Polska jest stosunkowo niewielkim krajem w środku Europy położony miedzy dwoma potężnymi krajami (niech nikogo nie zmyli, fakt, że między nami, a Rosją leży jeszcze Ukraina i Białoruś, bo może to być tylko chwilowe). Nasz kraj nie posiada też znacznych złóż surowców mineralnych (niech nikogo nie zmyli gaz łupkowy, okazuję się, że nie ma, go tak dużo, a po drugie od dawna nie jest już nasz). Jedyną szansą Polski na zaistnienie w światowej polityce jest posiadanie silnej armii, ba śmiem twierdzić, że jej posiadanie jest warunkiem koniecznym do utrzymania przez nasz kraj niepodległości.
Wiele osób powie, że przecież mamy silnych sojuszników, nawet nasz największy historyczny wróg – Niemcy stał się naszym przyjacielem, cała Europa i Stany Zjednoczone stoją za nami. To oczywiście prawda, jednak jest jeden problem i tu należałoby wrócić do drugiej wojny światowej. Wtedy nasza bezgraniczna wiara w sojuszników skończyła się tragicznie. Po pierwsze jedne z największych mocarstw ówczesnego świata: Francja i Anglia nie pomogły nam. Po drugie okazało się, że wcale te kraje nie były takie silne, jak nam się wówczas wydawało, co doskonale obnażył Hitler w maju i czerwcu 1940 roku. Co ważne mieliśmy wówczas o wiele silniejszą armię niż obecnie (niech nikogo nie zmylą filmy, w których przedstawiani ułani atakujący czołgi). Należy pamiętać, że historia lubi się powtarzać. Dzisiaj również może się okazać, że potęga naszych sojuszników jest tylko złudzeniem optycznym, a już niedługo zachodnioeuropejskie kraje mogą mieć ważniejsze problemy wewnętrzne (zarówno gospodarcze, jak również społeczne, które będą się nasilały wraz z rosnącą liczbą emigrantów), niż pomoc naszemu krajowi w razie zagrożenia. Natomiast dla Amerykanów sprawy Europy Środkowej nigdy nie były priorytetem, ponadto nie można wykluczyć, że USA, które obecnie produkują głównie dolary w końcu utracą status supermocarstwa.
Ktoś również może powiedzieć, że przecież w chwili obecnej nie istnieje realne zagrożenie naszej niepodległości. Należy pamiętać, że wróg może pojawić się nagle, a budowa silnej armii jest procesem długotrwałym. Ponadto nie można wykluczyć, że władzę w Niemczech przejmie jakaś formacja nacjonalistyczna, która zapragnie odzyskania ziem, które uzyskaliśmy kosztem naszych zachodnich sąsiadów po drugiej wojnie światowej. Może dzisiaj wydaję się to nierealne, ale czy w latach dwudziestych ubiegłego wieku ktoś pomyślałby, że człowiek taki jak Hitler za kilka lat będzie rządził Niemcami? Ponadto wszystkim przekonanym o tym, że jesteśmy bezpieczni pozostawiam do przemyślenia fakt, że od czasu powstania naszego kraju nie doświadczyliśmy żadnego stulecia, w którym nasz kraj nie prowadziłby żadnej wojny lub nie był pod zaborami.
Spotykam się ostatnio również z opiniami, że wojsko polskie nie powinno uczestniczyć w tzw. misjach pokojowych, które z pokojem mają tyle wspólnego, co pewien starszy pan z profesorem. Oczywiście, że ta cała wojna z terroryzmem to pic na wodę i fotomontaż, ale czy komuś się podoba czy nie każdy kraj musi realizować politykę służącą jego egoistycznym interesom. Moim zdaniem problemem nie jest samo uczestnictwo Polski w tych operacjach, a fakt, że nie czerpiemy z nich korzyści. Ponadto żadne szkolenie nie zastąpi udziału w wojnie. Ktoś powie, że przecież wojna na azjatyckiej pustyni różni się od wojny na europejskiej nizinie. Tylko, że żołnierz nauczy się życia w stresie, czy wykonywania rozkazów w warunkach wojennych, a tego nie zastąpi żaden poligon. Uważam, że po 1918 roku bardzo szybko utracilibyśmy niepodległość, a bolszewicka zaraza rozlałaby się po całej Europie, gdyby nie, fakt, że nasze wojsko było zaprawione w bojach na frontach pierwszej wojny światowej.
Wiele osób powtarza argument, że w Iraku i Afganistanie giną przecież polscy żołnierze. Jakkolwiek źle to zabrzmi, ale trzeba to jasno powiedzieć: żołnierz to zawód, który polega w uproszczeniu na zabijaniu wrogów i ginięciu za Ojczyznę. Jest wojna, więc żołnierze giną. Każdy człowiek wstępujący do armii musi mieć tego świadomość.
Czy naprawdę przeciwnicy wysyłania naszych żołnierzy na misję chcą, żeby nasza armia „gniła” w koszarach, żeby żołnierze za picie kawy i „bawienie” się w wojsko zgarniali, co miesiąc niemałe wypłaty i w wieku czterdziestu kilku lat przechodzili na emerytury? Czy takie wojsko będzie w stanie obronić nasz kraj w razie konfliktu zbrojnego?


Komentarze
Pokaż komentarze