Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
410
BLOG

Kompromitacja piłkarzy, ale będziemy mistrzami świata

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Wczoraj zdecydowałem się na oględziny polskiej reprezentacji piłkarskiej na okoliczność jej potyczki ze Słowakami. Czegoś tak żałosnego nie przeżyłem od czasu, gdy w dzieciństwie w moich dłoniach zdechł wróbelek.  Zwykle staram się o umiar w opiniach na temat sportu. Sam próbowałem i wiem, że nie jest łatwo. Jednak wczoraj gra „naszych chłopców” przekroczyła granice dramatu, stała się po prostu komiczna. Występował kiedyś taki angielski skoczek narciarski Eddie "Orzeł" Edwards, choć w innej konkurencji, ale, pod względem poziomu sportowego, było to zjawisko porównywalne.

Biedni obrońcy, grający w jednej linii (element nowatorski) i bojący się piłki, grali głównie do własnego bramkarza. Może trener Nawałka nie zdążył im powiedzieć, o jaki kierunek zazwyczaj w futbolu chodzi? Czasem trzeba takie rzeczy wyjaśniać, na zasadzie trenera bokserskiego, który klarował swemu czempionowi „staraj się trafiać tego gościa w krótkich spodenkach”. Strach przed piłką był w ogóle dominująca w naszej narodowej reprezentacji emocją. Zabawę w telewidza najbardziej psuł mi niepokój czy adresat kolejnego podania nie padnie na zawał, zanim doleci doń piłka.

Tuż po meczu trener powiedział, że „przećwiczyliśmy kilka wariantów gry”. Może oglądaliśmy inne zawody? Bo jeśli jednak te same, to ćwiczone warianty były dwa: 1. Wszyscy stoją, Błaszczykowski biega po lewej stronie, oraz 2. Wszyscy stoją, Błaszczykowski biega po stronie prawej. Zawodnikiem, którego do biegania skłonił przykład naszego walecznego kapitana był Adrian Mierzejewski, słusznie zatem został on zdjęty z boiska. Jawny brak dyscypliny! Z tyłu jeden zawodnik ocierał się o poziom ligowy. Myślę o Jodłowcu, który kilka razy odebrał piłkę Słowakom i wydawał się w swych interwencjach nieco pewniejszy od zestresowanych kolegów. Także i on został zmieniony, i też słusznie, bo takie zachowanie zatrąca o niekoleżeńskość.

Lewandowski, w pierwszej połowie oblepiony obrońcami nie mógł zrobić nic, graliśmy zatem bez napastnika, choć miejsca było sporo, bo niemal wszyscy słowaccy obrońcy molestowali Lewandowskiego. Niestety ten nie chciał dzielić się sukcesem ze swoim kapitanem i nie podawał mu nawet wtedy, gdy ten biegał sobie swobodnie na wolnym polu pod bramką. Wicekról strzelców ligi niemieckiej jest w naszej kadrze zawodnikiem bezproduktywnym i właściwie to on pierwszy kwalifikował się do zmiany. Pochwałę za to Brzyskiego, grał kilka minut, oddał celny strzał i więcej dobrych dośrodkowań niż pozostali biało-czerwoni przez cały mecz. Najlepszym polskim zawodnikiem był jednak Artur Boruc, dzięki któremu nie przegraliśmy minimum pięcioma bramkami.

Wybory personalne Adama Nawałki, zwłaszcza dotyczące linii obrony, były nieco ekscentryczne, ale podobno „z próżnego i Salamon…” – ups, naprawdę nie chciałem nikogo Szkoleniowcowi podpowiadać, cytuję tylko w tym kontekście Władysława Gomułkę, naszego narodowego trenera-selekcjonera sprzed lat.

No dobrze zatem, gramy fatalnie, dobrych piłkarzy mamy dwóch lub trzech, z jakiej to przyczyny obiecuję Państwu mistrzostwo świata w piłce nożnej? To bardzo proste, w 1974 roku zajęliśmy na „mundialu” trzecie miejsce. Druga była Holandia, grająca wówczas najpiękniejszy futbol świata. To z nami powinna zagrać w finale i wygrać. Teraz okazuje się jednak, że team panów Neeskensa, Rensenbrinka i Cruijffa był „nakoksowany” jak wściekły parowóz. Skoro po latach odbiera się tytuły lekkoatletom i cyklistom, przewraca się statystyki olimpiad i Tour de France, powinno to działać i w piłce nożnej. Można zatem mniemać, że już za chwilę będziemy wicemistrzami A.D. 1974. Jeśli zaś Niemcy okażą się równie gadatliwi co Holendrzy, a jest to zwykła cecha starcza, to mistrzostwo świata mamy w kieszeni, co prawda z prawieków, ale zawsze. Teraz trzeba będzie tylko ukryć gdzieś naszych dawnych reprezentantów i działaczy przed dziennikarzami, bo inaczej cały splendor przejmie w końcu Haiti.

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości