W oczekiwaniu na kolejną emocjonującą kolejkę naszej ekstraklasy (dla kogo emocjonującą, dla tego emocjonującą), gdzieś w tle, z ciągle pomrukującym echem, trwa burza medialna, a właściwie szum na temat powołań do kadry i jej trenera tymczasowego. Jeszcze nic na ten temat nie pisałem, a sprawa mi bliska bo jednak futbol rodzimy leży mi na sercu, a jeszcze i czasem ból głowy powoduje. Szczególnie jeśli o kadrę idzie.
Zastanawiałem się długo na całą sytuacją. Nie powiem żebym darzył Majewskiego dużym szacunkiem, bo właściwie nie mam za co. Raz, że go osobiście nie znam, dwa, że Stefan nie ma żadnych sukcesów. Po porażce porażce fatalnym stylu ze Słowenią wielu kibiców na kadrę się obraziło. Wiele jest głosów, że to powrót niechlubnych lat dziewięćdziesiątych. Emocje opadły, nikt na awans już nie liczy więc chłodniej można sprawę ocenić.
No i czytam sobie np. Wojciecha Kowalczyka:
„(…)zaapelowałem, żeby piłkarze przegrali dwa najbliższe mecze i pozbyli się tego szkoleniowca.”
A w następnym tekście:
„Jak zobaczyłem skład naszej obrony to powiem wam jedno – Majewski musi tych wszystkich trzech bramkarzy na raz wystawić! Takiej obrony to nie wypuściłbym na mecz z Wisłą Kraków, a co dopiero na reprezentację Czech. Szykuje się walka gołej dupy z batem. Jurek Dudek najwyraźniej nie wyczuł momentu, kiedy można z godnością zejść ze sceny. Ostatni jego mecz, jaki pamiętam, to z trzecioligowym Realem Union. Dwa spotkania i sześć wpuszczonych bramek. Teraz też będzie miał dwa mecze, ale sześciopak to może pęknąć już w Pradze.”
No i gwizdek. Otóż, na początku też nie bardzo wiedziałem czy mam kadrze kibicować, czy raczej być przeciwko. No ale kibicować rywalowi?! Chyba nie potrafię, ale wróćmy do słów Kowalczyka bo nad nimi chciałbym się zastanowić. Bo ze słów Kowalczyka jasno wynika, że ucieszyłby się z porażek w obu meczach, ale ewidentnie można wyczuć zdenerwowanie powołaniami. No ale skoro sześciopak może pęknąć już w Pradze, to raczej nie sądze żeby Polacy zdołali ustrzelić szczęśliwą siódemkę. Cieszyć się więc powinien Wojciech, bo do serca jego apel wziął sobie właśnie Majewski.
A ja, jako kibic? Ano nic. Nikt sobie moich apeli do serca nie bierze, tym bardziej ludzie z kierownictwa PZPN więc cóż mi tam. Lato i inne Kręcioły robią sobie z kadry swój folwark, a ja się jako kibic tym wszystkim denerwuję. No może nie denerwuję, bo już mi trochę przeszło. Coraz bardziej mi obojętne, bo choć kibicem pozostanę, to jednak świadomość, że gówno ode mnie zależy jakoś mi ułatwia tumiwisizm. A skoro PZPN ma mnie w dupie, to cóż ja mogę zrobić. Ja i mój tumiwisizm jako symbol (kibica) i stosunek PZPN jako symbol (wała). I tak to się będzie toczyć.




Komentarze
Pokaż komentarze (15)