Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
145
BLOG

Dzienniki autobusowe. Cz. V*. Haneczka

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

Gdy ktoś umie posługiwać się z wyjątkową wprawą tak zwanymi „zwrotami” czyli „słowem publicznym” a jego język, acz plugawy, zbliża się do granic poezji, może, jak każdy artysta, liczyć u mnie na wyrozumiałość, przechodzącą czasem nawet w coś w rodzaju niemego podziwu. (Artystycznym przekleństwom poświęciłem zresztą kiedyś jedną z części „dzienników autobusowych”).

Podróżująca stołeczną komunikacją młódź szkolna, także ta z klas wyższych, wulgarnym językiem posługuje się chętnie, lecz bez finezji. Grupka takich domorosłych bluźnierców opanowała przestrzeń akustyczną autobusu, którym właśnie podążałem na rozmowę, mającą zdecydować o tym, czy będę miał co jeść przez następnych kilka miesięcy. Usiłowałem przećwiczyć sobie argumenty, puenty i zwischenrufy. Niestety w zaistniałych okolicznościach o skupienie było trudno. Trzej chłopcy w nowych, markowych ciuchach udawali synów węglarzy z Powiśla, z czasów gdy ta dzielnica nie była jeszcze skanalizowana. Szło im to kiepsko, czterema słowami nie zastąpi się tamtego historycznego bogactwa określeń, wypracowanych przez życie pełne przemocy, przygodnego seksu i wstydliwych chorób. Nieco większe wrażenie robiła dziewczyna. Była nawet dość ładna, jednak postpankowy przyodziewek, postrzępiona fryzurka, i liczne kolczyki nie pozwalały tej urodzie zalśnić. Spod kołnierza czarnej, skórzanej kurtki wpełzały na jej szyję floratury kolorowego tatuażu, który także stanowił dysonans z delikatnymi rysami twarzy. Jeśli jej koledzy męczyli się w obcym dla siebie języku i wyraźnie woleliby bardziej klasyczną formę pogwarek o cierpieniach młodych Werterów, to ona w kaskadach bluzgów wręcz rozkwitała, a każda jej kolejna „kurwa” i każda „mać” były wycyzelowane i sprawiały recytatorce autentyczną przyjemność. Niestety środki artystyczne, które miała do dyspozycji także były niedostateczne. Dziewczyna jednak, omiatając zdetonowanych pasażerów, spod grzywki, wzrokiem świeżo obudzonego solidnym kopniakiem Bazyliszka, o tym nie wiedziała. Pomyślałem, że ona teraz marzy tylko o tym, żeby jej ktoś zwrócił uwagę, wtedy dopiero da upust swoim emocjom i wyobraźni. Trudno, dla wyższych celów społecznych, trzeba będzie to marzenie spełnić – zacząłem się zastanawiać jak zrobić by nie zostać przez dziką pannę zatupanym ze szczętem.

Czy mogłaby Pani przysiąść się do mnie na chwilę– przez gwar przebił się nagle głos siwego staruszka, siedzącego naprzeciw – proszę się nie obawiać, nie skrzywdzę Pani.

No pewnie, nie pierdol dziadek, co niby mógłbyś mi zrobić? W kwestii ciszy; upewniam p.t. czytelników, że ona spełniła swą powinność zapadając tak głęboko, jak tylko potrafiła w miejskim autobusie.

Zatem niech się pani nie boi i siada sobie śmiało, …o tak, bardzo dobrze. A teraz, poproszę Panią o wysłuchanie krótkiej historii sprzed lat. Niech Pani nie będzie niecierpliwa, po co się zaraz krzywić, a nóż się Pani spodoba. No więc, to było w czasie Powstania, walczyłem wtedy na Starówce i bardzo się zakochałem. Mieliśmy wziąć ślub, wie Pani, taki powstańczy, ale z księdzem i w ogóle wszystko jak trzeba. Nikogo już potem tak nie kochałem jak ją – Haneczkę. Mówię to Pani dlatego, że Pani jest do niej niezwykle podobna. Przez chwilę pomyślałem, że może jest Pani jej wnuczką…, ale przecież to niemożliwe. Hania poszła z meldunkiem i nie wróciła. Nie ma na świecie jej wnuków,... znaczy naszych. Ale Pani, jakimś cudem, ma jej oczy, i…, tak samo jak Ona, jest Pani taka wrażliwa.

A ja…, wie Pan, ...ja też jestem Hania – usłyszeliśmy cichy szept.

----------------

* Wcześniejsze odcinki np. tu i tu

 

 

 

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo