danielik danielik
436
BLOG

Ciężka choroba pańswa polskiego - biurokracja

danielik danielik Polityka Obserwuj notkę 5

 

Ostatnio wizyty w urzędach związane z zakupem samochodu upewniły mnie w przekonaniu, że ten kraj jest chory na bardzo ciężką chorobę. Jest to nowotwór złośliwy, zwany biurokracją. Zaraża kolejne dziedziny życia, utrudniając normalne funkcjonowanie w naszym kraju. Co gorsza  funkcjonowanie tego tworu finansowane jest z naszych podatków i szeregu różnych opłat.

Urząd Skarbowy wie najlepiej

Swoją wycieczkę po urzędach zacząłem od odwiedzenia Urzędu Skarbowego by uiścić podatek od czynności cywilno - prawnych. Sensu płacenia tego podatku doprawy ciężko się doszukać. Przecież zakupiłem rzecz za swoje ciężko zarobione pieniądze, więc dlaczego muszę zapłacić Państwu opłatę w wysokości 2% jego wartości?

Muszę przyznać, że nawet nie straciłem dużo czasu w kolejkach, pani była bardzo miła i wszystko byłoby w porządku, nawet pomogła mi wypełnić stosowną deklarację podatkową (w tym kraju żeby cokolwiek załatwić zawsze trzeba wypełnić sterty makulatury),nawet przecierpiałbym tą cała opłatę, gdyby nie jeden drobny szczegół. Pani urzędnik nie podobała się cena za jaką nabyłem pojazd, stwierdziła, że to niemożliwe, żebym nabył go tak tanio, więc pewnie chce oszukać czcigodny Urząd Skarbowy. W tej chwili poczułem się jak podatkowy oszust, zaczynałem już przypominać sobie jaki los spotkał Ala Capone, oczyma wyobraźni widziałem się w więziennej celi ubrany w pasiak, ze stalową kulą u nogi. Na szczęście miła pani przedstawiła mi swoją wycenę pojazdu i zaproponowała bym zgodził się na zapłatę podatku od tej wartości. Grzecznie się zgodziłem, było mi przez chwilę przykro, że udało mi się wynegocjować tak korzystną cenę. Jednak po chwili pomyślałem, że dziwny to kraj w którym urzędnicy wiedzą lepiej za ile coś kupiłem, niż ja sam…

Wizyta w Wydziale Komunikacji z gwiazdkami w tle

Kolejnym urzędem, który musiałem odwiedzić, żeby dopełnić formalności związane z kupnem samochodu był Wydział Komunikacji. Tu niestety kolejka była o wiele większa, załatwianie każdego interesanta ciągnęło się w nieskończoność, miałem wrażenie, że wszystko to odbywa się, w jakby zwolnionym tempie, ale grzecznie odczekałem swoje, wszak już wcześniej zarezerwowałem sobie cały dzień na jakże pouczającą wycieczkę po polskich urzędach. W międzyczasie wypełniłem kolejny papierek (dzięki ich wypełnianiu udało mi się nauczyć swojego numeru PESEL na pamięć). Wreszcie doczekałem się na mój numerek.

Mówię o co chodzi. Pani urzędnik tłumaczy mi wszystko i nagle pyta mnie czemu nie mam ze sobą tablic rejestracyjnych. Dumnie odpowiadam, że przecież zakupiłem pojazd od osoby z tego samego miasta, więc według mojej wiedzy nie muszę wymieniać tablic rejestracyjnych. Chwilę nawet cieszyłem się, że tak zabłysnąłem znajomością przepisów. Niestety moja radość trwała krótko. Pani zakomunikowała, że mam rację ,ale nie do końca. Po analizie mojego numeru rejestracyjnego stwierdziła, że pewnie na mojej tablicy pod symbolem PL namalowana jest flaga Polski. Niestety obecnie obowiązujący wzór zamiast tej flagi zawiera unijne gwiazdki. Oznacza to, że nie ma zmiłuj, nie pomogą tłumaczenia, że ten wzór z flagą jakoś nie wiem czemu bardziej mi się podoba, niż te cale gwiazdki.  Tablice trzeba wymienić, oczywiście nie zapłaci za mnie ten, który wymyślił tą idiotyczną zmianę, UE jakoś w tym przypadku nie była zbyt chętna, żeby się dorzucić. Zapłaci, więc za to jak zwykle w tym kraju przeciętny Kowalski. 

Niestety nasza biurokratyczna machina musi jakoś zarobić na swoje utrzymanie. Szkoda tylko, że utrzymujemy ich my i kosztuję nas to z roku na rok coraz więcej, wraz z liczbą przybywających urzędników. Ostatnio rządzący naszym krajem zapomnieli, jak wielkim obciążeniem budżetu jest utrzymywanie tej całej machiny, a może politycy są zakładnikami tych urzędników, będących często ich politycznym zapleczem?

danielik
O mnie danielik

Otwarty na rozmowę i wymianę poglądów z innymi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka