danielik danielik
579
BLOG

Biurokracja po polsku

danielik danielik Rozmaitości Obserwuj notkę 3

 

Ta krótka historia mam nadzieję poprze moją tezę, że w naszym kraju występuję kult „papierologii”, wszędobylska biurokracja oraz brak centralnego systemu wymiany danych między poszczególnymi urzędami. Ponadto ilość urzędników potrzebna do wykonania tak prostej czynności jak zmiana miejsca zameldowania przeszła moje najstraszniejsze przypuszczenia.

Od kilku lat nie mieszkam w swojej rodzinnej miejscowości, więc postanowiłem wreszcie ten stan sformalizować i zameldować się w mieście, w którym obecnie mieszkam. Okazała się to nie takie proste.

Krok pierwszy: Wymeldowanie się

Wydawał mi się najprostszy przyjadę do urzędu gminy, w której jestem zameldowany, wypiszę jakiś druczek, pokaże dowód, 5 minut i po sprawie. Pomijam już fakt, że przecież, gdybym się zameldował w innym miejscu to z urzędu w tym mieście można byłoby przesłać informację o tym fakcie do urzędu w miejscowości, gdzie byłem zameldowany wcześniej. Załatwiłem dzień wolny w pracy. Co prawda obie miejscowości dzieli 30 kilometrów, ale nasze urzędy pracują oczywiście tylko od poniedziałku do piątku od 7.30 do 15.30 i nic się nie da załatwić w innych godzinach. Może kiedyś niektóre urzędowe sprawy będzie można załatwić przez Internet, ale na razie to chyba melodia odległej przyszłości. Przychodzę pewnie do Urzędu Gminy, odnajduję Urząd Stanu Cywilnego. Pukam do drzwi. Wchodzę.

- Dzień dobry

- Dzień dobry

- Chciałbym się wymeldować.

- Oczywiście poproszę dowód i książeczkę wojskową.

- Co. Książeczkę wojskową?

- Tak proszę pana bez tego nie da rady.

Odchodzę z kwitkiem, straciłem dzień w pracy. Fakt moja wina powinienem przeczytać jakie dokumenty trzeba mieć przy sobie, jak się chce wymeldować. Tylko po co książeczka wojskowa przy wymeldowaniu, jak już nawet nie ma zasadniczej służby wojskowej . Cóż wróciłem po kilku dniach. Miałem już wszystko. Wypełniłem jakiś druczek i rzeczywiście 5 minut i po problemie.

Krok drugi: Zameldowanie się

Tu głównie chciałbym się skupić nad ilością pracowników potrzebnych do wykonania tak skomplikowanej czynności jak zameldowanie. Proszę sobie wyobrazić, że 175 - tysięczne miasto potrzebuję do tego celu 4 osób oraz 2 pokoi. Osoby te zajmują się tylko realizowaniem tego postkomunistycznego obowiązku. Tu nauczony poprzednimi doświadczeniami miałem już wszystkie dokumenty. Przedstawiłem odpowiednie dokumenty i wypisałem kolejny druczek. Niestety nie mogłem go wypełnić w pokoju, zostałem wyproszony na korytarz, chyba po to, żebym nie przeszkadzał paniom w ich niezwykle ciężkiej pracy. Otrzymałem potwierdzenie, że zostałem zameldowany w danym mieście i z tym dokumentem miałem udać się do pokoju, w którym urzędnicy zajmują się wyrabianiem dowodów.

Krok trzeci: Wyrobienie dowodu

Przyjmowaniem wniosków o dowód zajmują się w tym urzędzie zaledwie 3 osoby. Oczywiście konieczne było wypełnienie kolejnego wniosku. Jakby nie mogło być centralnej bazy, w której są moje dane, które już przecież wcześniej podałem, przy wyrabianiu poprzedniego dowodu. Wniosek wypełniony, ale pani musi wszystko wprowadzić do komputera. Jakbym nie mógł tego zrobić drogą elektroniczną. Byłoby to ułatwienie i dla mnie i dla urzędników. Wypełniam wniosek i wysyłam go mailem. Po trzech tygodniach dostaję maila, że już jest i idę po odbiór. Takie rzeczy nie w Polsce. Pani podaję mi jednak numer telefonu i informuję, że mogę zadzwonić do urzędu i zapytać się czy mój dowód już jest. To i tak spore ułatwienie.

Krok czwarty: Odebranie dowodu

Dowodu oczywiście nie odbiera się w tym samym pokoju, w którym składa się wnioski. Jest do tego celu wyznaczona kolejna pani. Jej całym zadaniem jest wyjęcie z odpowiedniej szufladki mojego dowodu i danie mi karteczki do podpisu oraz wskazanie informacji napisanej na karteczce przyklejonej na ścianie. Chyba z przepracowania pani ta straciła głos i nie może objaśnić, że teraz zmianę dowodu mam za pośrednictwem Urzędu Miasta zgłosić w Urzędzie Skarbowym. Czyli po prostu wypełnić kolejny druczek i wrzucić go do skrzynki na portierni.

Krok piąty: Zgłoszenie zmiany miejsca zamieszkania do Urzędu Skarbowego.

To już jakiś totalny paradoks. Należy wypełnić kolejny druczek i … zostawić go w skrzynce w urzędzie, ponieważ Urząd Miasta przekazuję druczek do Urzędu Skarbowego. Gdyby istniała jakaś centralna baza danych nie byłoby to potrzebne. Wystarczyło by kilka kliknięć i ile papieru byśmy oszczędzili. Podobno mamy efekt cieplarniany w wyniku wycinania lasów, a tu takie marnotrastwo. Zresztą jeśli i tak urzędnicy za mnie wysyłają ten druk do US to czy nie mógłby on być automatycznie tworzony przez system wskutek wyrabiania dowodu. Nie byłoby prościej?

Krok szósty: Wymiana dokumentów i zgłoszenie w innych urzędach

Nie zdawałem sobie sprawy jak w wielu dokumentach wypisany jest adres. Naprawdę nie wiem po co on jest wszędzie potrzebny. Czy nie wystarczyłby w dowodzie? Oczywiście po zmianie miejsca zameldowania trzeba je wszystkie wymienić (mamy modę na plastikowe dokumenty, na których nie można nic skreślić), a to wiąże się oczywiście ze stratą czasu w kolejkach w kolejnych urzędach i oczywiście nie wszystkie są darmowe. Jak ja się cieszę, że nie własnego mam samochodu, bo musiałbym wskutek zmiany miejsca zamieszkania wymienić dowód rejestracyjny i tablice rejestracyjne. Do dziś nie jestem pewny, czy na pewno zgłosiłem ten fakt we wszystkich instytucjach, gdzie jest to konieczne.

Naprawdę nie mogę wyjść z podziwu jaką wspaniałą maszynkę biurokratyczną udało się stworzyć w naszym pięknym kraju. Załatwienie jednej błahej sprawy jak zmiana miejsca zameldowania wymaga zmarnowanych kilku godzin w urzędach, wykorzystanie dni wolnych w pracy na wycieczki po nich oraz wypełnienia mnóstwa papierków. Dzięki temu natomiast wielu urzędników ma pracę. Chociaż w sens ich pracy coraz bardziej wątpię.

danielik
O mnie danielik

Otwarty na rozmowę i wymianę poglądów z innymi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości