dawrweszte dawrweszte
52
BLOG

John Cale

dawrweszte dawrweszte Kultura Obserwuj notkę 8

 

Obejrzałem ostatnio po raz kolejny American Psycho. Uwielbiam takie filmy. Nie dość, że o świrze, to jeszcze krew się leje aż na pierwsze rzędy. Film się zaczyna, a ja oczywiście zerkam na nazwisko, które następuje po zbitce Music by i czytam John Cale. No ładnie, myślę. Velvet Underground kiedyś, a dziś to w ogóle nie wiem co ten koleś robi. W filmie poza utworami Phila Collinsa i innymi szlagierami popowymi lat osiemdziesiątych (ach! jak pięknie główny bohater nam o tym opowiada!) słyszymy też muzykę filmową w klasycznym tego słowa znaczeniu.

 

Zapoznaje się więc z płytami Johna Cale'a i odkrywam dla siebie to co nieodkryte. Zaczynam od końca, bo tak mi odpowiada. Na pierwszy rzut blackAcetate z 2005 roku. Nie zamierzam nawet streszczać co to za muzyka, ale moja „ulubiona” wikipedia mówi, że experimental rock. Dość mało, szczerze mówiąc, bo na płycie znajdziemy na pewno experimental, znajdziemy też rock, ale nie wiem jak właściwie brzmi experimental rock. Być może właśnie tak, cholera ich tam wie tych recenzentów i wymyślaczy gatunków muzycznych. Ja napiszę jedno, płyta warta uwagi. Tyle powinno wystarczyć, a reszta jest milczeniem, a właściwie muzyką. Muzyką Johna Cale'a, dotychczas mi nieznaną zupełnie.

Ostatni wciąga mnie taka muzyka. Koleś jakby płynął sobie po dźwiękach. Wczesniej zauroczyłem się niejakim T-Bone Burnett'em, a teraz Cale. Trzeba się przez niego przegryźć, ale potem juz same korzyści. Jesień to jest dobry okres na nową muzykę. Lepiej to wszystko wchodzi, szczególnie rzeczy kompletnie nieznane, a ja zawszę czuje potrzebę znalezienia czegoś czego w ogóle nie znam. Teraz John Cale, wcześniej T-Bone Burnett i Tinariwen, ale o nich może następnym razem.

dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Kultura