Poniedziałkowy dziennik Polska opisując polską ektsraklasę podał dwie ciekawe teorie. Otóż Wisła Kraków według dziennikarzy tegoż zaliczyła drugi w tym sezonie blamaż. Po niesławnych bojach w mękach z Levadią, teraz blamażem jest remis z Polonią Bytom. Wstyd i hańba! I tu mamy psa pogrzebanego. Bo Wisła jak by nie grała, to w Polsce jest skazana na pożeranie. Przeciwnika powinna stłamsić od pierwszych minut, nastrzelać bramek z pół tuzina, a drugie tyle okazji nie wykorzystać. To jest właśnie obraz Wisły, który pokutuje w polskiej ekstraklasie od lat. Remis u siebie z Polonią Bytom jest od razu blamażem. Ciekawe to podejście, nieprawdaż? Tyleż ciekawe, co dość niesprawiedliwe. Podejrzewam, że w trakcie sezonu Wisła blamaży zaliczy więcej, zobaczymy.
Druga strona barykady, Legia. Warszawska drużyna wygrywa pewnie z Lechią (Lechia zawsze jest bardzo trudnym rywalem, chyba, że gra z nią Wisła) i co pisze dziennik Polska? "Czy to już koniec kryzysu?" zadaje pytanie. Znowuż jest to o tyle ciekawe, co nieadekawtne do sytuacji, bo wg mnie Legia tkwi w permanentnym kryzysie, ale punkty ciuła. Wspomniany dziennik pisze jeszcze, że Legia odrabia straty. Dobre, zważywszy na blamaż Wisły.
Najlepiej to chyba ma Lech. Nikt na nich nie stawia, grają sobie jak grają, nikt nie pisze "blamaż", "koniec kryzysu". Legia z Wisłą grają tak jak co roku. Legia w kratkę, przegrywając gdzieś tam w Wodzisławiach, a Wisła solidnie i z czasem trafi się jej jakiś mecz, w którym natrudzić się będzie trzeba. To nie jest Wisła, która zakończy sezon bez porażki, a czy z mistrzostwem to się zobaczy. Zastanawiam się tylko czy czegoś nas lekcja Levadii nauczy. Bo jeśli tytuł zdobędzie Legia, to pewnie będzie się pisać, że wreszcie koniec kryzysu bo tytuł wrócił na Łazienkowską i jako, że słaby przeciwnik w eliminacjach LM, to Warszawiacy nie powinni mieć problemu. Koniec kryzysu to koniec kryzysu. Jeśli tytuł powędruje do Krakowa, to przeciwnik w eliminacjach będzie na pewno łatwy, bo Wisła w gazie tytuł zdobędzie. Bo jak Wisła punkty traci, to blamaż jest, jak Legia zdobywa, to kryzys kończy. Lech też nie będzie miał z górki. Wiadomo, przeciwnika łyknie bo przecież przetarcie w UEFA miał.
I tak to się u nas kręci. Od blamażu, do skończonego kryzysu, ale zawsze faworyt musi miażdżyć. Czekam tylko na remis lub porażkę Barcy, nie daj Boże dwie pod rząd, wtedy Rafał Stec na łamach GW wielki kryzys na Camp Nou ogłosi. Takie bogactwo, a proszę, wygrywać nie potrafi.




Komentarze
Pokaż komentarze (10)