Papieros dopala się do filtra w palcach. Jeszcze jeden mach, jedno pociągnięcie i trzeba będzie gasić. Cóż, nie zapali się następnego. Ten jest ostatni. Niedopałki w popielniczce tez powypalane do końca. Palce żółte. Jeszcze tylko jeden kieliszek palikotówki gorzkiej, żeby po ostatnim kieliszku zapalić ten ostatni mach. Błogo. Lampka świeci dość kiepsko, ale i tak ćmy uderzają w żarówkę jakby po omacku szukając wyjścia. Wala głowa w szkło żarówki jak w mur. Muru głową nie przebijesz. Wstać trzeba. Siedzę już od paru godzin i nic. Wstaje. Idę do lodówki. Zaglądam chociaż nie jestem głodny. Nie ma nic. Trudno i tak nie jestem głodny. Ale pic się chce. Palikotówka gorzka się kończy a w lodowce pustka. I fajki można by zakupić.
Idę wiec. Na ulice wśród tłumu. Godzina jeszcze młoda, ale ciemno jak w d***. Ogląda się witryny w sklepach. Tu wyprzedaż, tu ostatni miesiąc, tu jakieś pluszaki. Przed sklepem z pluszakami macha do mnie ktoś przebrany za Krecika. Odmachuje mu zdziwiony. Aha! to sklep z pluszakami z dobranocek. No, no. Stad ten Krecik na chodniku macha do przechodniów. Przechodzę na druga stronę. Na przejściu mija mnie 5 łysych kolesi w dresach. Takie najgorsze, kibolskie ryje. Oczywiście schowałem wzrok. Gdzież takiemu spojrzeć w oczy. Łyse wyrostki w dresach, niech sobie idą, a dodam, że chód nonszalancki, nie ma co. Zatrzymuję się na drugiej stronie ulicy i oglądam się za kibolami. Macha do nich Krecik. He, ciekawe czy maja poczucie humoru.
- chcesz wp*****? - zakrzyknęli do Krecika.
Krecik podniósł obie ręce do góry w geście odmowy. Dwóch kiboli łapie go za te ręce i bach na ziemie. Co do cholery? - myślę. Przecież to jakiś absurd! Trzeci z kiboli wymierza Krecikowi sążniste uderzenie prosto w jego uśmiechniętą twarz, a dwóch pozostałych kopie go gdzie się da. Co robić? Przecież nie rzucę się na kiboli na ratunek Krecikowi. Niewiele bym zdziałał, taki ze mnie bokser. W tym momencie wybiegają ze sklepu z pluszakami Bolek i Lolek. A właściwie ktoś za nich przebrany. Chyba. Już nie jestem pewien. Bolek i Lolek rzucają się na porządnie zdziwionych kiboli. Kibole jak na razie zbierają solidne bęcki. Pewnie dlatego ze są w niezłej konsternacji. Wstyd im uciekać, ale głupota sytuacji ich zniewala. No ale rzucają się do walki, bo cóż począć? Za chwile wybiegają ze sklepu Mama Muminka ze Żwirkiem i Muchomorkiem. Teraz już kibole nie maja szans. Zaczyna się niezła kotłowanina. Kibole dostają solidne baty. Może wezwać policję? Ale co im powiem? Ze Krecik, Bolek i Lolek, Mama Muminka, Żwirek i Muchomorek bija się z 5 łysymi chłystkami w dresach? Nie, nie, nie. To się przecież w głowie nie mieści. Chłopaki z łysymi pałami już leżeli pokonani na chodniku, a Lolek gratulował w tym czasie Żwirkowi. Za chwilę Mama Muminka podeszła i pogłaskała obu po głowie i zniknęli za winklem. Pomyślałem, że może zaproszę wszystkich na piwko, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem. Jeszcze by zaczęli kląć, a ja i tak wrażeń miałem już w zapasie za kilka dni. Pora iść po te fajki.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)