No i mamy konflikt. Jedni bojkotują drudzy nie bojkotują. Sporo głosów i jednych i drugich na ten temat na salonie. Trochę się konflikt zaognił. Z tego co czytam, dowiaduję się, że raczej tłumów na śląskim nie uraczymy. Się zobaczy, jak to mówią. Dziwi mnie jednak, że atmosfera się zaostrza. PZPN i jego rzecznicy, działacze czy kto tam, używają dość mocnych słów określając bojkotujących. Padają w tym kontekście słowa takie jak, np. terroryści itd. Szczerze mówiąc przeciwnicy bojkotu na salonie też bojkotujących nie oszczędzają. Wystarczy wejść sobie na boisko24.
Do rzeczy. Sam zawsze byłem za reprezentacją, czy to wygrywała czy przegrywała. Byłem ostatni do krytyki decyzji personalnych poszczególnych trenerów. Do PZPN-u mam stosunek taki jak większość kibiców, czyli wyciągnięty środkowy palec. Zastanawiam się w jaki sposób mógłbym wyrazić swoje niezadowolenie z działań PZPN-u. Nie przyjść na mecz? I tak nie miałem w planach. To może właśnie przyjść? Hmmm… Nie wiem czy działacze by zrozumieli wtedy mój protest. A siedząc w domu przed telewizorem mogę tylko swoim domownikom zaznaczyć mój stosunek. Zostaje jeszcze blog. Ale tutaj jestem dla PZPN-u nikim. PZPN ma mnie tak dalece w dupie, że ja o tak głębokim uczuciu do PZPN-u jakim PZPN darzy mnie, mogę tylko pomarzyć. Impas więc. Kibice wymyślili więc sobie bojkot. Teraz pytanie: czy taki bojkot ma sens?
Pojawiły się też na boisku głosy, że bojkot jest złym sposobem wyrażenia swojego oburzenia PZPN-em a właściwie fajtłapowatością piłkarzy. Pójść na stadion i dosadnie dać im znać, że są beznadziejni. I tu mi się przypomina pewien mecz. Z Kolumbią, za czasów Janasa, też na Śląskim. Wtedy kibice dali mocno odczuć piłkarzom, że są beznadziejni. Nie pamiętam żeby to przyniosło pozytywny skutek. No i teraz wyobraźmy sobie, że na meczu ze Słowacją będzie komplet i wszyscy będą wygwizdywać naszych piłkarzy. Co by to dało? A jeśli nasi piłkarze wzniosą się na wyżyny (hehe) swoich umiejętności i ograją Słowaków w pięknym stylu? Też gwizdy? Można ewentualnie wywiesić transparent i wykrzykiwać:”j… PZPN!”. Już wiemy jednak, że to nie działa.
Wychodzi na to, że ten bojkot jednak chyba ma sens. Piłkarze grają kiepsko, to może też coś zrozumieją. Chociaż ich akurat szkoda mi najbardziej, mimo że nie powinienem ich żałować. Ale cóż począć, taki jestem empatyczny. Jak ludzie na mecz nie przyjdą, to nawet Słowacy to zobaczą i o tym coś wspomną w relacjach. PZPN już non stop mówi tylko o tych kibicach co bojkotują, wyszydza ich, ale nie zmienia to faktu, że temat jest na rzeczy. Ba panów z PZPN nie interesuje co będzie robił kibic na stadionie jak już bilet kupi. Bo kibic jest ostatni w tym łańcuchu. Ma pójść na mecz, zasilić kasę, i kibicować wedle swego uznania. Kiedy wreszcie panowie zrozumieją, że niektórzy mają ich działań serdecznie dość, a wycieranie sobie ryja frazami typu: reprezentacja to nasze wspólne dobro, zawsze i wszędzie za narodową drużynąitd. bardziej irytuje niż działa na wyobraźnię i potrzeba czegoś więcej.
Był jeden prosty sposób żeby przekonać się ile siły jest w tym bojkocie. Zrobić wszystkie bilety na ten mecz darmowe, albo chociaż za symbolicznego „piątaka” wtedy okazałoby się ile siły jest w bojkocie, a ile pary idzie w gwizdek. No ale na takie rozwiązania PZPN-u oczywiście nie stać. Wolą stać i bluzgać się z innymi, przekrzykując się w definiowaniu prawdziwego kibica. A prawdziwy kibic pewnie zażenowany siedzi cicho i ma dość całej sytuacji. Przecież i tak ma znikomy wpływ.




Komentarze
Pokaż komentarze (7)