„Euro 2012 to wielka modernizacyjna szansa dla Polski”- mówił w listopadzie 2007 roku premier Donald Tusk. Minęło ponad cztery lata. Warto w przededniu mistrzostw zastanowić, czy ta szansa została wykorzystana.
Deficytowe stadiony warte miliardy
Stadiony prawdopodobnie będą w pełni przygotowane na przyjęcie piłkarzy. Wątpliwości mogą dotyczyć jedynie głównej i najdroższej areny mistrzostw – Stadionu Narodowego, którego otwarcie przesuwano już wielokrotnie, a przygotowania do meczu o Superpuchar zakończyły się skandalem i w każdym innym kraju spowodowałby odwołanie pani ministry (jak kazała się określać pani Mucha).
Największym jednak problemem jest nie tylko ogromny koszt budowy stadionów, a również koszty ich utrzymania. Na stadionach w Gdańsku, Poznaniu, czy Wrocławiu , co prawda będą swoje mecze ligowe rozgrywały drużyny z tych miast. Jednak z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że przychody z samych meczy nie będą w stanie pokryć kosztów ich utrzymania. Co spowoduję, że aby stadiony mogły funkcjonować będą musiały być wspierane z kasy miast, w których powstały. Już w tej chwili zaczynają dochodzić do opinii publicznej słuchy, iż już w tej chwili areny Euro 2012 są deficytowe i pewnie przez najbliższe lata się to nie zmieni. Ponadto na Stadionie Narodowym być może swoje mecze rozegra jedynie Polonia, oczywiście jeśli taki kaprys będzie miał jej zamożny właściciel. Ponadto na tej arenie mecze będzie rozgrywać reprezentacja Polski. Jednak na pewno tylko te wydarzenia nie zapewnią utrzymania tego obiektu. Oczywiście na stadionach zbudowanych na Euro 2012 mogą być również organizowane inne imprezy, nie tylko sportowe, jednak jak pokazuje przykład Wrocławia, gdzie zorganizowano między innymi walkę Kliczko-Adamek, nie muszą być one dochodowe. Ponadto warto zauważyć, że wynajem powierzchni handlowej i usługowej oraz loży VIP na razie nie idzie najlepiej.
Drogi, czyli jesteśmy wielkim placem budowy
Wielu obywateli naszego kraju niezbyt fascynują się rozgrywkami piłkarskimi stadiony akurat interesują najmniej. Liczyli oni jednak, że przy okazji, zgodnie z zapowiedziami rządu będąca w opłakanym stanie infrastruktura naszego kraju zbliży się do europejskich standardów. Plany były bardzo ambitne, autostrady miały przecinać Polskę wzdłuż i wszerz. Ponadto sieć nowoczesnych dróg ekspresowych miała połączyć największe polskie miasta. Wielu ekspertów wątpiło w możliwość zrealizowania w tak krótkim czasie tak ambitnego programu. Jednak nasz rząd zabrał się do roboty. Tak o to staliśmy się największym w Europie placem budowy. Niestety budowa trwa do dziś, a co gorsza jej końca nie widać. Co jednak najgorsze środki na budowę dróg będą coraz mniejsze, co oznacza, że wielu inwestycji nie uda się dokończyć.
Mimo, że nasi politycy w ostatnim czasie lubowali się w otwieraniu kolejnych odcinków dróg. Ostatnio w przypływie szczerości minister transportu stwierdził, że program budowy dróg i autostrad zakończył się porażką. Nie ma mowy, żebyśmy dojechali na autostradą na Ukrainę, A2 między Łodzią i Warszawą w najlepszym przypadku będzie drogą przejezdną. Przejezdność oznacza poruszanie się po utwardzonej, pomalowanej i oznakowanej drodze, jednak przy ograniczeniu prędkości. Co już będzie nie lada kompromitacją naszego kraju. Chciałbym zobaczyć minę Niemca, gdy zobaczy jadąc autostradą ograniczenie prędkości do 70 km/h. Co gorsza po zimie okazało się, że obawy, iż jakość wykonania naszych autostrad pozostawia wiele do życzenia okazały się prawdziwe, ponieważ już w chwili obecnej na drogach pojawiły się pęknięcia. Aż strach pomyśleć w jakim stanie będą te drogi za kilka lat. Stan naszych dróg jest chyba najlepszym dowodem na to, że szansa o której mówił parę lat temu premier Tusk nie została wykorzystana. Czyli de facto mimo miliardów wydanych na inwestycję drogowe, które znacznie obciążyły budżet państwa stan naszych dróg w dalszym ciągu jest opłakany i zapewne przez długi czas się to nie zmieni.
