dawrweszte dawrweszte
121
BLOG

Piana z pyska

dawrweszte dawrweszte Rozmaitości Obserwuj notkę 9

Łukasz Warzecha jak sportu nie lubi i się nim kompletnie nie emocjonuje, tak teraz nie lubi też i siatkarzy, z taką różnicą, że nimi się bardzo emocjonuje. Do wczoraj stosunek jego do siatkarzy (przypomnijmy – zdobywców pierwszego w historii męskiej siatkówki w naszym kraju mistrzostwa Europy) był nawet przychylny. Do wczoraj, czyli do czasu ich przyjazdu do kraju. Jak męczący to turniej takie mistrzostwa Europy, Łukasz Warzecha zapewne nie ma zielonego pojęcia, bo skąd miałby mieć, skoro każdy kto go zna wie, że sportem nasz bohater się nie interesuje. Co tam jakiś turniejek, a potem przylot spotkania z fanami, kibicami itd. przecież prezydent prosi!
 
I tu Pan Warzecha ma problem. Siatkarze do prezydenta nie przyszli, bo tłumaczyli się zmęczeniem. Poszli za to na drugi dzień do premiera. Takiego fopa dawno nikt nie popełnił. No może z wyjątkiem panów Perejro i Borubara, którzy śmieli nazywać się inaczej niż ich prezydent zapamiętał. Złoto, nie złoto, turniej nie turniej, ale jak prezydent, a nie jakiś pan Henio, wzywa, to przyjść trzeba od razu, z jęzorem na brodzie, choćby i w gumiakach. No i najlepiej od razu na kolana paść.
 
Może sobie tupać nóżką Pan Warzecha, ale zapomina o jednym: to siatkarze zdobyli upragnione złoto, a jak wielki to sukces Pan Warzecha nie ma bladego pojęcia, bo sportem się w ogóle nie interesuje, i to właśnie siatkarze mogą sobie decydować do kogo pójdą i kiedy, bo teraz w ich ciepełku to się każdy chce poogrzewać, a do takich gierek obie kancelarie mają ciągoty nie od dziś. I zgrzyta zębami redaktor Faktu bo to nie jego opcja wygrała bitewkę. Tak, tak, bo Łukasz Warzecha tym swoim toczeniem piany z pyska z durnego powodu, potwierdza tylko, że jest żołnierzem armii Lecha Kaczyńskiego, a nie jakimś niezależnym publicystą (są tacy?) i lepiej byłoby, gdyby on i jego klakierzy zamilkli na chwilę, zamiast opluwać jeden z największych sukcesów polskiej siatkówki. Podejrzewam, że ta armia Warzechy kaprala, do rzeczywistości rodem z polskiej ekstraklasy przywykła, stąd ta szamotanina.
 
Jeszcze jeden powód. Niejeden z nas jest kibicem i niejeden z nas wie, że kibicem jest też Donald Tusk. Temu człowiekowi można zarzucić wiele, ale kibicem jest. Lech Kaczyński natomiast ma emocje sportowe dokładnie tam, gdzie ma je Łukasz Warzecha więc nie ma się co dziwić, że siatkarze woleli pójść do kogoś, kto pewnie przynajmniej finał tych mistrzostw obejrzał. Lech Kaczyński zapewne o turnieju dowiedział się przypadkiem, dowiódł przecież swojej ignorancji sportowej wiele razy. I choćby prezydent tupał nóżkami obiema, a nawet i gryzł, to siatkarze są bohaterami kilkunastu najbliższych dni i nic tego nie zmieni. Co najwyżej wprawi niektórych w obrzydzenie, że wszystko można zamienić w obrzucanie się gównem, tak po prostu dla własnej satysfakcji.
 
Polska siatkówka odniosła wielki sukces w niedzielę, ale niektórzy będą teraz upadlać siatkarzy i zmuszać ich do tłumaczeń. A ja mam do powiedzenia Panu redaktorowi dziennika Fakt i jego pomagierom jedno: niech Pan lepiej kibicuje tak jak dotychczas, czyli w ogóle, bo takie toczenie piany z pyska jest po prostu dziecinadą. Polactwo znowu wylazło na wierzch. Jak karaluchy.
dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Rozmaitości