Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
3050
BLOG

Atomek Ziemkiewicza

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 48

 

Najnowsze (28 marca) „Uważam rze” opublikowało felieton Rafała Ziemkiewicza pt. "Jarek, Donek i atomek" poświęcony antyatomowym lękom i obsesjaom „salonu”. Rzecz jasna, mówiąc o „salonie” autor nie miał na myśli naszej „24-ki”, a szkoda, wcześniej bowiem na tej niwie przetoczyła się dyskusja o pożytkach i zagrożeniach związanych z energetyką jądrową. Uważam, że – ja to robię przez „żet”, a nawet dwa – była to dyskusja interesująca i merytoryczna. Najciekawiej było na stronie Einego(przeciwnik EA), Ortodoxa (zwolennik)  oraz w lubczasopiśmie „Elektrownie Atomowe”. Nie chwaląc się, i u mnie(przeciwnika) też było ciekawie a momentami ostro. Jeśli ktoś chce poznać argumenty obu stron może się zawsze do tych stron odwołać. Za ich pomocą można skatalogować i precyzyjnie rozpoznać znakomitą większość argumentów i sposób myślenia obu stron sporu.

Ziemkiewicz jest zwolennikiem „atomu” przypuszczając, iż jest to najszybsza droga do energetycznego uniezależnienia się od Rosji. Jest to pogląd zrozumiały, choć, moim zdaniem, błędny. W tej sprawie jesteśmy z red. Ziemkiewiczem równi sobie, obaj nie znamy się na energetyce i technologiach nuklearnych, ani nie posiadamy wykształcenia technicznego. Nie wiem czy popularny felietonista śledzi zagadnienia współczesnej fizyki i nowych technologii. Jeśli nie, to mam nad nim pewną przewagę, niwelowaną, być może, jego większym talentem. Teoretycznie moglibyśmy więc sobie podyskutować na jednej płaszczyźnie, ale sposób referowania tematu przez Ziemkiewicza nasuwa przypuszczenie, że ma on już oczy i uszy szeroko zamknięte i zalepione woskiem pogardy, dla ewentualnego dyskutanta. Oto kilka zdań z felietonu, najpierw lead” „Zabobonny strach przed niezrozumiałą nowoczesnością jest modny na salonach A następnie : „Felieton   [Prusa] był o przeraźliwej ciemnocie ludu polskiego i winnych tego stanu rzeczy.  Przypomina mi się on nieodparcie ilekroć słyszę histeryczne okrzyki, żeby nie budować w Polsce elektrowni atomowych I dalej: „Ludzie, którzy kompletnie nie rozumieją, czym różni się reaktor jądrowy od bomby zrzuconej przed laty na Hiroszimę, nie tylko nie czują potrzeby swego nieuctwa się wstydzić, ale wręcz są z niego dumni”  […] Historycznie rzecz ujmując. Rozmnożenie tej ciemnoty jest pośmiertnym, światowym sukcesem Związku Sowieckiego”  […] nic nie uniezależni nas od Rosji tak, jak własna elektrownia jądrowa, dlatego  [podkreślenie moje] nie brak w Polsce ludzi wymachujących trupimi czaszkami” ….itd.

 Nie wiem do końca, czy ta garść aroganckich cytatów zasługuje na jakąkolwiek dyskusję, zbyt jednak lubię Ziemkiewicza, by tak to pozostawić odłogiem. Mam mu też to do zawdzięczenia, że wielokrotnie, i bez większego wsparcia, zabierał głos także w moim imieniu. Z drugiej strony często przybiera on ostatnio pozę besserwissera. Trudno z kimś takim gadać…, ale ośmielony faktem, iż niedawno udało mi się skonfundować nachodzącą mnie grupkę Jehowitów udowadniając (pewnie trochę przez przypadek), że jednak nie znają Pisma Świętego, spróbuję.

Ziemkiewicz posługuje sięàrebours argumentacją odwołującą się do autorytetu. Na zasadzie: nie masz racji, bo tak jak ty mówi X – a to znany głupek. Wybiera sobie wygodnego przeciwnika – a to niepiśmiennego chłopinę, a to zachodniego pacyfistę z czasów Breżniewa, a to znów, przykuwającego się do drzew, zidiociałego neohippisa. Tacy oto ludzie – drogi czytelniku – są przeciwni energetyce atomowej! A przecież, jak zauważył z podobną dezynwolturą inny modny publicysta: „jak coś kwacze jak kaczka…. (gada jak pacyfista), to jest kaczką (pacyfistą). Nie lubię tego typu argumentacji. Nie podoba mi się, gdy mnie ktoś, wbrew mojej woli, zapisuje do jakiejś grupy powodu pojedynczego osądu. Oczywiście można porównać każdego z każdym. Ja np. mam cały zespół poglądów prawdopodobnie identycznych do tych jakie posiadał Adolf Hitler, obaj np. dostrzegliśmy, że pies ma zwykle łapy cztery a człek zaledwie dwie nogi. I nic z tego nie wynika. Gdyby głos felietonisty „U rz” zabrzmiał w internecie, to sposób prezentacji poglądów, pomniejszający osoby pozostające w niezgodzie z autorem, a wręcz sugerujący ich agenturalność wobec obcego mocarstwa, nazwalibyśmy trollowaniem. Tymczasem mój podeszły wiek pozwala mi pamiętać jeszcze, jak RAZ wściekał się na środowiska Unii Demokratycznej czy „G.W.” za traktowanie społeczeństwa jak stada krtetnów.

