J. Piłsudski zdjęty z cokołu
NIE MA JEDNEGO PIŁSUDSKIEGO. JEST DWÓCH PILSUDSKICH: JEDEN PRZED- I DRUGI PO-MAJOWY.
0 obserwujących
13 notek
2174 odsłony
  96   2

Trzech ojców w jednej osobie

"Jestem Naczelnikiem całego narodu i wszystkich jego warstw." Józef Piłsudski

image

1 listopada 1918 r., po prawie półtorawiecznej niewoli narodziła się Niepodległa Polska.  Tę datę zgłosił do hipotetycznego Urzędu Stanu Cywilnego Dla Potomnych Józef Piłsudski. I tu wykazał się dużą odwagą cywilną, bowiem nie każdy ojciec przyznaje się do swojego ojcostwa. Z tej radości pomyliły mu się daty i stwierdził, że: " ni z tego , ni z owego, mamy Polskę na pierwszego". A może tak mu pasowało do częstochowskiego rymu.

Tego dnia Rada Regencyjna złożyła na ręce Józefa Piłsudskiego, który w przeddzień przybył do Warszawy z magdeburskiego więzienia, zwierzchnią władzę wojskową oraz naczelne dowództwo nad wojskiem polskim. To niezwykłe wydarzenie tak opisał sam zainteresowany: W listopadzie 1918 r. stał się wypadek bynajmniej nie historyczny, ale taki sobie, zwykły. Z dworca wiedeńskiego przeszedł przez ulicę Marszałkowską na ulicę Moniuszki człowiek, ktόrego stanowisko nazywali Józefem Piłsudskim. W przeciągu kilku dni, bez żadnych ze strony tego człowieka starań, bez żadnego gwałtu, podkopu, bez żadnych koncesji, czy to leśnych, czy jakichkolwiek innych, stał się fakt najzupełniej niezwykły.  Człowiek ten stał się dyktatorem. [z przemówienia w lipcu 1923 r.]
Rada Regencyjna zwróciła się dnia 11 listopada 1918 r. do mnie z prośbą o podjęcie się utworzenia Rządu Narodowego, w którego ręce gotowa jest złożyć swą władzę. Porozumiałem się również z Tymczasowym Rządem Ludowym Republiki Polskiej w Lublinie* i postanowiłem wezwać przedstawicieli stronnictw, celem omówienia zapatrywań na tą sprawę.

Tylko na łamach prasy Piłsudski“wezwał” grzecznie ów rząd do podporządkowania mu się.  W istocie wyzwał płk. Śmigłego-Rydza, sprawującego w nim funkcję ministra spraw wojskowych,  wrzeszcząc:  "Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić!" Aleksandra Piłsudska napisała we ”Wspomnieniach“, że:  "został dyktatorem z woli ogółu". Po uchwyceniu steru rządów ostro zabrał się J. Piłsudski  do  porządków, bo – jak lata później napisała w swoim wierszu  Koniec i początek Wisława Szymborska: "Po każdej wojnie / Ktoś musi posprzątać / Jaki taki porządek / Sam się nie zrobi".
Sprzątanie bałaganu nie za bardzo chyba Naczelnikowi szło, bo w wygłoszonym 29 maja 1926 r. przemόwieniu tak się żalił do przedstawicieli sejmowych: Gdy wróciłem z Magdeburga i posiadłem władzę, jakiej nikt w Polsce nie piastował, wierząc w odrodzenie narodu, nie chciałem rządzić batem i oddałem władzę w ręce zwołanego przez siebie Sejmu Ustawodawczego, którego wszak mogłem nie zwoływać [co za wielkoduszność!] Naród się jednak nie odrodził. Szuje i łajdaki rozpanoszyły się.

Przekazanie władzy J. Piłsudskiemu 11 listopada zbiegło się w czasie z kapitulacją Niemiec, kończącą I wojnę światową.  Ten dzień obchodzony jest jako Święto Niepodległości we Francji, Anglii i krajach byłej Wspólnoty Brytyjskiej. W Polsce zaś, w ramach pisania na nowo historii w interesie rządów sanacyjnych, święto to jest kolejną rocznicą objęcia władzy przez J. Piłsudskiego.

Jak to ujęłam w tytule, ojców niepodległości było trzech. Oprócz J.Piłsudskiego, do miana tego mają prawo również Ignacy Jan Paderewski i Roman Dmowski.                               

I. Paderewski, jako światowej sławy pianista, od lat mieszkający poza granicami Polski, głównie w USA, od samego początku I wojny światowej działał na rzecz niepodległej Polski, wykorzystując swoją popularność. Przyjaźnił się z doradcą prezydenta Woodrowa Wilsona, Edwardem Housem. Przed każdym koncertem wygłaszał mowę dotyczącą polskiej niepodległości. To dzięki niemu sprawa wolnej i suwerennej Polski znalazła się w 13. punkcie orędzia prezydenta Wilsona: Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować paktem międzynarodowym.

Pod koniec grudnia 1918 r. Paderewski powrócił do Polski. Jego przybycie do Poznania, połączone z płomiennym przemówieniem, stało się zarzewiem zrywu narodowego, znanego jako Powstanie Wielkopolskie. Było to jedyne w historii Polski powstanie zakończone sukcesem. Po przybyciu do Warszawy Paderewski podjął się mediacji między zwolennikami Piłsudskiego i Dmowskiego. Sam został premierem nowego rządu II RP.

Na Konferencji Paryskiej w Wersalu, 28 czerwca 1919 r. wraz z R. Dmowskim reprezentował interesy Polski.  I chociaż nie wszystkie polskie postulaty zostały załatwione po myśli naszej delegacji, to Paderewski uważał, że  mamy powody do radości.  Tak mówił do posłów podczas debaty ratyfikacyjnej w polskim sejmie: "Ocknijcie się, otrząśnijcie, bo w całym długim szeregu dnia piękniejszego, sławniejszego, wiekopomniejszego nie ma, daty szczęśliwszej, piękniejszej i płodniejszej niż dzień 28 czerwca 1919".

Trzeci ojciec – Roman Dmowski, zajmował się zachodnimi, północnymi i południowymi granicami niepodległej Polski, jako że Naczelnik był ukierunkowany głównie na wschód (widział je w obrębie 1-go rozbioru). Według Dmowskiego:
Otym, co będzie po wojnie, po odbudowaniu Polski, jaka będzie jej konstytucja, kto nią będzie rządził, nie było czasu myśleć. Teraz chodziło o to, żeby Polska była, żeby miała należyte granice i pomyślne położenie zewnętrzne.

R. Dmowski przemawiał przed szacowną Radą Najwyższą w Wersalu bez notatek i tłumacza, przechodząc płynnie z angielskiego na francuski (uważał, że tłumacz nieprawidłowo interpretuje jego wypowiedzi). Zabrał też ze sobą, w charakterze doradcy, znakomitego geografa, prof. Eugeniusza Romera, bowiem Anglicy nie bardzo wiedzieli, gdzie tę Polskę umieścić na mapie Europy.

Był też Dmowski gorącym zwolennikiem stworzenia polskiego wojska we Francji i Rosji. Dzięki jego dyplomatycznym zabiegom jako prezesa Polskiego Komitetu Narodowego w Paryżu, powstała – przy dużej pomocy I. Paderewskiego – polska armia, od niebieskiego koloru mundurów, zwana Błękitną. Na czele jej stanął gen. Józef Haller. Ciągnęli do polskiego wojska Polacy z całego świata, głównie z Francji i Stanów Zjednoczonych, ale także z Kanady, Brazylii, Argentyny, Wielkiej Brytanii, Holandii i Rosji. Świetnie wyposażona, licząca około 90 tys. żonierzy, przybyła do ojczyzny w czerwcu 1919 r. i brała udział w wojnie polsko-bolszewickiej. J. Piłsudski był przeciwny tworzeniu wojska poza granicami kraju i po  wykorzystaniu jej na froncie wschodnim, pozbawił gen. Hallera dowództwa nad Błękitną Armią, a następnie formację rozwiązał.

Każdy dobry ojciec stara się i powinien zapewnić swojemu dziecku bezpieczeństwo, czyli w przypadku Polski, zadbać o jej granice.  Naczelnik w tej kwestii dopuścił się karygodnych zaniedbań. Widział bowiem Polskę jedynie w granicach zaboru rosyjskiego.  Dlatego ociągał się z pomocą wojskową powstańcom wielkopolskim. Przymuszony, wysłał tam grupę 108 oficerów pod dowództwem byłego generała carskiej armii, Dowbora-Muśnickiego, licząc, że ten skompromituje się i wzbudzi niechęć wśród polskich żolnierzy spod zaborów pruskiego i austriackiego: Wysłanie Dowbora do Poznania było celowe. Liczę na to, że on sam i jego oficerowie swoją nieznajomością służby, jak i swym zachowaniem, wywołają wśród polskich żołnierzy armii niemieckiej, przyzwyczajonych do dobrych i odpowiedzialnych oficerów, niezadowolenie i rozczarowanie do jego osoby poznańskich czynników politycznych.
I tu się srodze w swoich oczekiwaniach zawiódł, bowiem “ruski” generał dowodził świetnie.  Podobnie postąpił  Piłsudski wcześniej, kiedy w pierwszych dniach listopada 1918 r. doszło we Lwowie do zamachu “ukraińskiego” przeciwko polskim władzom tego miasta. Do jego obrony poderwała się spontanicznie lwowska młodzież. Zadanie udzielenia z Warszawy wojskowego wsparcia  powierzono gen. T. Rozwadowskiemu.  W tym czasie powrócił z Magdeburga Piłsudski i natychmiast wyhamował wszelkie działania odsieczowe. Jak pisał kpt. Czesław Mączyński:  "Wielkie plany z odsieczą i pomocą poszły w kąt daleki "[w: Boje lwowskie].

Naczelnik przez trzy tygodnie uparcie odmawiał pomocy walczącym. W swoim odczycie pt. Obrona Lwowa tak pisał: Razu pewnego w Belwederze, gdy z codziennym rannym raportem wchodził do mnie adiutant, by mi zameldować o audiencjach powszechnych, znalazł mnie w niebywałej dotąd postawie. Przy boku leżał pistolet i powiedziałem adiutantowi, patrząc mu w oczy i grożąc, słowa:” Lwów, a strzelam !” Adiutant przerażony wyszedł i skreślił wszystkie audiencje w sprawie Lwowa. [w:Pisma, mowy, rozkazy].

Na szczęście naciski społeczeństwa były tak silne, że Piłsudski musiał wreszcie ulec, aby nie skompromitować się całkowicie i nie doprowadzić do rozruchów w Warszawie.  Dobiegał trzeci tydzień samotnej walki opuszczonych obrońców Lwowa, nazwanych później Orlętami Lwowskimi…  Większość z nich swoją śmierć “zawdzięcza” zbrodniczej obojętności na ich los J. Piłsudskiego.

Wojciech Korfanty, przywódca III Powstania Śląskiego, który walczył o przyłączenie Górnego Śląska, Wielkopolski i Pomorza do Polski, tak pisał o J. Piłsudskim: "Gdyśmy tu [na Śląsku] walczyli o każdą piędź ziemi polskiej, która więcej jest warta niż całe powiaty na Rusi, odpowiedzialni sternicy naszego państwa szukali szczęścia i sławy pod Kijowem, by później bronić Polski przed bolszewikami aż pod bramami Warszawy".
A Ignacy Daszyński – premier rządu lubelskiego, a później marszałek Sejmu, stwierdzał: "Wszyscy Polacy zgodnie oświadczają, że chcą narodowego prawa dla wszystkich trzech zaborów powstałych po gwałcie rozbioru Polski: wszystkie trzy zabory mają być złączone i ogłoszone jako niepodległe państwo, a to zjednoczenie i ta niepodległość musi dojść do skutku na drodze międzynarodowego prawa, na międzynarodowym światowym kongresie pokoju".

Jak już pisałam, J. Piłsudskiego interesowały tylko wschodnie rubieże przyszłej Polski, gdzie chciał utworzyć federację, nazywaną Międzymorzem, złożoną z państw Europy Środkowo-Wschodniej, a konkretnie:  Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi, Ukrainy, Czechosłowacji, Węgier, Rumunii, Jugosawii oraz  ewentualnie  Finlandii. Oczywiście  pod supremacją Polski.  Tak o tym pisał: 
"W polityce zagranicznej nasze pole działania jest na wschodzie – tam możemy być silni. Bezsensownym jest wdawanie się Polski zbyt skwapliwie w stosunki zagraniczne zachodnie dlatego, ponieważ tam nic innego nie może nas czekać, jak tylko włażenie zachodowi w dupę…i bycie w tej dupie obsrywanym".

Marszałek od początku dążył do jednoosobowego decydowania o losach nowo powstałego państwa,  świadomie izolował Polskę od sąsiadów i odżegnywał się od wszelkich sojuszy: "Jeśli znajdowałem się w obcym mieście, nie pytałem nikogo, jak trafić tam, dokąd chciałem się dostać. Trafiałem sam, bez pytań, bez odwoływania się do cudzej pomocy. […] Z traktatami, moi panowie, jest tak samo jak z kwiatami i dziewictwem.To trwa tyle, ile trwa".

Wincenty Witos na procesie brzeskim powiedział, mając oczywiście na myśli Marszałka Piłsudskiego: "Wyznaję zasadę, że nigdy i nigdzie, w żadnym państwie nie wystarczy i dla obrony, i w każdej innej sytuacji państwa, ani klika, ani poszczególny, choćby najwięcej genialny człowiek. Ciężar ten musi wziąć na siebie całe społeczeństwo. Nie chcemy więc, żeby Polska budowana była na jednym człowieku, chcemy, ażeby budowało ją całe społeczeństwo".

Dwóch ojców z tego szacownego triumwiratu pozbawiono praw rodzicielskich i na politycznej arenie  pozostał najbardziej przebojowy, czyli Józef Piłsudski. Na skutek jego, a później jego następców polityki Polska, mając trzech ojców, została we wrześniu 1939 r. sierotą.

PS.  J. Piłsudski, lepiej niż ojciec II RP, sprawdził się w roli ojca chrzestnego (nie mylić z mafią, chociaż tu bardzo bym się nie upierała…). Naczelnik bowiem z upodobaniem objeżdżał kraj, by wygłaszać okolicznościowe przemówienia na temat gospodarki (o której nie miał zielonego pojęcia) i dekorować orderem Virtuti Militari żołnierzy i oficerów legionowych, zasłużonych podczas walk. W tym celu jeden z jego adiutantów woził za nim walizkę z owymi orderami.  Przy okazji chętnie występował jako ojciec chrzestny niemowląt, których matki oczekiwały go w kościołach odwiedzanych miast. Przeważnie byli to chłopcy, którym nadawano imię Józef, ale zdarzały się też dziewczynki, i te dostawały imię Wanda (nie po tej, która nie chciała Niemca, tylko po starszej córce Marszałka). Stąd zatrzęsienie Józefów w dwudziestoleciu międzywojennym. Później dzieci te były obdarowywane gospodarstwami na wschodzie. J. Piłsudski tak sobie upodobał to zajęcie, że nawet w dniu rozstrzygającej bitwy pod Warszawą, czyli 15 sierpnia 1920 r., opuścił swoje wojsko, by uczestniczyć jako ojciec chrzestny w chrzcie kolejnego Józefa  w Puławach.

* Rząd ten powstał 7 listopada 1918 r. w Lublinie z Ignacym Daszyńskim jako premierem.
Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale