Niedawno była premiera gry komputerowej, w której głównym zadaniem jest granie na plastikowym czymś, przypominającym gitarę, utworów grupy The Beatles. Gra nazywa się The Beatles Rock Band. Rozgłos jaki towarzyszył wydaniu tejże był niesłychany. Skorzystano z okazji i wydano w lepszej, zremasterowanej wersji wszystkie płyty czwórki z Liverpoolu. Niebywała okazja bo na promocji skorzysta każdy. Osobiście nie mam nic przeciwko temu bo jestem fanem Fab Four i pewnie z czasem zaopatrzę się w owe remasterowane cyfrowo i w ogóle piękniutkie i pachnące nowe kompakty. W gierki natomiast, nie gram więc nie wiem jak i co z tym się robi. Pewnie się naciska guziki, tak jak każe komputer czy konsola i gra pędzi w rytm muzyki Beatlesów. Słowem, rozgłos ogromny, mniemam, że większość zauważyła. Mnie zaciekawiło w tej sprawie parę rzeczy.
Mam w swojej kablówce kanał MTV2. Jest to brytyjska stacja rockowa. Nie oszukujmy się, że zobaczymy tam coś niesłychanego, ogólnie powtarzalność klipów jest bardzo duża, ale zawsze to odskocznia od papki w reszcie medialnej oferty. Dla fana rocka, rzecz nie do przecenienia. W stacji tej często robiono różnego rodzaju podsumowania, dla przykładu: 100 najlepszych rockowych kawałków, 50 najlepszych rockowych gitarzystów, 100 najlepszych brytyjskich kapel, 100 najlepszych brytyjskich rockowych klipów itd. Sporo tego, a ja zawieszałem na tym gały bo można było zobaczyć klipy także starsze, których nie uraczy widz nigdzie poza youtubem. Zauważyłem, że w tych podsumowaniach nigdy nie było czwórki z Liverpoolu. Z lat 60-tych co najwyżej jeden utwór The Kinks i ze dwa Rolling Stones. Reszta to głównie lata teraźniejsze i lata 90-te. Głównie Britpop i jego odnogi. Beatlesów nigdy! Aż do... No właśnie, okresu premiery gry i nowych wydań albumów Fab Four. Nagle zaroiło się w MTV2 od utworów Beatlesów. Okazało się, że mają najlepszy klip, najlepszy kawałek, najlepszych gitarzystów, wszystko naj i to wszech czasów. Stacja przypomniała sobie o Beatlesach kiedy poczuła słodki zapach promocyjnych funtów. Ciekaw jestem czemu wcześniej ani słowem o nich. W końcu to najbardziej znany rockowy zespół brytyjski. Może twórcy ramówki bali się, że jak umieszczą choćby jeden utwór Beatlesów, fani zasypią ich listami, że powinni umieścić wszystkie ich kawałki? Cholera ich tam wie. W każdym razie wcześniej Beatlesów nie było, później byli wszędzie, a teraz znowu ich nie ma. Taka to impreza.
Śmierć Michaela Jacksona. Czyż nie było podobnie? Zresztą, ze śmiercią każdego znanego wykonawcy tak jest. Cisza w eterze, nagle umarł król, niech żyje król! Wszyscy zachwycają się twórczością kiedy twórcy brak. Wtedy można bez kozery docenić kunszt. I puszczać non stop, płyty skupować. Wtedy warto mieć w swojej biblioteczce takie pozycje. Co poza tym wszystkim łączy Beatlesów i Jacksona? Niech Paul McCartney rzuci trochę światła:
Popatrzył(Michael Jackson – przyp. d.)wtedy na mnie i powiedział: „Mam zamiar kupić prawa do twoich piosenek.” Roześmiałem się – brzmiało to jak doskonały dowcip. Następnym razem kiedy się spotkaliśmy, powiedział znowu: „Chcę kupić twoje piosenki.” Ja znowu potraktowałem to jako dowcip. Przestało to być wesołe, gdy pewnego dnia zadzwonił do mnie oznajmiając, że naprawdę to zrobił: kupił prawa do dwustu pięćdziesięciu jeden utworów Lennona – McCartneya, włącznie z Yesterday”. Wciąż je posiada.
Sir Paul wypowiedział te słowa na początku lat 90-tych. Michael Jackson posiadał te prawa aż do śmierci. W 1995 roku wziął pożyczkę pod zastaw 50% praw (żyrantem była firma Sony), ale z tego co wiemy wciąż był ich właścicielem. Wątpliwe by pozwolił tak łatwo pozbyć się kury znoszącej złote jajka.
No i co się dzieje dalej? Michael Jackson umiera 25 czerwca 2009, premiera box-u z kolekcją płyt Beatlesów ma miejsce 9 września 2009, premiera gry Beatles Rock Band tego samego dnia. W chwili śmierci Jacksona prace promocyjne i dopinanie akcji wydania najbardziej oczekiwanej kolekcji w historii rocka, trwają pełną parą. Nie wiem kto po Michaelu odziedziczył prawa do nagrań Beatlesów, ale obłowił się nieźle, prawda? Raczej nie był to Paul McCartney... Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale w przypadki też nie bardzo wierzę. Wydanie takiej kolekcji to żyła złota. W grze też przecież są utwory Beatlesów więc kasa poszła i płynąć będzie. Po wydaniu kolekcji The Beatles w mediach krążyła wiadomość, że ilość egzemplarzy jest ściśle określona i do tego limitowana. Jeśli ktoś chce być posiadaczem, musi się spieszyć. Niezłe napędzanie koniunktury. Historia muzyki cała zremasterowana cyfrowo, a ilość limitowana? Dajmy spokój. Kto ma kupić ten kupi, kto nie kupi ten zagra, cały świat znów ma na ustach Beatlesów. Można by rzec, że Michael nieźle by się na tym dorobił. Już pewnie zacierał ręce na taki zysk. Nie tylko on, zresztą.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)