Wielu moich rówieśników (niedawnych absolwentów studiów) wręcz marzy o pracy w administracji. Startują w licznych konkursach, mimo, że w wielu wynik jest znany już przed jego ogłoszeniem (o czym wiele osób nie wie lub nie chce przyjąć tego faktu do widomości). Zastanawiam skąd wziął się ten fenomen. Wydaję mi się, że wielu z tych którzy chcą pracować w administracji publicznej myśli, że będą robić coś ważnego, że praca w urzędzie pozwala zdobyć doświadczenie, że zrobią coś dobrego dla kraju. Jest również spora grupa ludzi, którzy po prostu liczy na ciepłą posadkę, w której się nie przepracują, do tego wypłata będzie regularnie na koncie. Premie oraz trzynaste pensję, również niewątpliwie działają na wyobraźnię.
Praca w poszczególnych urzędach oczywiście znacznie się różni, ale na pewno nie należy do najcięższych. Jednak moim zdaniem młody pełen ambicji człowiek, trafiając do państwowych instytucji, szybko zostaję sprowadzony na ziemię. Dostrzega, że nie ważne jest, co potrafisz, ważne, czy masz znajomości. Dostrzega, że mimo, że się stara, że wykonuję więcej, niż jest w jego obowiązkach, zarabia najmniej ze wszystkich, ponieważ ma najkrótszy staż. Nie ważne, że pan Henio cały dzień czyta gazety, nie ważne, że pani Zosia, gdy jej się skończy papier w drukarce to dzwoni do informatyka. Ważne, że przepracowali 30 lat w danym urzędzie, więc im się należy lepsza wypłata (oczywiście w ich mniemaniu i tak nie jest ona adekwatna do ich „ciężkiej pracy”).
Młody człowiek uczy się, że staranie się i ambicja nie popłaca. Wręcz przeciwnie jednostki zbyt ambitne i kreatywne nie są mile widziane. Mogą one bowiem zaburzyć „spokój i ład” panujący w urzędzie. Ponadto często mają większą wiedzę i lepsze kwalifikacje, niż ich przełożeni, a to już jest niedopuszczalne.
Ponadto często najważniejsze stanowiska w państwowych instytucjach sprawują osoby z politycznego nadania lub po prostu rodzina i znajomi włodarzy poszczególnych samorządów. Szary pracownik urzędu, choćby nie wiem jak się starał ma niewielkie szansę awansu.
Wiele urzędów to istny relikt komunizmu. Wielu urzędników robi, więc to samo, co za komuny, czyli przeszkadza w życiu obywatelom. Co najgorsze swoim „entuzjazmem i empatią” zarażają młodych pracowników. Ponadto w dalszym ciągu wielu pracowników administracji publicznej uważa się za władców i w rzeczywistości mają sporo racji. Przecież często jedną decyzją potrafią zrujnować komuś życie, często spowodować bankructwo firmy. Warto jednak zauważyć, że praca urzędnika powinna być służbą, wszak ich pensję są wypłacane z naszych podatków.
Chciałbym, więc zapytać osoby, które niedawno ukończyły studia lub są na ich finiszu: co was tak pociąga w pracy urzędnika? Czy naprawdę chcecie być niedługo zmęczeni ciągłą monotonią, znudzeni życiem młodymi ludźmi, w głębi duszy widząc wiele razy bezsensowność swojej pracy ? Pewnie nie, jednak wielu z moich rówieśników nie widzi dla siebie innej alternatywy. Przecież skończyli studia, więc, co mają iść do pracy fizycznej? Nie, to poniżej godności. A, że „specjaliści” w dziedzinie administracji, socjologii, czy politologii jakoś nie są zbyt poszukiwani na rynku pracy to pozostaje jedno wyjście: żebranie o staż w jakimś urzędzie i liczenie, że uda się dostać wymarzony etat. Tak to szczyt marzeń wielu absolwentów dzisiejszych wyższych uczelni.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)