danielik danielik
717
BLOG

Sprawa Grasia, a standardy w innych krajach

danielik danielik Polityka Obserwuj notkę 2

 

Czytając dzisiaj, że prokuratura prawdopodobnie nie zajmie się ponownie sprawą rzecznika rządu Pawła Grasia, a on sam nie ma sobie nic do zarzucenia zastanawiam się czemu nasi zafascynowani zachodem politycy, potrafią czerpać z niego wzorce w kwestiach podwyższenia wieku emerytalnego, czy podatków, ale nie w kwestii standardów moralnych.

Sprawa pana Grasia jest bardzo zagmatwana, najpierw mówił, że jego podpisy sfałszowano, później do fałszowania przyznała się żona, później okazało się , że jednak podpisy są autentyczne. Rzeczywiście pracował w prywatnej firmie niemieckiego biznesmena oraz mieszkał w wilii należącej do tej spółki. Nie jest to może jakaś wielka afera. Być może pan Graś rzeczywiście jest niewinny. Nie mnie to osądzać. Czy jednak w chwili ujawnienia tej sprawy dla oczyszczenia atmosfery wokół rządu nie powinien podać się do dymisji? Czy politycy rządzącej partii nie powinni być jak żona Cezara?

Ponadto  polscy politycy tak lubują się w przywoływaniu zachodnich wzorców. Warto więc zauważyć, że w wyniku podejrzeń o niejasne kontakty ze światem biznesu do dymisji podał się prezydent Niemiec Christian Wulff, który podobnie, jak rzecznik naszego rządu zapewnia o swojej niewinności. Jednak dla oczyszczenia atmosfery zdecydował się na tak radykalny krok.

Warto również podać przykład Szwecji, kraju, który był ostatnio podawany jako przykład w sprawie podnoszenia wieku emerytalnego. W tym kraju politycy za w naszym mniemaniu błahe przewinienia tracili swoje posady. Minister handlu Szwecji Maria Borelius w 2006 roku zatrudniała na czarno opiekunki do dzieci, wykorzystywała poufnie informacje przy handlu akcjami i nie płaciła abonamentu RTV. W Polsce sam premier jeszcze niedawno zachęcał do jego niepłacenia, teraz podobno zmienił zdanie. Podobne zarzuty  doprowadziły do dymisji szwedzkiej minister kultury Cecilii Stegoe Chilo również w 2006 roku. Jeszcze większą zbrodnię popełniła w 1995 roku Mona Sahlin ówczesna minister kultury.  Użyła ona służbową kartę kredytową do swoich prywatnych zakupów. Podobno kupiła 2 czekolady, pieluchy i paczkę papierosów. Tłumaczyła, że pomyliła karty, jednak to nie uchroniło jej od dymisji.

W naszym, o wiele uboższym nadwiślańskim kraju premier lata, co tydzień do domu na koszt podatników i nawet nie uważa, żeby musiał się z tego tłumaczyć. Ministrowie zatrudniają swoich znajomych oraz członków partii i też nie widzą w tym nic niewłaściwego. Traktują ministerstwa, którymi zarządzają, jak prywatny folwark. Jak widać, co kraj to obyczaj.

Czemu nasi politycy, którzy tak chętnie powołują się na przykłady państw zachodnich, gdy forsują kosztowne społecznie reformy, nie potrafią się dostosować do europejskich standardów moralnych? Czy politycy odpowiadający za losy państwa nie powinni być poza wszelkimi podejrzeniami?

danielik
O mnie danielik

Otwarty na rozmowę i wymianę poglądów z innymi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka