Jest przerwa meczu półfinałowego, 5:0 dla Niemiec w pojedynku z Brazylią. Cztery bramki w kilka, dosłownie, minut. Szok. Żal Brazylii, ale może z tego lania wyniknie coś dobrego. Może społeczeństwo się ocknie z ułudy igrzysk i telewizyjnej papki i dojedzie do wniosku, że są ważniejsze sprawy niż kopanie piłki. Postulaty reform były w tym kraju podnoszone już przed Mistrzostwami, a ewentualne zwycięstwo przykryło by je obłokiem bezmyślnej, fanatycznej radości. Dzisiejsza klęska niesie nadzieje na zmiany.
Brazylia przegrywa, co paradoksalnie może jej wróżyć sukces, niestety jest także druga strona pucharu. Tryumfują Niemcy. Futbol jest jak wiadomo namiastką wojny, a Niemcy w tryumfie mają w sobie coś wyjątkowo mało sympatycznego. Psuje im się interface użytkownika i włącza program „jestem panem świata”. Wniosek z tego, że i im służą bardziej służą futbolowe porażki niż zwycięstwa. Cała nadzieja w Robenie (bo chyba nie Messim). Może on odegra się wreszcie za rowery skradzione Holendrom w czasie 2 wojny światowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)