Czy obecne zamieszanie informacyjne jest już realną zapowiedzią wojny na Bliskim Wschodzie? Beniamin Netaniahu apeluje o wyznaczenie czerwonej linii dla Iranu. Chodzi o granicę prac nad programem nuklearnym, której przekroczenie spowodowałoby międzynarodową interwencję zbrojną. Iran odpowiada, że jest w stanie przekształcić konflikt lokalny w światowy i chyba można w to wierzyć. Tymczasem Steve Pieczenik zwany „amerykańskim agentem nr 1” sugeruje konieczność zgładzenia premiera Izraela, aby uniknąć III wojny światowej. Nie mówimy tu okimś przypadkowym, ani o pensjonariuszu domu dla nerwowo chorych. Autor tej szokującej supozycji, był asystentem sekretarzy stanu w czasach H. Kissingera, C. Vance’a i J. Bakara, oraz jednym z konstruktorów porozumienia w Camp David. Jest on także autorem technik wojny psychologicznej, negocjatorem politycznym, oraz… mniejsza z tym, lepiej nie wiedzieć czym zajmują się amerykańscy agenci, zwłaszcza specjalizujący się w psychiatrii. Tak czy siak, to nie jest osoba bez historii. Tymczasem na antenie otwartej telewizji mówi on rzeczy zdumiewające i, jakby je nie rozumieć, gorszące. Przede wszystkim oskarża Mosad i CIA o zamordowanie w Bengazi ambasadora Stevensa. Nie będę streszczać tej wypowiedzi zrobiono to za mnie tu:, jest też ona też łatwo dostępna bez streszczeń.
Informacje przekazane przez Pieczenika zapewne możliwe są do odczytania na wielu poziomach, adresowanych do różnych odbiorców. Skoro wszakże Pieczenik powiedział to, co powiedział, oznacza, że jest reprezentantem grupy politycznej, przeciwnej atakowi na Iran. Grupy na tyle silnej, że potrafiącej ochronić autora takiej wypowiedzi. Inną ewentualnością byłaby już tylko desperacja doświadczonego agenta i polityka, który widzi jak jest blisko do, prewencyjnej w zamierzeniach, wojny, której Izrael - jego zdaniem - nie przetrwa. Koalicja antyizraelska jest bowiem zjednoczona, zdeterminowana i gotowa na duże straty własne.
Eliminując z omawianej wypowiedzi elementy oceny, kontrowersyjne i nieweryfikowalne dla nas hipotezy oraz szokujące postulaty autora, skupmy się na konkrecie. A jest on taki; okręty wojenne już są już zgromadzone w cieśninie Ormuz, zatoce Perskiej i na Oceanie Indyjskim. Pieczenik twierdzi, że to ogromna armada skupiająca siły 25 krajów pod dowództwem brytyjskim oraz, żena ten temat nałożona jestblokada informacyjna. A jednak o obecności Royal Nawy oraz okrętów amerykańskich w tym regionie świata byliśmy zdawkowo informowani także w głównych serwisach informacyjnych w kontekście przewidywanego zamknięcia cieśniny przez Iran. Ostatnio media informowały o incydencie w którym uczestniczyła niewielka irańska łódź patrolowa oraz lotniskowiec USS Abraham Lincoln, na pokładzie którego znajduje się kilkanaście myśliwców F/A-18 Hornet. Jednostka ta wchodzi w skład Dziewiątej Grupy Uderzeniowej Lotniskowców, a to już jest siła, która jest w stanie samodzielnie rozstrzygnąć lokalny konflikt zbrojny.
Wgląda na to, że są w Izraelu politycy i wojskowi, których świerzbią palce na czerwonym guziku broni, której tam nb. podobno wcale nie ma. Decyzja o ewentualnym ataku zapadnie jednak w Białym Domu. Być może już tylko termin wyborów prezydenckich w USA jest ostatnią szansą dla pokoju.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)