J. Piłsudski zdjęty z cokołu
NIE MA JEDNEGO PIŁSUDSKIEGO. JEST DWÓCH PILSUDSKICH: JEDEN PRZED- I DRUGI PO-MAJOWY.
0 obserwujących
14 notek
2616 odsłon
  187   3

Kazał pan, musiał sam – jak zjawy nie chciały słuchać rozkazów Marszałka

Zjawy uparcie odmawiały przybycia na rozkaz Marszałka, co musiało doprowadzać go do szewskiej pasji.

W 1923 r., po zamachu na prezydenta Narutowicza (jeden z głόwnych powodόw zrzeczenia się władzy podanych przez J. P.) i objęciu władzy przez prawicę, Naczelny Wόdz dobrowolnie udał się na polityczną emeryturę, czyli – jak to poetycko ujął jeden z jego hagiografόw – “usunął się w cień” (wlasny?). Zamieszkał wόwczas w Sulejόwku (w dogodnej bliskości Warszawy), w willi o wdzięcznej nazwie “Milusin”, zbudowanej z inicjatywy Komitetu Żolnierza, za pieniądze pochodzące ze składek żolnierzy (czytaj: legionistόw). Wierni weterani ostatnie zlotόwki oddali swemu uwielbianemu Wodzowi. On zaś nie niepokojony przez nikogo, chciał się oddać pracy pisarskiej i cieszyć się szczęściem rodzinnym. To tu powstały wiekopomne dzieła, w dużej mierze poświęcone własnej osobie, jako że J.P. byl wpatrzonym w siebie megalomanem.

image
Nie dane mu jednak było, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, zresetować się w spokoju, bo w ślad za nim podążył nieodłączny „zapluty karzeł na krzywych nόżkach”, jak ten tajemniczy Don Pedro – szpieg z Krainy Deszczowcόw za kucharzem Bartolinim Bartlomiejem (z dobranockowego „Porwania Profesora Gąbki”). Ale aby za bardzo się nie zmęczyć, ograniczał się Marszałek tylko do pracy umysłowej, ponieważ, jak zwierzala się w swoich wspomnieniach jego druga żona, Aleksandra: „…nie znosił pisania, więc dyktował mnie, a czasem komuś ze znajomych […] Przez cały czas mąż chodził po pokoju, paląc papierosa za papierosem i dyktował płynnie, bez zająknienia, tak że ledwo mogłam nadążyc z pisaniem” [A. Piłsudska, Wspomnienia].

Myliłby się jednak ten, kto dałby się zwieść tej sielskiej atmosferze, panujacej ponoć w dworku. Marszałek bowiem żywo interesował się sytuacją polityczną w państwie, a tajni posłańcy kursowali w tę i we wtę, przywożąc wieści ze stolicy i zabierając rozkazy. Wόdz przyczaił się i czekał na dogodny moment, by znόw dorwać się do wladzy. Pełna konspiracja. Jego prawdziwe zamiary trafnie „rozpracował”amerykański ambasador-H. Gibson: „Jeżeli Marszałek Pilsudski odejdzie od władzy, nieprawdopodobne jest, że będzie zadowolony ze spokojnego wypoczynku. Potrzeba działania, intryg i fascynacji działaniem jest mocna […] Jest tylko pytanie, czy jest bardziej niebezpieczny dla kraju jako oficjalny przywόdca, czy w stanie spoczynku”.
Na „wygnaniu”, oprόcz politycznego knucia i twόrczości literackiej (miał niezaprzeczalne zdolności w tej dziedzinie), w wolnych chwilach, głόwnie nocą , zajmował się Marszałek stawianiem pasjansόw i…wywoływaniem duchόw.

image

„Pasjanse odgrywały zawsze dużą rolę jako sposόb odpoczynku. Mąż kładł rόżne pasjanse. Nazywały się „przescieradło”, „warkocz Wenery”, „ogonki”, „Uziemblina”, bo nauczony przez panią Uziemblinę … Był też taki, ktόrego nauczyła go pani Rydz-Śmiglina, więc nazywał go „Śmiglina” – i wiele innych … żjawiska pozamaterialne zawsze bardzo go interesowały. Toteż, kedy gen. Zaruski zaprosił męża… na seans spirytystyczny, mąż wyraził zgodę na wzięcie w nim udziału. Ale seans nie był udany; wyraźniejszych zjaw nie widział. [A. Pilsudska, Wspomnienia]

Zjawy uparcie odmawiały przybycia na rozkaz Marszałka, co musiało doprowadzać go do szewskiej pasji. Pofolgować swojej złości udało mu się dopiero po śmierci, kiedy to sam jako zjawa ukazał się św. Faustynie 12 maja 1935 r. (czyli w dniu swojego zgonu), chociaż ta, jako zagorzala katoliczka, okultyzmem się nie parała. Zakonnica tak to opisała w swoim Dzienniczku*: „Pewnej chwili dnia 12 maja 1935 r. wieczorem, natychmiast po położeniu się do łóżka zasnęłam, ale jeżeli prędko zasnęłam, to jeszcze szybciej zostałam obudzona(…). Nieoczekiwanie ujrzałam pewną duszę, która oddzielała się od ciała wśród okropnych męczarni. O Jezu, pisząc to, drżę cała, po zobaczeniu okropności świadczących przeciwko tej duszy. Zobaczyłam wychodzące jakby z błotnistej przepaści dusze dzieci małych i nieco większych, koło 9 lat. Te dusze były odrażające i okropne, podobne do najbardziej przerażających potworów, do rozkładających się zwłok. Lecz te zwłoki żyły i świadczyły przeciwko konającej duszy. A dusza, którą widziałam w agonii jest duszą, którą świat czcił i uwielbiał, czego rezultatem jest próżnia i grzech. Wreszcie na koniec wyłoniła się jakaś niewiasta, która w czymś podobnym do fartucha niosła łzy, i ta niewiasta świadczyła wiele przeciwko tej duszy. O, straszna chwilo, w której trzeba będzie ujrzeć swe czyny w ich istocie i nędzy. Żaden z tych czynów nie będzie zapomniany i będą towarzyszyć wiernie przed sądem Bożym. Brak mi słów i porównań, aby wyrazić rzeczy tak okropne, i, chociaż wydaje mi się, że ta dusza nie będzie potępiona, to jednak jej męki nie różnią się niczym od męczarni w piekle. Jedyną różnicą jest to, że się w pewnej chwili skończą.”

image

Brrr…włos się po prostu jeży na glowie… „Siły nieczyste”, jak powiedziałby imć Onufry Zagłoba.

*Cytuję za portalem Fronda.pl: W wizji nie pada wprawdzie nazwisko Piłsudski, niemniej podczas tworzenia „Dzienniczka” spowiednik św. Faustyny, ks. M. Sopoćko, zaświadczył, że wedle jej relacji chodziło o Marszałka. Ciekawe, że w większości polskich wydań „Dzienniczka” nie jest wyjaśnione, o kogo chodzi w tym zapisie.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale