Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
313
BLOG

Jak zostałem bandytą

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

 

 

 

Jak doniósł portal „Wpolityce.pl”, poważył się nazwać tak mnie nazwać sam pan redaktor Żakowski Jacek. Muszę to oświadczenie potraktować poważnie, facet, który wzorem ś.p. Jerzego Dobrowolskiego wystawia zaświadczenia o inteligencji (m. in. rozmaitym posłom-Gowinom), po prostu musi mieć rację. Zresztą bycie bandytą w obecnej Polsce nie musi być znowu takie złe, z tego poziomu można śmiało myśleć na przykład o karierze ministra sportu lub redaktora naczelnego wpływowego tygodnika. Zobaczmy zatem, cóż tam miał ogłosić, ma mój temat, prominentny żurnalista, zwracając się w formie otwartej inwokacji do popularnego ostatnio Bartłomieja Sienkiewicza:

Panie ministrze, jestem w stanie wybaczyć wszystkie rozmowy nielegalnie podsłuchane, ale nie jestem w stanie wybaczyć indolencji, zgody na to, by bandyci terroryzowali twórców i konsumentów kultury. Tak być nie może. Jeżeli nie zrobi pan czegoś z szefem policji w Poznaniu, który okazał się niekompetentnym tchórzem, nie zapewniając poczucia bezpieczeństwa artystom i widzom, to stracę do pana szacunek. To jest poważna sprawa, zawiódł pan…

Ponieważ Jacek Żakowski gryzie niczym Suarez, dla zachowania higieny, cytat odnalazłem u samego, trującego źródła Tokefemu.

Nie będę teraz zajmować się tym, że Żakowski stracił zaufanie do Sienkiewicza dopiero teraz, a nie po ujawnieniu rozmowy, w której nakłaniania on ministra skarbu do popełnienia przestępstwa, nie…, fakt publicznego wykrycia mego bandytyzmu ma – akurat dla mnie – nieco większe znaczenie.

Co prawda, nie byłem ostatnio w Poznaniu, i nie ganiałem nobliwymi uliczkami tamtejszej starówki półnagich fiksatów z batogiem w ręku, ale za to publicznie od kilkunastu dni oświadczam, że jeżeli kiedykolwiek bluźniercza sztuka z antypodów zawita do mojego miasta, to postaram się, na ile starczy mi sił i pomysłowości, pseudo-artystyczną hołotę przegnać tam gdzie jej miejscew czortu matyr`mianowicie.Znaczy jednak bandyta, no nie? Fakt, że ostatnio do tego samego grona, dołączył także kardynał Dziwisz, nie zmienia mojej sytuacji. Właściwie to nawet kiepsko się czuję jako kamrat Jego Eminencji. Mój orzeczony bandytyzm nie wynika bowiem z ortodoksyjnego katolicyzmu, ani w ogóle z przesadnej religijności. Próbę przepędzenia opętańców podejmę z tych samych przyczyn, z jakich przegnałbym kogoś, kogozastałbymna przykład na obsikiwaniu grobu rodziców pana redaktora Żakowskiego, albo podcieraniu się flagą narodową (przy czym jej polskość nie jest warunkiem koniecznym).

Żakowski ujawnił dodatkowo, że nie ja w ogóle nie chodzę do teatru, tylko na mecze piłki kopanej. Zastanawiam się gdzie on się tego dowiedział? Mogę zaledwie przypuszczać, że czerpie wiedzę z tego samego źródła, które podpowiedziało mu, że wskaźniki ekonometryczne poszczególnych krajów są tym lepsze im większy odsetek homoseksualistów sobie w nich przemieszkuje, co oznaczałoby, że Kraina-Samych-Tylko-Gejów, musiała by (z natury rzeczy nietrwale) opływać w niewyobrażalne bogactwa.

To samo też, chyba, źródło podszepnęło mu, że – cytuję - konwersacja pp. Sienkiewicza z Belką to: „Fantastyczna rozmowa, bardzo wysokie standardy!”
zaś „zachowanie Premiera [w sprawie sowich podsłuchów] to dowód uczciwości”. 

Niezbadana jest etiologia tych urojeń, lecz coś, ani chybi paskudnego, drąży piękny, redaktorski umysł i wiedzie go w światy tak bardzo odległe od naszej planety. Jeśli to prawda, byłaby to i tak nienajgorsza wiadomość, świadcząca że ów Żakowski, to wciąż byc może porządny – w gruncie rzeczy – gość. Obłęd przecie nie wybiera.

 

Ps. A teraz całkim innej beczki. Jeśli okaże się, jak twierdzą, usadowieni w biurach i mediach, urzędnicy Tuska, że nagrywanie rozmów prominentów bez ich zgody jest przestępstwem, to Panowie Michnik i Smoleński powinni zacząć organizować sobie dostarczanie cebuli do mamra, p. Lew Rywin zaś może ubiegać się o odszkodowanie za wszelkie utracone niegdyś profity wynikające z nieobjętych stanowisk, niedokonanych transakcji, wreszcie utraty domniemanej czci. A ile wynosić będzie wraz z odsetkami zadośćuczynienie za stratę prowizji od 17 milionów dolarów – strach pomyśleć. Chyba musimy przygotować się na nowe podatki. Martwię się czy wydolę, bo za tę moją bandyterkę słabo płacą.

 

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo