimy naszego życia oraz życia naszych krewnych. Jesteśmy już zmęczeni czekaniem na sprawiedliwość. Nasi krewni umierają. Nasi krewni są zabijani. Zabili już kilku wojowników. Zabijają nas po cichu, potajemnie. Dla nas to zimna wojna.

Dlatego prosimy wszystkich o pomoc w wywarciu presji na rząd brazylijski, aby wypełnił swój obowiązek inspekcji i ochrony naszej ziemi. Nasze ziemie są już uznane i poddane demarkacji, ale mimo to, biali tego nie szanują. Jest mi bardzo smutno, choć muszę zachować energię, nie dając po sobie znać jak jest mi smutno. Nie mogę pokazać tego jak boli mnie serce, choć w środku płaczę. Niosąc trudne doświadczenie inwazji, smutku i choroby, którą Karaiwowie przynoszą naszym bliskim, będziemy nadal stawiali opór, aż do ostatniego wojownika. Dopóki mamy własnych wojowników w lesie, nie zamierzamy się poddawać. Będziemy nadal walczyli, nawet bez wsparcia rządu. Będziemy walczyli do końca. Do końca. Dopóki jest małe dziecko, którego możemy bronić, będziemy tam”.

Autor: Tainaky Tenetehar

Tainaky Tenetehar, Se a nossa terra, a nossa floresta sumir, o que vai ser do meu povo? https://brasil.elpais.com/brasil/2021-03-04/se-a-nossa-terra-a-nossa-floresta-sumir-o-que-vai-ser-do-meu-povo.html

Artykuł opublikowany również został na Wolnemedia.net oraz Serwis Solidarnościowy "Borduna"

Redakcja w J. Polskim: Damian Zuchowski

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka