Onetüber alles; cóż tam się nie wypisuje, żeby tylko nie poruszyć żadnego z ważnych społecznie tematów;
„Naukowcy z portugalskiego Uniwersytetu Minho – twierdzi „Onet” – dokonali czegoś, co już zostało okrzyknięte mianem odkrycia roku. Udało im się stworzyć mocny alkohol, którego bazą są... fusy z mielonej kawy. […] Odkrycie zostało ciepło przyjęte przez media. Niektóre z nich uważają, że to jedno z najważniejszych naukowych dokonań tego roku.”
Wcale się nie dziwię, że „odkrycie” zostało dobrze przyjęte. Gdyby związki euforyczne rosły na Marsie, już dawno skolonizowalibyśmy tę planetę. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby odnaleziono tam morze czystego spirytusu, najlepiej etylowego. Rosjanie, tym razem naprawdę, wyprzedzili by wszystkich w podboju kosmosu, wcale już nie interesując się tematami pobocznymi, jak np. Ukraina, która zresztą sama poprosiła by wówczas o ponowne włączenie do „Sojuza”. A może i my doczekalibyśmy się pierwszych, po Hermaszewskim, astronautów, którzy wzlecieli by w kosmos gdzieś zza stodoły na Lubelszczyźnie. Właściwie wszystkie te sprężynki nakręcające ludzi do aktywności, to albo coś takiego jak pieniądze, władza i sex, co stymuluje mózg do wytwarzania chemii powodującej euforię, albo coś, co samo w sobie jest tą chemią w gotowej do spożycia formie. A ja, niemądry, napisałem, że „Onet” omija ważne tematy,mówimy wszak o rzeczach pierwszej potrzeby.
A swoją drogą, jeśli takie „odkrycia”, jak dziś opisane, są powodem do dumy, to powiedzmy sobie szczerze, że my mamy w tej mierze znacznie większe sukcesy. Przykłady można mnożyć:
* Pan Wincenty (Wincynt) spod Chełma robił najzupełniej pijalną wódkę ze starych, lnianych i płóciennych szmat. W stanie największego nawet upojenia potrafił on wykryć i odrzucić szmaty z tkanin syntetycznych, dlatego pomówienie, iż robił bimber z wszystkiego, było dla niego szczególnie bolesne.
* Pan Staszek spod Nowego Targu, w połowie lat 70. pędził spirytus z owczego runa, podobno szczególnego powabu nadawały mu (spirytusowi, nie Staszkowi) dodawane w odpowiednich ilościach fragmenty rogów i kopyt.
* Pan Józef, pracownik rzeźni pod Mińska Mazowieckiego, miał swego czasu znakomite wyniki w przepędzaniu łoju, zwłaszcza wieprzowego. W tym miejscu, dla sprawiedliwości, trzeba sprostować oskarżenia, że gotował on w swym kotle także wyłapywane po wsiach psy i koty, a nawet zbłąkanych wędrowców. Supozycje te okazały się zupełnym wymysłem. Pan Józef robił to rzadko i niechętnie, bo bardzo lubił zwierzęta.
* Państwo Józefa i Ambroży z podwarszawskiej Jeziorny potrafili wzbić się na szczyty popularności wytwarzając alkohol z makulatury. Ponoć strażnicy miejscowej papierni sami wynosili im tony tego surowca. Pan Ambroży twierdził później, że przeznaczone na przemiał książki nieprawomyślne, mimo skrupulatnego pilnowania technologii, nie były nawet w połowie tak smaczne jak, wytwarzane z lepszego papieru dzieła klasyków marksizmu-leninizmu. Istotna była też – jak twierdził– kwestia kleju używanego do opraw.
Ta, jakże niepełna, lista, świadczy niezbicie, że Portugalscy uczeni nie dorastają do pięt naszym ludowym artystom. Nie bądźmy więc tacy skromni, powiedzmy o tych sukcesach Światu, może wreszcie nas doceni.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)