Komentatorzy na mojej stronie także, po prawdzie, także rozpoczęli dialog od zarzucenia mi ciemnoty, zabobonu, i ogólnej ignorancji. Trzeba przyznać, że nie stało się to wiodącym tematem sporu. Gdy ktoś jest zwolennikiem wprowadzenia kontrowersyjnej technologii, lub prawa, to na nim ciąży obowiązek dowodowy. W tym przypadku, zwolennicy „atomu”, powinni starać się udowodnić, że elektrownie będą bezpieczne i ekonomicznie zasadne. Podkreślanie ignorancji jakieś osoby, lub grupy osób, jest głosem nie na temat. Nie wolno w podobnych okolicznościach obrażać się na czyjąś prawdziwą czy wyobrażoną niewiedzę, trzeba cierpliwie wykładać swoje racje. W Salonie24 pomawianie przeciwników energetyki jądrowej o ignorancję jest nb. wyjątkowo niezręczne, gdyż akurat większość wśród „naszych” fizyków, z szanownym Profesorstwem na czele, stanowią akurat przeciwnicy tej formy produkcji prądu elektrycznego.

Nie będę w tym miejscu powtarzać argumentów przeciwko elektrowniom jądrowym. Wszystko jest w podlinkowanych dyskusjach. Warto się z nimi zapoznać, choćby po to by skonstatować, być może ze zdumieniem, nie najgorszą wolę obu stron. No, ale tam rozmawiali zwykli internauci, blogerska tłuszcza. Dyskutując z Ziemkiewiczem, deklarującym się, w tej odsłonie, z goła nieoczekiwanie, jako zwolennik postępu, nie mogę jednak nie zauważyć, że nie orientuje się on chyba, iż technologia atomowa nie jest w dzisiejszej energetyce cudem nowoczesności. Być może kiedyś znów będzie, w wersji termojądrowej. Znacznie prędzej, za nowoczesne uważane będą rozproszone systemy niewielkich elektrowni wodnych, wiatrowych, geotermicznych, słonecznych, wykorzystujących prądy morskie, różnice potencjałów elektrycznych między środowiskami np. między wodą słodką a słoną, tysiące ślimakowych wiatraków zakładanych na blokach mieszkalnych, w miastach, gdzie zawsze są silne przeciągi. To nie bajki. Te technologie są już gotowe. Są niedrogie i niepodatne na zniszczenia, i bardziej kataklizmo- wojno- idioto- i- alkaidoodporne, niż jakakolwiek wielka elektrownia. Dziś już nawet niemieckie farmy wiatrowe są przestarzałe. Są lepsze urządzenia. Powiadacie, że fantazjuję, że to są często prototypy, lub urządzenia produkowane na małą skalę, ale przecież to ten sam argument, którym posługują się „atomiści” – „teraz mamy bezpieczniejsze, lepsze technologie jądrowe” To prawda, są znacznie bezpieczniejsze i sprawniejsze reaktory, choć jeszcze nie przełomowe technologicznie. To, co ma być przełomem jest wciąż w laboratoriach, zatem i „antyatomistom” wolno zachwalać swoje zabawki, wykonywane w niezbyt imponujących ilościach.  Póki co, ich firmy nie dysponują środkami porównywalnymi choćby do tych, które są przeznaczane na utylizację odpadów radioaktywnych.  

Energia elektryczna jest wszędzie, jest jej tyle, że tylko brać. Dlaczego tak się nie dzieje? Otóż dlatego, że Edison wcześniej niż żarówkę, wymyślił licznik elektryczny. Energetyka rozproszona nie daje pieniędzy wielkim koncernom i naszym spółkom z udziałem skarbu państwa, być może zapowiada nawet ich – odległy – kres. Jest też słabiej przez państwo kontrolowalna, choć potrzebuje sprawnej sieci przesyłowej i systemu „hurtowni” energetycznych. Ktoś, kto ma władzę mniej zarobi, nie przeznacza się więc pieniędzy na jej rozwój. Tak jest nie tylko w Polsce. Typowym działaniem koncernów technologicznych jest kupowanie, poprzez firmy typu  blue angel  pomysłów i patentów by… schować je pod dywan. Jednak dla takiego kraju jak Polska, gdzie nie ma ani jednego wielkiego krajowego koncernu, właśnie taka energetyka mogłoby być miejscem właściwym do stworzenia naszego Hyundaia czy Nokii.

Dlaczego warto rozwijać te nową/starą, nie chcę jej nazywać alternatywną, energetykę. Pierwsza elektrownia atomowa mogłaby powstać w Polsce w 2022 r. Za jedenaście lat. W tym czasie sporo się zmieni. Wg szacunku min. Hanny Trojanowskiej w 2030 r. polska energetyka atomowa mogłaby zapewnić 15% naszego zapotrzebowania energetycznego. Piętnaście procent! To nie jest jeszcze uniezależnienie się od Rosji.  Modernizacja linii przesyłowych da nam podobne wartości. Czy się zatem nie mylę, że tezy Ziemkiewicza, prócz arogancji, są też staroświeckie i obskuranckie?

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (48)

Inne tematy w dziale Technologie