Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 17 lipca 2015 r.

Wolność słowa

Jeśli ktoś uważa, że żyjemy aktualnie w czasach, w których wolność słowa jest największa w dziejach cywilizacji, to wypada wyznawców tej utopii rozczarować. Oto pierwszy z brzegu przykład felietonistyki z wczesnych lat Polski Odrodzonej po okresie zaborów, której tematem jest postać porównywalna wówczas do pozycji redaktora A.M. w czasach III RP. Wystarczy wyobrazić sobie, czy byłoby w III RP możliwe opublikowanie podobnego tekstu odnośnie wspomnianego redaktora w jakiejś gazecie regionalnej. A jeśli zostałby opublikowany, to można pokombinować, co stałoby się z ową gazetą i z autorem takiego felietonu. Niczego w oryginalnym tekście nie poprawiam, przypisów również nie podaję, bo mi się trochę tego odechciało, a kto ciekaw może sobie samodzielnie wyguglować. Reasumując, zmiany, zmiany, zmiany. Na gorsze

.A zatem voilà,oto felietonik Adolfa Nowaczyńskiego z "Gazety Bygdoskiej", nr 237 z 14.10.1925 roku, zatytułowany "Yellow Press ... w Polsce", traktujący o postaci Mariana Dąbrowskiego, założyciela sławnego "IKC-a".

"Z tym smokiem podwawelskim nikt nie chce rozpocząć walki. Ale nietylko to. Wszyscy obawiają się w walce z nim sekundować.  
Jak przeważnie wszystko, co złe na Polskę poszło w ostatnich sześciu latach z Krakowa, tak samo i typ i styl i rozpanoszenie brukowej prasy rozpoczęło się w Krakowie. Dopiero bowiem olbrzymie powodzenie i sukcesy finansowe krakowskiego światka, wdzierającego się już przez przedmieścia do stolicy,  zmusiło przedsiębiorców i warszawskich brukowców do takiego obniżenia i zdeprawienia tonu, jaki wedle ich pojęć  i nadziei daje gwarancje powodzenia w masach i rywalizowania z fuzlem krakowskim.
Kiedy pięć lat temu zwracałem uwagę poważnych publicystów w Warszawie na to, że należy rozpocząć bezwzględną walkę z gangreną  krakauerskiej prasy brukowej, alarm mój zbagatelizowano. Dzisiaj przyznają mi rację poniewczasie, kiedy już poważna ideowa prasa warszawska, bez względu na partyjne odcienie, ledwie zipie, a ster opinji publicznej dostaje się w ręce ostatecznej intelektualnej hołoty.
Upadają pisma poważne, reprezentujące pewne światopoglądy społeczne i polityczne, a rozpanoszyły się świadomie deprawujące i grające na zwierzęcych instynktach mas kurjerki i ekspresy. Ostatecznym wysiłkiem i przy samozaparciu się współpracowników egzystują jeszcze, bokami robiące: .,Dzień", ..Echo". ..Kurjer Polski". a szeroka publiczność rozczytuje się  już wyłącznie w masturbujących szmatach druku brukowego.
Prototypem tej prasy, zdobywającej obecnie Warszawę,  a idącej już na Lwów i Poznań jest moralnie najnikczemniejszy, krakowski ”Ilustrowany Kurjer Codzienny".

Dzieje tego pisma i jego głównego antreprenera to temat do powieści sensacyjnej, kryminalno detektywnej. "Poseł" Marjan Dąbrowski to postać na miarę zoloską. Jeżeli będzie się kiedyś pisało polskiego Anti-Plutarcha, to ten krezus krakowski zajmie tam poczesne miejsce obok Hamerlinga, Okonia, Haekkera, Halbersztadta  i innych. Biografja jego przypomina nieco biografję trzeciorzędnych miljonerów amerykańskich. Antreprener Dąbrowski jest typowym dokumentem na to, do czego dojść może urwipołeć, którego przyroda obdarzyła sprytem, węchem, kułakiem i  moral insanity. Pierwszym businessem wydawniczym dzisiejszego potentata był: "Żywot Świętej Genowefy",  który osobiście na straganach sprzedawał podczas odpustu w Kalwarji Zebrzydowskiej. I tu zetknął się po raz pierwszy z tłumem. Jako dziennikarz zaś terminował w roli reportera  w krakowskich pisemkach. Podczas wojny wypłynął w charakterze austrjacklego factotum, agitującego za zapisywaniem się na pożyczkę wojenną. Od tego czasu zaczął robić geszefty. W roku 1918 zwąchał  zwycięstwo Ententy i z zaciekłego austrofila  przekształcił się w ententofila. Z tych czasów istnieje dokument o jego ohydnej działalności dziennikarskiej w postaci listu otwartego jego ekskompana, dr. Zygmunta Rosnera, demaskujący przepastnie ohydne praktyki pana Dąbrowsklego tempore belli. We właściwym czasie dokument ten będzie opublikowany. Z pomocą grupy żydowskiej, na czele której stanął niejaki Roman Gruenwald, pan Dąbrowski podkupił antysemicki "Kurjer Codzienny" wysadziwszy jego założyciela  p. L. Szczepańskiego, poczem zmieniwszy „pismo”  na "ilustrowane", zaangażował tegoż p. Szczepańskiego I kilkunastu żydków bezrobotnych i nadał swemu organowi umiarkowany kierunek Iiberalno-filosemicko-antysocjalistyczny.
Ten pan M. Dąbrowski, poseł ziemi krakowskiej,  posiada prócz swego rynsztokowca jeszcze drugie pismo i teatr Bagatelę. W swoim przybytku sztuki deprawował pobożnych krakowian farsami łóżkowemi,  pornografją, a wreszcie on to wprowadził Dybuków co potem znalazło naśladownictwo w stolicy. W drugim swojem piśmie p. Dąbrowski rywalizuje  z krakowskim „Bocianem",  dając w każdym numerze moc golizny i nagości. Tygodnik  „Światowid” „drukuje" cyniczny rekin gazeciarski "we Widniu”, na „wideńskim” papierze, łupiąc w ten sposób skarb Państwa, gdyż opłata celna za czysty papier kredowy, idący z Austrji,  jest dziesięciokrotnie większa od cła za papier zadrukowany. W ten sposób, drukując pismo „we Widniu." wydawca „Światowida" „naprawia" naszą walutę.
W jakim typie są redagowane światowidy i szmatławce krakauerskiego Northcliffa, to wszyscy już wiedzą, gdyż zaraza podwawelska rozchodzi się podobno w 60 tys., i szlam miazmatyczny podlizuje już Lwów i Poznań z południa, rozszerzając gangrenę na całą Polskę. „Polityczny” redaktor tego przedsiębiorstwa wabi się symbolicznie Doktór Rubel. Skąd zaś się dzieje, że w takim plugawym fiakierblacie drukuje dwa razy na rok cały szereg profesorów uniwersytetu, wytłumaczono mi w Krakowie w ten sposób,  że na tydzień przed Wielką Nocą i przed Bożem Narodzeniem redakcja rozsyła pod adresem wszystkich uczonych, a często i ich żon,  sześćdziesiąt listów identycznej treści, proponujących napisanie dowolnej treści i długości artykułu za honorarjum 200 złotych; takiej pokusie podobno nikt tam oprzeć się nie może. I to nadaje ulicznikowskiemu szmatławcowi posmaku szanownego organu opinji publicznej.
Dla przyszłego powieściopisarza dodać tu trzeba ten jeszcze szczegół, że tenże sam pan Dąbrowski, który drukuje "Światowida" „we Widniu", tenże sam zafundował Krakowowi płytę „Nieznanego Żołnierza”, czyli że to,  czem obdarował Warszawę tak nieskazitelny Polak, jak PaderewskI. to Krakowowi dał taki Wiener Kerl, typ dla Gaboriaux. czy Conan Doylea, jak... Marjan DąbrowskI.

Opublikowano: 17.07.2015 10:32.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale