Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
247
BLOG

paraOjczyzna

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Polityka Obserwuj notkę 0

 

 

·   Są państwa ustanowione dla dobra i ochrony swych obywateli i są zorganizowane dla innych dla celów, nazwijmy je „biznesowymi”. To podstawowa różnica cywilizacyjna.

·  Czy nierozliczenie zbrodni komunistycznych, brak zainteresowania Polakami za granicą i obecne swawole urzędników mają ze sobą coś wspólnego? Twierdzę, że tak.

Najpierw kilka słów dla wyjaśnienia tytułu. Słowo „ojczyzna” jest dla wielu z nas „święte", zatem poprzedzanie go jakimiś przedrostkami może zakrawać na zamach na sacrum. Dlaczego zatem paraOjczyzna, czyli Ojczyzna niepełna, niedostateczna, obciążona jakąś istotną wadą? Pojęcie „ojczyzny” posiada kilka znaczeń. Jeśli rozumiemy jego definicję jako; ziemię i groby przodków, wspólnotę języka i kultury, pamięć historyczną i sferę patriotycznego afektu, to współczesna Polska, czasem z trudem a czasem z pewnym nadmiarem, wypełnia tę rolę. Ojczyznę wszakże kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego, że własna, co zauważył niegdyś Seneka (Filozof). Wiedział co mówi, jako wychowawca Nerona, znał się na imponderabiliach. Starożytny cytat ukazuje zakres tego pojęcia, dotyczący poczucia współwłasności. Jego użytkownicy powinni mieć przekonanie, że mówią o miejscu, w którym są współgospodarzami, nie wyłącznie siłą roboczą, a już z pewnością nie szczutą zwierzyną.

 

Coś więcej niż państwo w państwie

 

Telewizyjny cykl „Państwo w państwie” ukazuje Polskę jako kraj urzędniczych wybryków. Prezentowane są tam przykłady łamania ludziom życia, rujnowania przez pozornie nazbyt gorliwych urzędników całych firm i pozostawianie ich pracowników na bruku. Takich przykładów jest rzeczywiście sporo, można bez trudu znaleźć takie, które wprost ukazują złą wolę kontrolerów małego i średniego biznesu. Autorzy cyklu stają po stronie obywateli, starają się pomóc im w walce z niesprawiedliwością. Ja jednak upieram się, że ten program, choć ogólnie pozwala rozeznać się w naszej sytuacji jest także nieco mylący. Nie chodzi nawet o to, że programy telewizyjne nie powinny zastępować wymiaru sprawiedliwości. Mylący jest już sam jego tytuł, który sugeruje, że świat złych urzędników jest jakąś niszą, chorym organem państwa, który można wyleczyć lub zoperować, a wszystko będzie cacy. Otóż nie będzie. Przedstawieni w tym cyklu przestępcy w białych kołnierzykach, tacy po prostu mają być. System ich premiowania oraz kontroli nad nimi tak jest bowiem skonstruowany, by mogli postępować właśnie w taki sposób, jaki ukazują przytoczone audycje. Absolutnie nie neguję dobrej woli twórców tych programów, lecz zastanawiam się czasem, czy zgoda na ich emisję nie wynika z przesłania; „Popatrzcie sobie, możemy was wdeptać w ziemię i pozamiatać wami podłogi. Nic nam nie możecie zrobić”.

 

Fundamenty ustroju

 

Rzeczypospolita jest zorganizowana na fundamentach państwa, które odebrało ludziom własność. Obecne władze i zaprzyjaźnieni z nimi działacze czerpią z tego tytułu niemałe korzyści. Piszę o tym w kontekście otrzymanej niedawno Białej Księgi Absurdów i Nieprawości w Polsce. Jej autorzy, związani ze środowiskiem „Dekretowiec”, zrzeszającym osoby i rodziny poszkodowane przez dekret warszawski Bieruta, zainteresowani są jak najszerszym kolportażem tekstu. Z satysfakcją podaję zatem adres księgi:

 http://reprywatyzacja.evot.org/biala_ksiega.html

Dokument ten podaje przykłady wywłaszczeń, nie tylko zresztą warszawskich, dokonywanych przez komunistyczne władze, całkowicie niezgodnie nawet z ustanowionym przez nie nieludzkim prawem. W ich trakcie mordowano lub więziono właścicieli, jako wrogów klasowych, w najlepszym razie, grożono im represjami w przypadku utrudniania wywłaszczenia. Obecnie te rozbójniczo pozyskane nieruchomości bywają sprzedawane przez organa administracji państwowej osobom trzecim, z pominięciem spadkobierców, których często nie stać nawet na wniesienie opłaty sądowej, stanowiącej spory procent wartości majątku. Księgi nie omawiam tu szerzej, gdyż jest dostępna w sieci. Niezorientowanych informuję, że dekret Bieruta jest wciąż obowiązującym prawem w Warszawie i, wbrew obietnicy wyborczej pani Prezydent H. G-W., ma się znakomicie. Lektura księgi utrwala moje przekonanie, że komunistyczna grabież jest ważnym elementem ustrojowym III Rzeczypospolitej.

Czy nierozliczenie, wręcz czerpanie korzyści ze zbrodni komunistycznych i obecna swawola urzędów mają ze sobą coś wspólnego? Twierdzę, że tak. Tym elementem wspólnym jest postrzeganie obywateli jak dobytku „państwowego”. Z tego dobytku (teraz się mówi - zasobów ludzkich) beneficjenci „państwa”, mogą korzystać dowolnie.

Są państwa ustanowione dla dobra i ochrony swych obywateli i są zorganizowane dla innych dla celów, nazwijmy je biznesowymi. To podstawowa różnica cywilizacyjna. W tym samym, mniej więcej, miejscu przebiega granica pomiędzy obywatelskością a poddaństwem. Jeśli jesteśmy zatem, obywatelami wyśnionej najjaśniejszej Rzeczypospolitej , to zarazem poddanymi III RP. Te państwa nie nakładają się na siebie. Nasze poddaństwo implikuje pewnością, że jeśli np. zostaniemy porwani, niezależnie czy w Jemenie czy pod Ciechanowem, to zapewne zginiemy marnie, a państwo nie upomni się o nas, z tego samego powodu z jakiego my na ogół nie wydamy tysiąca złotych by odzyskać mienie warte zaledwie sto. Mamy za to pewność, że każdy najdrobniejszy błąd, czy nasz własny, urzędnika, lub nawet osób trzecich (np. wystawcy faktury za zakupione przez nas paliwo), może skończyć się tragicznie dla naszych rodzin. Nigdy nie wiemy z jakiego drzewa urzędniczej dżungli skoczy nam tygrys na kark. To nie jest państwo w państwie, to Polska właśnie, taka jaką jest – to jest „nasze państwo” po prostu. Państwo, przemyślnie skonstruowane przeciwko interesom i wolnościom swoich obywateli. Kładę tu nacisk na celowość tej konstrukcji. Wiele osób wciąż bowiem przypuszcza, że to zwykłe błędy słabej intelektualnie generacji. Tak jednak nie jest, zbyt wiele osób od zbyt wielu lat czerpie z tych pozornych błędów całkiem realne korzyści. Dlatego właśnie słowo „nasze” myśląc o państwie biorę w cudzysłów.

 

Feudalizm


Czyja zatem jest Polska? Na ten temat pisano sporo. Mam własną definicję. Polska jest krajem feudalnym. Na papierze feudalizm zniesiono u nas, za sprawą obcych mocarstw, dopiero półtora wieku temu. W mentalności tkwi wciąż mocno. Jest „matrioszką” w naszych głowach i w ustroju społecznym. Drabina wasalna jest bardziej rozbudowana i płynna, niż onegdaj, bo i stopień komplikacji życia jest po prostu większy. Mamy więc swoich suwerenów i wasali, oraz przywileje, których oddać nie chcemy za żadne skarby, gdyż one nas żywią i definiują. Na czele tej drabiny stoją ci, których wasale mają prawo do noszenia broni, a ich czyny objęte są tajemnicą służbową. Za nimi stoi bowiem siła realna. Urzędnicy mają taki zmysł, że wiedzą, które biznesy są dla nich położone zbyt wysoko w drabinie feudalnej, a które są potencjalną strawą. Utrata tego zmysłu, jest praktycznie jedynym zagrożeniem dla urzędniczych karier.

 

Partyjnictwo


Główne partie polityczne to organizacje, wymuszające haracze w postaci społecznego ich finansowania. Jeśli nawet powstały także ze szlachetnych pobudek, to obecnie pracują dla poprawiania miejsca swoich działaczy w hierarchii feudalnej. Organizacje te petryfikują system. Miłośnikom PiS przypominam zorganizowane przez ś.p. Prof. Lecha Kaczyńskiego „rugi warszawskie”, Na inne partie szkoda mi nawet klawiatury. Nie twierdzę wcale, że ich członkami są sami łajdacy, z pewnością jest w polskiej polityce jest wielu z gruntu przyzwoitych ludzi uwikłanych w zły system, którego nie rozpoznali. A jednak; suwerenny poseł nigdy nie zgodziłby się na głosowanie z zasadą dyscypliny partyjnej. On odpowiada przed wyborcami i sumieniem, a nie swoim szefem. Suwerenny człowiek nie zaakceptowałby instytucji partii wodzowskiej (a dziwnym trafem wszystkie główne partie maja taką konstrukcję). Człowiek taki nie przyznaje racji zależnie od autorstwa wypowiadanej tezy, ponieważ stosunek do prawdy jest dla niego ważniejszy niż relacje personalne.

 

Polskość w defensywie

 

Brak zwrotu majątków to jedna strona, druga to brak zainteresowania Polakami, którzy, po zsyłkach, pozostali na Syberii, czy w Kazachstanie. Wydawało się, że czuła macierz winna o te utracone, a obecnie możliwe do odzyskania, dziatki zadbać wyjątkowo troskliwie, przygarnąć, dać stypendia, granty, pomóc się zagospodarować. Jeśli już musimy posługiwać się argumentami ekonomicznymi a nie sprawiedliwościowymi, to w malejącym liczebnie kraju powinny o tym zdecydować korzyści demograficzne. Jednak programy, których ci Polacy oraz ich potomkowie mieli być beneficientami prowadzone były wyjątkowo niemrawo. Widocznie bieżące złotówki były ważniejsze od poczucia patriotyzmu, sprawiedliwości a nawet przyszłych zysków. Ktoś kiedyś sugerował, że akurat ci Polacy, stanowiliby niewłaściwy elektorat. Kto wie, może coś w tym jest, zwłaszcza, że Polska (i polskość) wyraźnie bardziej nawet niż ciemiężonym obywatelom, nie podoba się samym jej właścicielom. Jakże inaczej można by wyjaśnić, że linią polityczną głównych mediów jest natrętne powtarzanie, że patriotyzm to obciach, a polskość to wstydliwa choroba.

 

Czy są jeszcze sądy w Warszawie?

 

Zawikłane prawo, pozwala wybranym łowić ryby w mętnej wodzie. Wygląda na to, że różne podmioty gospodarcze mają różny status wobec tego niejasnego prawa. Starsze pokolenie prawników, szkolonych w pokorze wobec władzy, uczy w szkołach, że prawnik sprawiedliwością się nie zajmuje, ważna jest litera prawa. Prawo rzymskie, pozostało jedynie w formie paremii – łacińskich sentencji na fasadzie gmachu sądu na placu Krasińskich. Brak władzy sądowej, działającej skutecznie, tj. na człowieczą miarę bezstronnie i w czasie, który się da ogarnąć ludzkimi instynktami, jest bodaj największą uciążliwością dla ludzi i barierą rozwoju gospodarki. Ciekawe, że choć wiedza ta jest powszechna, nie widać prób terapii dających nadzieję na jej skuteczność.

 

Lekarze między młotem budżetu a przysięgą Hipokratesa

 

Traktowanie państwa biznesowo, najłatwiej zauważyć na przykładzie organizacji lecznictwa. Tu w szczególny sposób ogniskuje się stosunek państwa do obywatela. W sytuacji niedoinwestowania systemu, ostentacyjna dbałość medycznej biurokracji o swoje potrzeby jest też szczególnie rażąca.

Wiadomo, że państwowa służba zdrowia – swoją drogą wyjątkowo niemądra nazwa – jest kopalnią kosztów bez dna. Jak jednak rozumieć woluntaryzm refundacyjny z początku bieżącego roku. Czy ktoś zrobił szacunki ile osób zmarło z powodu urzędniczej indolencji (chcę wierzyć, że to była indolencja, a nie plan oszczędnościowy), a u ilu nastąpił regres procesu zdrowienia? Ponadto wprowadzone zamieszanie skutkowało tym, ze przez kilka tygodni praktycznie nie mogliśmy się leczyć, gdyż nie wiadomo było na jaki rodzaj leczenia nas stać oraz kto i w jaki sposób ma potwierdzić nasze prawo do, opłaconych już w składce, świadczeń. Na dobrą sprawę wszyscy mieszkańcy naszego kraju mają prawo do sądzenia się w tej kwestii z Ministrem Zdrowia, tymczasem prasa, zajęta kolejnymi igrzyskami, dawno już o tej sprawie nie wspomina.

W fatalnej sytuacji są także lekarze, zmuszani by odmawiać leczenia chorych, bo ich instytucja nie ma pieniędzy, lub wypełniła jakiś limit, Stawiani są w sytuacji konfliktu z sumieniem i złożoną przysięgą.

 

Gospodarka wojenna w samorządach

 

Elementem zjawiska traktowania współplemieńców jako żerowiska, jest również planowanie budżetów gmin w oparciu o zyski z mandatów drogowych. W stalinowskiej Rosji organy bezpieczeństwa miały zaplanowane ilości obywateli, którzy w określonym czasie mieli zostać osadzeni w obozach pracy niewolniczej. Nie chcę obrażać pamięci łagierników porównywaniem do nich nieszczęsnych, lecz wciąż przecie wolnych, polskich kierowców. To zjawiska innego ciężaru… a jednak, jest jakiś wspólny element w życiu czekisty zastawiającego pułapki na ludzi, drżącego, że jeśli nie wyłapie zaplanowanej ich liczby, to sam trafi do kopalni uranu i urzędnika gminnego zastawiającego sidła na kierowców, potrafiącego doskonale powiązać w swym umyśle ilość kierowców, którzy się dadzą nabrać na jawny absurd zastawionej na nich pułapki zakazu lub ograniczenia, z możliwością wykarmienia własnych dzieci. Nie warto tu wspominać miejsc, w których ograniczenie prędkości do 40 km na prostym odcinku drogi, zdaje się, przynajmniej do czasu otrzymania przesyłki z mandatem, dziwnym nieporozumieniem, być może, zwyczajną w niedbałym środowisku lokalnym pozostałością po dawnych robotach drogowych. Rzecz w tym, że to, co wspólne w losie czekisty i urzędnika, po kilku latach staje się wspólnotą mentalności. Człowiek wszystko potrafi zracjonalizować. Urzędnik już wie, że droga krajowa jest miejscem wojny ekonomicznej jego gminy z resztą ludzkości i zaczyna traktować każdego obcego kierowcę jak wroga w tej wojnie. „przyjazne państwo” utrwala się na poziomie samorządowym.

  

Reasumując

 

Jesteśmy traktowani jak dobytek – przecież ten sam pogląd był przyczyną dla którego komuniści odmawiali nam posiadania paszportów. Mieliśmy obowiązek pracować dla kraju, dla niego tracić zdrowie i ginąć. Teraz już możemy spokojnie wyjeżdżać, nie musimy uciekać, ale tamten sposób myślenia przetrwał, ponieważ nie był jedynie obcą naleciałością, nie był, jak sądziliśmy kiedyś, importem z Tatarii, który wraz z jej odejściem samoistnie zniknie. Był i jest strukturą dobrze zakorzenioną w naszych umysłach.

 

 Co w tej sytuacji robić?

 

·       Przede wszystkim się nie bać. Uznać się za ludzi wolnych. Nasze zniewolenie ma charakter metafizyczny. Brak lęku zaś jest warunkiem ludzkiej suwerenności. Tezy, że de facto rządzi nami dawna i nowa ubecja, a dokładniej że czynią to jej rękami państwa ościenne uzbrojone w wiedzę z ubeckich mikrofilmów i własną, bezkarnie grasującą po kraju, agenturą, są zapewne w dużej mierze prawdziwe skoro mamy to, co mamy. Cóż z tego, warunki zwykle są niesprzyjające. Potraktujmy je jak wyzwanie, szczęśliwie intuicja wspólnego dobra jeszcze nam pozostała.

·       Rozpoznać przyczyny zła w mentalności – także własnej. Jeśli zrozumiemy, że mentalność niewolnika i właściciela niewolników jest awersem i rewersem tej samej monety i że to MY posługujemy się ta monetą, będzie nam łatwiej. Wybitni (bez ironii) działacze opozycyjni, którzy wzięli udział w transformacji ustrojowej, nie zrozumieli tej prawdy. Teraz mamy za swoje, żeśmy im jej codziennie nie wbijali w głowę.

·       Ludzie uznający, że obecna Polska nie odpowiada ich marzeniom i aspiracjom powinni się zrzeszać się w organizacje pozarządowe i kluby, których celem byłoby stworzenie przyszłej Polski jako państwa obywatelskiego i wolnościowego. Nawiązywać kontakty między sobą i tymi organizacjami., ale działać w sposób rozproszony. Nie liczyć na obecnie istniejące partie polityczne, nie przydadzą się na nic.

·       Skoro zdecydowaliśmy się mieszkać w Polsce, to przyjmijmy, że kary „nie wiadomo za co” trzeba przyjąć jak kataklizm; powódź, suszę, atak szarańczy. Kara z powodu „błędu” lub „widzi-mi-się” urzędnika powinna być nobilitująca, tak jak kiedyś represje za opozycyjność. Oznacza ona zapewne, że dzielny człowiek nie miał wstydliwych układów i, mimo niesprzyjających warunków, pracował dla siebie, swojej rodziny i dawał innym pracę. Być może powinniśmy stworzyć, gdzieś za granicą, społeczny fundusz pomocy dla osób represjonowanych z przyczyn gospodarczych. Wykorzystywać Internet póki daje on tę możliwość. Inicjować akcje aby przeciwstawić się złu. Tyle doraźnie

·     Teraz mamy czas by jak najdokładniej rozpoznać przyczyny naszych obecnych trudności, aby zapowiedz im, gdy znów będziemy organizować od podstaw nasze (już bez cudzysłowiu) państwo, bo fakt, że to, które teraz jest niebawem zbankrutuje jest oczywisty, dla osób pamiętających podstawy algebry.

     Możemy podpatrzeć sposób organizacji poszczególnych dziedzin życia w krajach, gdzie jest to zrobione najlepiej, żeby już nie wywarzać drzwi do lasu, tylko skopiować, najlepsze rozwiązania. Szczęśliwie mamy wielu rodaków w administracjach tych państw, mogą nam wiele podpowiedzieć. Stworzyć wirtualną strukturę naszego wymarzonego państwa. Ustalić ile potrzebujemy resortów, ile urzędów i jakich. Jeśli to możliwe, spróbować oznaczyć nawet optymalny ich kształt i potrzeby kadrowe. Przed nami głęboki, ogólnoświatowy kryzys gospodarczy, to nasza szansa. Nowa Rzeczpospolita musi powstać niezwłocznie, gdy tylko zajdą sprzyjające okoliczności.

 

 

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka