Dlaczego pójdę na marsz solidarności z Ukrainą?
Już w tę niedzielę, o 14, na Placu Zamkowym w Warszawie.
Idę na marsz. Ale nie dlatego, że lubię aktualny rząd Ukrainy. Właściwie go nie lubię. Nie jest (poza wyjątkami) specjalnie uczciwy. Nie jest przychylny polskim władzom (czemu zresztą miałby być, skoro Polska nic nie robi i o nic się nie stara). Jedni oligarchowie zastąpili drugich. Owszem, ci co dziś rządzą nie są bydlakami jak Janukowycz i jego gwardia- ale to nadal nie jest moja bajka. Poza kilkoma wyjątkami, nikomu z obecnej władzy nie ufam. Podobnie zresztą jak moi kumple z frontu.
Idę na marsz. Ale nie dlatego, że chcę, jak zaraz zaczną sugerować zastępy trolli i pożytecznych idiotów, by Polska wysyłała tam swoje wojska czy angażowała się intensywnie w konflikt. Tutaj sprawa jest oczywista. Polska jest za słaba. Jak miałaby wysyłać jakiekolwiek wojska, skoro ich właściwie nie ma? Będąc słabym, nie można wychylać się przed szereg. Za to Polska powinna wspierać ile się da społeczną, oddolną pomoc dla Ukrainy. NGO-sy, media (lewicowe czy prawicowe), think tanki (lewicowe czy prawicowe), wymiany studenckie i licealne, akcje pomocowe, pomoc humanitarną... także w dobrze pojętym, swoim interesie. I szkoda, że polskie władze nadal tego nie rozumieją. To zresztą temat na długi, osobny post.
Idę na marsz. Ale nie dlatego, że zapomniałem o Wołyniu czy Kresach, jak usiłuje nam to wmówić rosyjska propaganda.
No więc dlaczego idę na marsz?
Idę tam dla ludzi, których miałem zaszczyt i szczęście poznać. Nie znam imion niektórych.
Nie wiem jak miały na imię sanitariuszki, które, gdy nastąpił snajperski ostrzał, biegały między kulami ratować rannych. Zbyt często dobiegając już tylko do trupów. Wtedy, kiedy mi się nogi ze strachu uginały one nawet nie myślały o sobie. I nie, nie były to „banderówy” czy „naziści” czy szefowie „hunty kijowskiej i żydowskiej”.
Nie wiem jak miały na imię babcie, które otoczyły w najgorszą z nocy scenę Majdanu, trzymając w dłoniach znicze. Bez broni, bez nadziei, ze świadomością, że w każdej chwili mogą zginąć od kuli, ale i świadomością, że tak trzeba.
Dla tych kobiet idę na ten marsz.
Nie wiem jak miał na imię starszy mężczyzna, którego kula snajpera pozbawiła życia. Wiem tylko, że się uśmiechał idąc obok mnie, te kilka sekund zanim przestał istnieć, że niósł jakiś kawałek metalu do wsparcia barykady, że był chyba najzwyklejszym człowiekiem jakiego można sobie wyobrazić, o okrągłej, niezbyt czystej, zmęczonej twarzy. Tacy byli tam wtedy bohaterowie. Nie był to żaden „nazista” czy „faszysta”. A teraz jest członkiem niebiańskiej sotni. Dla niego idę na ten marsz.
Znam za to imiona innych, dla których idę na ten marsz.
Dla Wołodymyra, z którym gadałem w okopach o Kotarbińskim. Nie wiem co się z nim teraz dzieje, nie mam kontaktu. Boję się sprawdzić oficjalnie, wolę sobie wmawiać, że wrócimy do rozmowy o Kotarbińskim. I nie, nie jest to żaden „nazista”, „Polonofob” i „faszysta”. Malutki chłopiec, absolwent UKSW, zakochany w Polsce. Dla niego pójdę.
Dla Szturma, prawdziwego hieroja, mieszkańca Lwowa, fana rekonstrukcji historycznych i co ważniejsze- świetnego kumpla. Bohatera Majdanu. Który regularnie ryzykuje swoje życie na wschodzie, mimo że ma rodzinę, która na niego czeka. Który zawsze mi, nam, Polakom, pomagał, który ma wyjątkowo wredne poczucie humoru i potrafi wypić niesłychane ilości ognistych trunków. I nie, nie jest to żaden „nazista”, „Polonofob” i „faszysta”. Dla niego pójdę.
Pójdę dla Wiktorii, ładnej inteligentnej doktorantki, która, przed wojną, rozpoczynała właśnie w nauce karierę międzynarodową. Dziś opiekuje się mamą, która nie chce opuścić swojego domu. Wokół spadają rosyjskie rakiety. I nie, Wiktoria to żaden „nazista”, „Polonofob” i „faszysta”.
Pójdę dla Dżoniego i Palija. Wesołych chłopaków, którzy miesiącami, przy temperaturach spadających poniżej -20, w fatalnych warunkach, pod regularnych ostrzałem, siedzieli w podziemiach zmasakrowanego Doniecka, broniąc swojego kraju przed najazdem wschodniej dziczy. I patrzyli na śmierć swoich, rozrywanych przez grady i granaty. Obaj ranni. Niedawno odezwał się do mnie na facebooku Palij. Przez pierwsze minuty, patrząc na jego zdjęcie, nie wiedziałem kim jest ten pucułowaty, uśmiechnięty chłopiec, dobrze ubrany, o sympatycznej facjacie, chłopiec, którego fotografia uwieczniła zanim zaczęła się rosyjska inwazja. Gdy go widziałem ostatnio, miał pokaźną brodę, karabin w dłoni, umorusaną gębę. A na zewnątrz huczało.
Dla nich pójdę. I nie, nie są to żadni „naziści”, „Polonofobi” i „faszyści”.
I pójdę tam dla tych wszystkich, którzy tak nam pomagali, przez te tygodnie na froncie, ryzykując własnym życiem by nam łbów nie pourywało...
Pójdę też dla Kaukaza, dowcipnego kumpla Szturma, kompana mojego pierwszego wyjazdu na wschód. Kaukaza rakieta rozerwała, gdy ewakuował rannych. I znów - nie, nie był to żaden „nazista”, „Polonofob” i „faszysta”. Zwyczajny typ, jak my. Tylko uznał, że musi bronić swojego kraju przed agresją obcego mocarstwa.
I dla Timura. To reżyser filmowy, który uznał, że dziś nie jest czas reżyserów i ruszył na wschód z karabinem. Pół Tadżyk, pół Rosjanin a żona tatarka. Szturm opowiadał, że dawał radę.Mimo, że reżyser. Co prawda oberwał kilka razy w ramię, ale odratowali. Dla niego pójdę. I, powtarzam do znudzenia... to żaden nazista itd. itd.
Pójdę w końcu na ten marsz dla Polaków mieszkających na Ukrainie. Dla naszych rodaków, takich jak członek Majdanu, Jerzy Wójcicki, świetny odważny gość. Który wciąż powtarza- nie wierzcie w propagandę prorosyjskich stacji i portali- dziś dla nas, Polaków na Ukrainie, największe zagrożenie ma jedno imię- Putin.
Zapraszam Was na ten marsz.
Ponieważ refleksja czysto geopolityczna nie zastępuje całości ludzkiego postrzegania świata. Tam, na Ukrainie, żyją i są mordowani zwykli ludzie. Tacy jak my. Zaatakowani przez obce mocarstwo, którego cel jest jeden- siać coraz większe zniszczenie i terror.
I giną niewinni. Jakie byśmy nie mieli poglądy o polskim interesie i aktualnej sytuacji geopolitycznej, żadne analizy nie znoszą tego prostego faktu.
Dlatego idę na marsz solidarności z Ukrainą 17 w niedzielę.
Zapraszam i do zobaczenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)