Kolej rodem z PRL-u
Stan naszej kolei nie uległ większym zmianom od czasu, gdy dowiedzieliśmy się, że przyznano Polsce organizację Euro. Mami się nas opowieściami o kolejach wysokich prędkości, gdy nasza infrastruktura kolejowa jest wprost wyjęta z PRL, co powoduję, że po prostu się sypie. Czasu nie da się oszukać. Może zamiast przez ostatnie lata marzyć o pociągach mknących ponad 200 km/h, stworzono by warunki by pociągi poruszały się przynajmniej z prędkością 100 km/h. Kolej niestety przez ostatnie rządy traktowana jest po macoszemu. Czego najlepszym przykładem jest wygląd większości polskich dworców. Chociaż trzeba przyznać, że w kilku miastach trwają wreszcie ich remonty lub postanowiono zbudować nowe. Większość środków przeznaczanych była dotychczas na budowę dróg, jakby zapominając, że sprawnie działająca kolej może znacznie odciążyć nasze oblężone przez pojazdy (również ciężarowe) drogi. Na szczęście wreszcie chyba zauważono ten problem i postanowiono w najbliższych latach znacznie zwiększyć wydatki na kolej.
Inne inwestycje
Warto również wspomnieć o drugiej linii metra w Warszawie, która w pierwotnych planach również miała być gotowa przed Euro. Wyszło niestety jak zawsze, trzeba mieć tylko nadzieję, że druga linia metra powstanie szybciej, niż pierwsza.
Kolejnymi priorytetowymi inwestycjami przed Euro 2012, miała być przebudowa lotnisk w miastach, które gościć będą uczestników mistrzostw. Lotnisko Chopina w Warszawie jest już gotowe od ponad pół roku. Również na lotnisku we Wrocławiu już niedługo do użytku oddany zostanie nowy terminal. Mimo wielkich początkowych problemów coraz szybciej przebiega modernizacja lotniska w Poznaniu, ale i tak całość inwestycji nie że zostanie ukończona przed Euro. Lotnisko im. Lecha Wałęsy Gdańsku prawdopodobnie będzie gotowe już niedługo, jednak planowana droga dojazdowa z niego na stadion PGE Arena na pewno nie będzie ukończona przed Euro 2012.
Niepokojące jest również, że na Euro zyskają głównie miasta, w których zostaną rozegrane mecze, ich okolice oraz w mniejszym stopniu miasta w których zostaną zlokalizowane centra pobytowe. Skupienie się tylko na kluczowych dla Euro inwestycjach (zwłaszcza drogowych), ktorych i tak nie udało się zrealizować spowodowało, że zabrakło pieniędzy na strategiczne dla innych regionów Polski inwestycje. Jednym z przykładów jest budowa drogi nr 16 oraz obwodnicy Olsztyna, bez których w dalszym ciągu Warmia i Mazury będą skansenem Europy.
W tym roku dzięki mistrzostwom do Polski przyjedzie mnóstwo kibiców z całej Europy, co prawdopodobnie poprawi koniunkturę w niektórych branżach oraz przyczyni się do wzrostu PKB w tym roku. Jednak będzie to efekt tylko chwilowy. Trudno oczekiwać, że po bliższym poznaniu naszej infrastruktury, będącej w fazie wiecznej budowy wielu turystów zakocha się w naszym kraju i będzie tu wracać rokrocznie. Czy warto było budować stadiony, których koszt budowy wyniósł miliardy, które prawdopodobnie okażą się deficytowe, a ich utrzymanie znacznie uszczupli budżety miast, w których zostały zlokalizowane, tylko po to żeby zorganizować trwające kilka tygodni piłkarskie święto? Przykłady Portugalii, Austrii oraz Szwajcarii mówią, że niekoniecznie.


Komentarze
Pokaż komentarze