Dobre piwko nie jest złe, a może i nawet kieliszeczek ujdzie jeśli z gracją wypity. W sporcie takie prawidła to norma, szczególnie w piłce nożnej. W końcu gra to zespołowa, a w grupie to wiadomo, że zabawa najlepsza. No a co to za zabawa bez alkoholu? Wie o tym publicysta Wojciech Kowalczyk, który będąc piłkarzem co nieco o takich praktykach słyszał, a z zasłyszanych historii niejeden rozdział swojej świetnej książki sklecił. Wiedzą o tym także strażnicy moralności i czystości rywalizacji sportowej w postaci kontrolerów antydopingowych. Wiedzą oni, że pęcherz na piwko obojętnym również nie jest więc poją po meczach. Ciekaw jestem czy dla towarzystwa z tymi kontrolowanymi sportowcami piją? No bo skoro piwko dla wzmocnienia pracy nerek wypić trzeba, to najlepiej w towarzystwie, ale czy po jednym nerki radę dadzą? Różnie może być. Radziłbym od razu minimum 3.
Wiedzą o tym także, a może przede wszystkim, piłkarze. Wielu było takich, którym w karierze alkohol pomógł (do czasu) bardzo. Można byłoby wspomnieć chociażby George'a Besta. Albo Mario Basslera, co to go za zbyt częste balowanie nawet sam Bayern wyrzucił, co może się wydać dziwne, zważywszy na obrazki, które dane nam jest oglądać po zdobycia mistrzostwa Bundesligi przez jakikolwiek klub. Toż tam piwo leje się strumieniami! No i jeszcze te gigantyczne kufle! Rozmarzyć się można. Jak popatrzy się na miny pijących, to widać radość szczerą radość.
Wróćmy do Polski zatem. Jak sprawa ma się u nas? Podobnie. Żeby wspomnieć choćby Wojtka Kowalczyka właśnie, który z rozrzewnieniem wspomina wypite promile i jeszcze twierdzi, że wcale kariery nie przepił (uparciuch!). Można jeszcze przytoczyć przykład Boruca Artura, który podobno abstynentem także nie jest, no ale on gra jeszcze. Jak karierę zakończy, to zapewne niejednego się dowiemy. Grosicki też zabawić się podobno lubi, z tymże tego do hazardu ciągnie. Do wyboru do koloru. Jakby nie spojrzeć, to wokół warszawskiej Legii to wszystko się obraca. A co na to piłkarze Legii? Ano w tradycję zapatrzeni i wciąż zabawić się lubią. Chłopaki do lokalu pójść sobie cenią więc nieważne w jakich okolicznościach. Swego czasu pamiętam jak trener Legii Dariusz W. sugerował kibicom delikatną perswazję jeśli ten lub ów zobaczy w jakiejś knajpie swego idola. A teraz? Obecność w tym lokalu potwierdziliśmy już wcześniej, dlatego po prostu nie wypadało się do niego nie udać mówi Jakub Wawrzyniak, zawieszony za doping, piłkarz Legii czy tam Panathinaikosu. Też nie lubię jak ktoś wizytę potwierdza dużo wcześniej, a potem nie przychodzi. No więc poszli chłopacy do klubu na wcześniej umówioną zabawę. Cóż to jednak za zabawa była, skoro mecz przegrany. Wypad do knajpy nie udał się chyba za specjalnie, nie wiem czy jakiś kibic Legii wyperswadować próbował chłopakom piłkarzom pomysł wychodzenia na zabawę po porażce. Smutki topili może? Najwyraźniej, bo jednak Wawrzyniak trochę światła na sprawę rzuca:
"Zaręczam jednak, że nikt nie był w dobrym humorze."
Całe szczęście, bo jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że Legioniści nic a nic się porażką nie przejmują. No a że do klubu z takim ciężarem poszli i jeszcze ze smutkiem tam przebywali, bo przecież wizyta w klubie umówiona więc mus. Można by pomyśleć, że ta wizyta w bawialni to kara jakaś. Może to Urban nowe metody wprowadza? Nie dość, że piłkarz przegrany i smutny to jeszcze bawić i weselić mu się każą. Ciężki los Legionisty.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)