dawrweszte dawrweszte
61
BLOG

Trzy grosze

dawrweszte dawrweszte Rozmaitości Obserwuj notkę 13

 

            Był w latach 90-tych w telewizji teleturniej, w którym zawodnicy grali w dziwnego ping ponga. Trzymali w rękach dżojstiki, takie jakich używało się choćby do komputerów Commodore, stali przy prostokątnym stole, na którym odbijali sobie zamiast piłeczki, małe, prostokątne światełko. Jak oni to technicznie odbijali, nie wiem, ale pamiętam, że kto zagrywkę wygrał, ten miał możliwość odpowiedzi na pytanie, za co dostawał punkty, za które pewnie były jakieś profity w nagrodach. Pytanie było w formie krzyżówki. Na ekranie ukazywała się pierwsza i ostatnia litera hasła, co ułatwiało zawodnikowi odpowiedź. No i pamiętam jedno z tych pytań. Zawodnik, po wygraniu wielce emocjonującej wymiany, na ekranie zobaczył, że pierwsza litera to „k”, ostatnia „a”, a pytanie o hasło usłyszał następujące:
 
„Przejedzie się po byku”
 
Zawodnik nawet się nie zastanawiał, odpowiedź padła natychmiast:
 
„Kobyła!”
 
            Ja więc teraz, jak ta kobyła po byku, przejadę się po Wiśle Kraków, co będzie stanowiło moje trzy grosze w dyskusji na temat zaistniałej sytuacji, czyli bajzlu w polskim futbolu klubowym.
 
            Szósty raz podobno Wisła biła się o tą wymarzoną Ligę Mistrzów. Piszę podobno, bo liczyć mi się nie chce, ale wszyscy tak mówią. Z przerwą na Legię i Zagłębie, daje nam to osiem długich lat. Ileż to się zmieniło. Żurawski na Cyprze w tym czasie zdążył, wylądować, tym samym Cyprze, który to swojego reprezentanta w owej, mistrzowskiej Lidze zdążył już umieścić, a który to Cypr również stanowi symbol indolencji polskiego futbolu. W 1987 roku odbył się w Gdańsku mecz właśnie z Cyprem, w którym padł wynik 0:0. No ale wszyscy w Polsce wiedzą, że Cypr to patałachy i już. Żurawski jednak nie kojarzy się z tymi ośmioma laty bojów Wisły o Champions League. Kojarzy się natomiast Paweł Brożek. Gra już w tej Wiśle tyle, że nawet najwięksi kibice Krakowian pewnie nie pamiętają jak długo i zawsze był obiecującą gwiazdą. Nigdy nie lubiłem jego gry, ale on sprzeciwiał mi się golami. Kiedy byłem jeszcze zaślepionym obrońcą Leo Beenhakkera, byłem przeciwny powoływaniu go do kadry, ale ten zamknął mi usta golem z Czechami. I już miałem zamiar zmienić swój stosunek do tego piłkarza, ale zmieniłem … zamiar, parafrazując mistrza puenty, niejakiego Kubusia Puchatka. Nie sprawdził się ten Brożek na dłuższą metę, bo takiej Levadii to powinien ze 4 gole strzelić. Co najmniej. Takiej Levadii to powinien nawet Pawełek strzelić, ale niestety nie strzelił, bo bramkarze choć czasem gole strzelają, to jednak głównie naszym bramkarzom.
 
            I oto pojawił się kolejny symbol. Levadia. Po Gruzinach z Tbilisi, po pięknym golu Furtoka, po Cyprze, po Fylkirze Reykjavik i czym tam jeszcze, jest Levadia Tallin. Zapamiętamy. Coraz więcej tych symboli. Może to i dobrze bo dziennikarze i blogerzy mają z czego wybierać opisując agonię polskiego futbolu. Nie załamujmy się, jednak! Głowy do góry! Zawsze można wrócić na Wembley w ’73, ewentualnie do Chorzowskiego meczu z Portugalią. Piękne to były zwycięstwa, przecież.
 
            Cieszę się, że Wisła nawet w lidze europejskiej nie zagra. Należy im się wielgachne bęc. Tyle razy próbowali i gówno z tego mają. My też niewiele więcej, szczerze powiedziawszy. To jest kara za to, że lekce sobie ważą przeciwników teoretycznie słabszych. I o to mam największe pretensje. Kiedy wreszcie w Polsce zaczniemy traktować poważnie każdego przeciwnika? Musi przyjechać Real albo Barcelona żeby się spiąć i walczyć, gryźć trawę? Levadia tego nie warta? Wszyscy powtarzają, że to powinny być mecze sparingowe, wręcz, że przeciwnik słaby więc na luzie trzeba wygrać. To przeciwnik przyjechał pod Wawel na pożarcie? Już nikt nie boi się polskich klubów, bo wiadomo, że Polacy są przekonani o swojej wielkości, to i przeciwnika na dziewięćdziesiąt procent zlekceważą. Dowodem na to jest coraz więcej symboli żenady naszych piłkarzy i niestety symbole te coraz bardziej egzotyczne, co jeszcze bardziej przyprawia o ból trzewi.
 
            Odcinam się od dywagacji co zrobić w krakowskim klubie. Czy Skorża zostać czy odejść powinien? Sprzedać Brożka czy innych? Niech sobie głowy tym zaprzątają krakowianie, oby tylko na dobre ten blamaż wyszedł, bo na czym się uczyć jeśli nie na błędach swoich?
 
            Meczu prawie nikt nie widział, ale podobno Wisła zagrała nieźle, no i przecież były dwa słupki. Podejrzewam, że bramka wciąż drży jeszcze po silnych strzałach faworyzowanych, krakowskich piłkarzy i długo drżeć jeszcze będzie. Tak samo jak my wszyscy, polscy kibice drżeć będziemy za rok, razem z piłkarzami kolejnego mistrza Polski przed bojami z przeciwnikiem – skazanym, oczywiście na porażkę - w n-tej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. A tam, drżeć, trząść się będziemy jak osika. A dla koneserów futbolu w Polsce pozostaje emocjonowanie się dwumeczem Levadia – Debrecen. Jeśli chodzi o Ligę Mistrzów, bo w Lidze Europejskiej mamy silną reprezentację i łatwych rywali w następnych rundach, to i bez emocji się do tego podejdzie, z zawadiackim papierochem w ustach.  No bo awans przecież jest pewny. Jak zwykle.
 
 
PS. Zagadka: jak powinna brzmieć prawidłowa odpowiedź na pytanie z teleturnieju?
 
 
dawrweszte
dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości